~22~
„ Ja Cataleya Esposito, córka zmarłego burmistrza wspaniałego miasta które dla turystów jest rajem, a dla mnie stało się więzieniem. Urodziłam się w 1990 roku, w pięknej wili. Jesień była w pełni, lecz podobno gdy przyszłam na świat kwiaty w naszym ogrodzie zakwitły, a na niebie świeciło w całej okazałości słońce. Dzisiaj gdy stoję patrząc przez okno,w dniu moich urodzin, niebo jest pogrążone w żałobie. Płacze wraz ze mną, chodź na mojej twarzy nie ma już łez, zastygły wraz z moim sercem, które mam wrażenie że z każdym dniem coraz słabiej biję. Tęsknota i śmierć towarzyszą mi od dnia gdy ktoś wyrwał mi serce zabijając jedyne osoby które kochałam..moich rodziców..moja siostra pewnie też wtedy umarła, a Ja? Byłam karmiona kłamstwami, gorzkimi słowami które kąsały jak żmije żądne krwi...I wtedy pojawił się On..mój promyk szczęścia..moja miłość..Myślę że to była mała rekompensata za moje nieszczęścia od Boga..pozwolił przed śmiercią zaznać mi smaku prawdziwej miłości..czystego uczucia które było jak adrenalina podana podczas zatrzymania akcji serca..Obudził moje serce jednocześnie zabierając je ze sobą i otulając ciepłem..Tylko przy nim czułam się Kobietą..kochaną Kobietą...Teraz wiem że muszę się odwdzięczyć Bogu za ten dar..muszę uratować ten prezent który mi podarował..bez względu na własną ofiarę..Bo przecież miłość to bezgraniczne poświęcenie się dla drugiej osoby..to oddanie się jej bezwarunkowo...
Ja Cataleya Esposito w dniu moich urodzin dzięki którym staję się w pełni dorosłą osobą, stoję przed lustrem pusto patrząc jak jakaś kobieta ubiera mnie w śnieżnobiałą suknię. Suknia zdobiona jest perłami i haftami..lecz dla mnie to jednocześnie mój własny całun. Zaślubiny które mają się odbyć to jednocześnie mój pogrzeb....Umarłam już za życia...”
Stała przyglądając się swojemu odbiciu, w oczach miała pustka, jej twarz była bladą niczym kartka papieru. Mimo usilnych starań kobiety suknia wisiała na niej jak na wieszaku...bo przecież przez ostatni czas jedzenie było dla niej czymś względnym, niepotrzebnym..
Do pomieszczenia wszedł on- diabeł który wyrządził jej tyle cierpienia, do tej pory pamięta noc w której zabił jej duszę..
Podszedł blisko, chwytając ją za policzek. Spojrzała pusto na jego twarz która aż tryskała z radości i podcienienia, w końcu to już dziś..Dziś dostanie to czego chciał..to na co od początku czekał.. Pieniądze..nieskończona ilość zer na koncie którą odziedziczy brunetka będą jego...Dziwne że dla pieniędzy ludzie są zdolni do najgorszych rzeczy...dla papieru z wydrukowaną cyfrą są w stanie popełnić największe zbrodnie, zaprzedać diabłu duszę..
-Pięknie wyglądasz kochanie.- Pogłaskał jej policzek, po czym zmierzył ją całą wzrokiem.- Ile jeszcze zajmie wam szykowanie się?- Zwrócił się do kobiety.
-Myślę że jakieś pół godziny i wszystko będzie gotowe.- Kobieta posłała mu uśmiech.
-Doskonale.- Pokiwał z uśmiechem głową po czym opuścił pokój.
-Usiądź kochana teraz na krześle trochę cię podmaluję i uczeszę bo jeszcze ktoś pomyśli że zamiast na ślub wybierasz się na pogrzeb.
…
-Chris! Chris!- Do pokoju blondyna jak poparzona wpadła zdyszana blondynka. Od bardzo dawna chłopak nie słyszał swojego imienia w ustach siostry. Od ich kłótni minęło trochę czasu, a oni sami unikali się..Blondyn jednak nie wiedział że Eva starała się na wszystkie możliwe sposoby odnaleźć Cataleyę, wydała wszystkie swoje oszczędności na prywatnych detektywów, przekupienie różnych ludzi itd...ale w końcu udało się! Udało się dowiedzieć kilka istotnych rzeczy o Cataleyi...
Chłopak leżał na łóżku w swojej ulubionej pozycji, trzymając w dłoniach tą jedyną fotografię którą miał..Nie rozstawał się z jej zdjęciem ani na chwilę. Podniósł wzrok na siostrę, na którą w dalszym ciągu był zły..może nie zły..miał po prostu żal do niej i cholernie się zawiódł..
-Chris wiem że mnie nienawidzisz, ale wiem gdzie jest Cataleya.- Blondynka wydusiła z siebie to jedno zdanie które momentalnie postawiło chłopaka w pion.
-Jak to? Żyje- W jego oczach zebrały się łzy.
-Tak żyję. - Wystarczyły dwa słowa aby z serca blondyna spadły ciężkie kajdany które ostatnio tak mocno ściskały jego serce że nieraz nie mógł nawet oddychać.
-Gdzie ona jest? Musimy po nią jechać..zadzwonić do Antonia, on musi ją odbić.- Blondyn zaczął chodzić po pokoju w poszukiwaniu telefonu.
-Chris.- Blondynka złapała brata za ramię.- Cataleya ma dzisiaj urodziny, kończy 21 lat, dowiedziałam się że znajduję się w zachodniej strefie, i dzisiaj bierze ślub.- Blondyn na chwilę zamarł wpatrując się w twarz siostry..
-Musimy tam jechać.- Wydusił z siebie, na co blondynka pokiwała głową. Oboje wyszli z pokoju w pośpiechu ubierając buty. W samochodzie który stał pod domem czekał na nich Jay, który siedział za kierownicą, brunet zaś był wtajemniczony we wszystko i pomagał Evię w tych poszukiwaniach..czuł że jest winien to kumplowi.
Blondyn z przyspieszonym tętnem wybierał numer do Antonia. Po kilku sygnałach w końcu odebrał.
-Antonio, wiemy gdzie jest Cataleya w zachodniej strefie ma się odbyć dzisiaj jej ślub musisz zebrać agentów i tam jechać, musimy ją odbić.- Chłopak mówił szybko i nerwowo.
-Chris nic nie mogę niestety zrobić, lepiej zawróćcie do domu. Cataleyi i tak nie da się już uratować rozumiesz?
-Co ty pieprzysz! Musicie ją uratować, to wasz pieprzony obowiązek!
-Uspokój się i wróć lepiej do domu...
-Nie będziesz mi mówił co mam robić- Blondyn przerwał mężczyźnie.
-Chris do cholery posłuchaj mnie! Rząd postanowił poświęcić Cataleyę dla dobra sprawy, tylko tak będziemy mieli dowody na to wszystko i będziemy mogli wsadzić tą pieprzoną mafię za kraty. Nic nie mogę zrobić i wy tez lepiej się w to nie mieszajcie...- Powiedział rozłączając się.
Chris trzymał telefon przy uchu nie dowierzając w słowa mężczyzny..Jeśli to miała być sprawiedliwość i prawo to on to pieprzył. Dla niego liczyła się Cataleya a nie ich sprawa...
Eva patrzyła na brata lecz nie odezwała się ani słowem. Nie ważne co powiedział mu Antonio ona także chciała uratować brunetkę, była winna to jej a przede wszystkim swojemu bratu..Poza tym ona tez kochała Cataleyę, w końcu były przyjaciółkami..
Jay skupiony prowadził samochód, niestety o tej porze były godziny szczytu i wszędzie panowały okropne korki. Cała trójka strasznie się denerwowała, co można było wyczuć w powietrzu. Kiedy udało im się przejechać przez centrum i felerny tunel który zawsze był zakorkowany i w końcu znaleźli się na ostatniej prostej do kościoła blondynka złapała brata za rękę. Chłopak podniósł wzrok na twarz siostry.
-Uratujemy ją Chris.- Powiedziała ściskając dłoń brata. Blondyn pokiwał twierdząco lekko uśmiechając się do blondynki.
Zatrzymali się pod niewielkim kościołem, a raczej kaplicą. Wszędzie było pełno samochodów. Nagle zauważyli że pod kaplicę podjeżdżają dwa czarne samochody. Jay zatrzymał się w bezpiecznej odległości i zgasił silnik. Z jednego samochodu wysiadł Carlos z ojcem, z drugiego zaś Cataleya. Na jej widok Chris zacisnął dłonie i chciał wysiąść jak najszybciej z samochodu.
-Chris nie.- Eva zatrzymała go a on spojrzał na nią z wyrzutem.
-Musimy mieć jakiś plan, nie możesz tak po prostu podbiec teraz do niej.
-Masz rację.- Odparł dalej wpatrując się w swoją ukochaną. Jej biała suknia sięgała ziemi a welon był tak duży że ciągnął się za nią. Niestety nie widział jej twarzy, ale czuł że jego ukochana jest cała w smutku. Kiedy wszyscy weszli już do kościoła oni postanowili poczekać do zakończenia ceremonii i wtedy przejąc Cataleyę uciekając z nią. Okropnie się denerwowali. Rozglądając się, i upewniając że nikogo nie ma Chris postanowił wyjść z samochodu i chodź przez moment popatrzeć na ukochaną, musiał mieć pewność że na pewno nic jej nie jest. Wysiedli z samochodu zakradając się do okien z boku kaplicy.
…
Weszła do świątyni patrząc na ołtarz i czekającego księdza. Szła przez chodnik, po kwiatach, które sypała jakaś nieznana jej dziewczynka, mijała ludzi których nie znała...
-A więc tak wygląda początek końca.- pomyślała czując jak po jej policzku spływa już ostatnia łza. Nie sprzeciwiała się temu..wiedziała że tak widocznie musi być..taki jej los. Stanęła naprzeciwko swojego narzeczonego. Ksiądz dostał wytyczne że ceremonia ma być krótka, ma być tylko to co niezbędne.
Gdy ksiądz zadał jej to najważniejsze pytanie, które myślała że usłyszy tylko gdy będzie stała przy ołtarzu z osobą którą naprawdę kocha, jej wzrok zatrzymał się na oknie. Może to tylko wymysł jej wyobraźni, lecz ujrzała w nim swojego ukochanego. Ich oczy złączyły się w jedno spojrzenie lecz ona szybko odwróciła wzrok chcąc by to wszystko się już skończyło. Spojrzała na Carlosa który patrzył na nią wyczekująco widocznie już zły...i wypowiedziała ciche tak. Później już nie analizowała nic, wyłączyła się. Jej mózg zapadł w wieczny sen...
Kiedy wychodzili z kaplicy w tym całym zgiełku i krzykach miała wrażenie że słyszy jego głos...krzyczał jej imię. Nie miała niestety kiedy się rozejrzeć bo ktoś wepchnął ją do samochodu.
…
Kiedy ceremonia się skończyła wbiegli szybko do samochodu chcąc jechać za Cataleyą, lecz ktoś zajechał im drogę. Blondyn krzyczał by Jay coś zrobił...cała trójka strasznie się denerwowała..Kiedy w końcu droga im się odblokowała jechali kilkanaście samochodów za autem gdzie znajdowała się brunetka. Nagle wszystkie samochody zaczęły hamować, brunet zahamował gwałtownie, zatrzymując się milimetry przed samochodem przed nimi. Wysiedli z samochodu, gdy nagle z tunelu który był przed nimi rozległ się przeraźliwy odgłos wybuchu, a zaraz za nim w powietrzu zaczął unosić się szary dym.
-Nie! Cataleya! - Blondyn zaczął biec w tamtą stronę. Jego oczom ukazał się płonący samochód który praktycznie był już w strzępach...ten sam samochód do którego wsiadła brunetka.
-Nie!- z jego płuc wydobył się przeraźliwy krzyk rozpaczy. Chciał tam biec lecz ktoś go zatrzymał. Szarpał się lecz koło niego znaleźli się policjanci którzy go powstrzymywali.
Upadł na kolana, przeraźliwie płacząc i krzycząc. Wciąż krzyczał jej imię, lecz nie widział jej..jedyne co było widać to ogromny ogień i dym..
Do niego dobiegła Eva wraz z Jayem, kiedy zobaczyli co się stało nie mogli w to uwierzyć. Eva przykucnęła przy bracie nie mogąc wykrztusić z siebie słowa. Była w szoku i w totalnym rozkojarzeniu, nie czuła nawet że łzy spływają jej po policzku. Przytuliła do siebie brata który mocno wtulił się w nią, łkając tak głośno że było to aż przerażające. Krzyczał, a jego ciało było niczym napięta struna.
Cdn...
Przepraszam za tak długą nieobecność, ale brak weny i chęci do pisania mnie dopadły...
To jeszcze nie koniec, ale ten niestety jest już bliski..
Całuję wszystkich i w ogóle dziękuję za wszystkie wasze komentarze one naprawdę dodają otuchy i motywacji <3
Buziaki :*****
Jeżeli wena odeszła wierzę, że wróciła...
OdpowiedzUsuńPoczątek rozdziału piękny... nie ma słów by go opisać.
Życie brunetki okazało się być takie kruche. Cały ten ślub. To cierpienie. Mam nadzieję, że uda jej się wyjść z tego cało. Wierzę, że czeka ją jeszcze cudowne życie obok blondyna.
Buziaki, dużo weny i siły na pisanie. :*
Hej kochana :-)
OdpowiedzUsuńRozdział jak i całe opowiadanie boski, cudny... choć powinnaś dostać lanie, że tak długo kazałaś nam na niego czekać...
Bardzo mi szkoda iCataleyi.i czytając początek nie tyle co miałam łzy w oczach (co prawda nadal je mam), ale czułam jakbym to sama nią byłam i właśnie żegnała się z życiem...
Kurczę mam nadzieję, że jakimś cudem brunetka przeżyje ten wybuch i wszystko jakoś dobrze się ułoży...
Czekam z niecierpliwością na nowy rozdział.
BU$KA <3
Nie ładnie tak nie pisać tak długo.
OdpowiedzUsuńŻeby mi to było ostatni raz :)
Cieszę się, że Twoja wena już powróciła ;)
A ten rozdział był...no naprawdę...był...hmmm nawet brak mi słów, bo był tak bardzo dobry.
I smutny bardzo :(
Nie da się zrobić tak, żeby dziewczyna jednak przeżyła ten wybuch, albo co? Szkoda gdyby spłonęło ...
No nic czekam na następny ;)
Ściskam ;*
To okropnie smutne opowaiadanie :(
OdpowiedzUsuńCzekam na nastepny oby Catty zyla :) <3
Zapraszam Cię na nowy rozdział jak i nowe opowiadanie, wszystkiego dowiesz się pod najnowszym postem. :)
OdpowiedzUsuńO matko! coś Ty tam napisała! dlaczego! po co! cholera jasna! nie spodziewałam się tego totalnie, raczej liczyłam na szcześliwe zakończenie, uwieńczenie ich historii, ich miłości, ich cierpienia licząc że miłość zwycięży, pokona wszystko!!! i co!??
OdpowiedzUsuńI nie wiem ;/
Ona zgineła???? Naprawdę???? :(:( po cichu jednak liczę że nie było jej w tym aucie, że przeżyła... niech przeżyje. Przecież taka miłość jak ich MUSI wygrać. Prawda??
Piękny odcinek Kochana, jestem z Ciebie dumna, a jednocześnie zła że tak toczą się ich losy..:( smutne. czekam na następny odcinek, przecież wiesz!!! KC "*
O masakra! Rozdział miazga,miazga totalna!
OdpowiedzUsuńByli tak blisko, i wybuch! Co to do cholery było?
I nie wiem jak Cat dała radę przejść przez to wszystko, naprawdę! Podziwiam totalnie.
Cholernie emocjonujący rozdział. Normalnie nie mogę się doczekać co będzie dalej!
Pozdrawiam i zapraszam do siebie ;)
Zapraszam na nowy :)
OdpowiedzUsuńPięknie napisany rozdział. Naprawdę pobiłas wszystko. a ten wstęp. jakby list..cudowny. i cały rozdział pisany tak, że aż czuć namacalnie to jej odretwienie. Jakby wszystkio dzialo się za mgła.
OdpowiedzUsuńtylko...
wybuch? jaki wybuch? Ale przecież Cat nie mogła umrzeć. hmmmm....a może to Antonio się ogarnął i to może jego jakiś plan..czy coś?
Ha, dwie twarze mam!
OdpowiedzUsuńZapraszam na pierwszy rozdział! :*
Hej, kochana ;*
OdpowiedzUsuńNie wiesz nawet, jak ogromnie się cieszę, że wreszcie wstawiłaś na tym blogu kolejny rozdział, na który wyczekiwałam wiele czasu ;D
Niestety, ale wcześniej nie mogłam przeczytać, ani skomentować, gdyż dopadła mnie choroba, ale dziś jest już lepiej, więc z uśmiechem na twarzy czytam i komentuję.
Podoba mi się te ''przemówienie'' Cataleyi - jak oczywiście można nazwać to przemówieniem do samej siebie. Może to badziej pasowałoby do myśli, jakie ją dopadły przed tym, co miało ją spotkać. Pięknie obrałaś to wszystko w słowach :)
Smutne te urodziny, skoro w pewnym sensie czuła, że idzie na własny pogrzeb. W końcu dzień ślubu powinien być najszczęśliwszym dniem dla panny młodej, a nie najgorszym.
Czy ta dziewczyna musi tak cierpieć?
Cieszy mnie postawa Evy. Pokazała, że chce naprawić swoje błędy i przy okazji pomóc bratu, który cierpiał mocno po stracie ukochanej.
Potrafiła wydać wszystkie swoje oszczędności na detektywów, aby pomóc biednej Cataleyi, oraz Chrisowi. Całe szczęście, że on ma taką siostrę, która nie pozwoliłaby, aby cierpiał - pomimo wcześniejszych zdarzeń.
Ta wiadomość, jaką przekazała mu - postawiła go do pionu i wreszcie obudziła od rozpaczy.
Nie mogłam uwierzyć w słowa Antona! Jako on mógł powiedzieć takie sowa?? Że rząd postanowił poświęcić biedną brunetkę dla dobra sprawy? Czy on nie ma serca? Przecież są inne opcje. A wydał ją na pewną śmierć. Tego się po nim nie spodziewałam. Ale ucieszyło mnie to, że Chris go nie posłuchał i dążył do celu. A Anton powinien się wstydzić za takie słowa! Cataleya mu tego na pewno nie wybaczy. Biedna potrzebuje pomocy.
Nie dziwiłam się, że Chris chciał wyskoczyć z auta i podbiec do brunetki, ale w ten sposób pogorszyłby sobie, Evie i Jayowi.
Już myślałam, że do ceremonii nie dojdzie, ale biedna musiała powiedzieć TAK. Poczułam ogromny smutek wyobrażając sobie, co ona mogła poczuć. I wydawało jej się, że miała zwidy widząc Chrisa i słysząc jego głos, gdy on naprawdę był w pobliżu.
Już myślałam, że to Chris ją odbił z rąk Carlosa, a tu niespodzianka.
I ten wybuch. Jak mogłaś, co?
Mam nadzieję, że Chris się pomylił i śledził nie ten samochód co trzeba, i że Cataleya żyje.
Oby żyła!
Już nie mogę doczekać się kolejnego rozdziały, bo zaciekawiło mnie to, co się tak naprawdę tam wydarzyło.
Biedny Chris :(
Pozdrawiam ;*
INNA
U mnie nówka :D
OdpowiedzUsuńZapraszam :)
grangervelsnape.blog.pl
xl-ka.blog.pl
Hej zapraszam na nowy :)
OdpowiedzUsuńZapraszam na nowość :)
OdpowiedzUsuńgrangervelsnape.blog.pl
xl-ka.blog.pl
Naprawdę jestem dumna ! Jestem dumna, że ktoś jeszcze o NICH pisze ! :)
OdpowiedzUsuńMam nadzieje, że nie zabraknie Ci weny jak mnie i znikniesz na 8 lat...
Czekam na info o dalszych odc :)
Pozdrawiam
http://youre-my-destiny.blog.pl/
Hmm... to Ty Nita ? Bo ten blog http://us5-i-moje-marzenia.blog.onet.pl/ jest też Twój ?? Bo coś mi się nie zgadza :( Pomieszało mi się wszystko ;D
OdpowiedzUsuńNieważne... xD
Chciałam tylko powiedzieć dziękuje i że u mnie na blogu czeka na Ciebie niespodzianka !
Pozdrawiam :*
http://youre-my-destiny.blog.pl/
Marzycielko, Wejscie na twojego bloga wymaga teraz hasla. W jaki spodob mozna je uzyskac?
OdpowiedzUsuńOna nie mogła zginąć! Nie teraz ;( Przecież Eva włożyła tyle starań, aby ją odnaleźć i aby wynagrodzić jej to, czego się dopuściła zawierając wcześniej pakt z diabłem. Jest jakaś szansa, że brunetki nie było w tym samochodzie? Że jakimś cudem znalazła się w innym?
OdpowiedzUsuńPoczątek naprawdę piękny, wzruszający. Szczególnie ujęły mnie słowa "Umarłam już za życia" ;( A zakończenie: WOW!!!
Cataleya nie zasłużyła na taki koniec. Po tym wszystkim co wycierpiała należy się jej i Chrisowi "żyli długo i szczęśliwie".
Biegnę po kolejną ;)