czwartek, 26 marca 2015

~12~

~12~


 "..Samotne serca biją w nas,
i choć pragniemy siebie tak,
zachłannie...
nie potrafimy wierzyć w cud,
bo tak łatwiej..."

Usiadł na progu, drżącymi dłońmi otworzył kopertę wyjmując z niej zapisaną kartkę papieru.

Chris..

Mój:

Ukochany..

Jedyny..

Najdroższy..

Pamiętam, że tego dnia gdy się spotkaliśmy ja już wiedziałam, że jesteś wyjątkowy. Pokochałam Cię. Tylko w Twojej dłoni mogłam znaleźć ciepło i kwitnąć tylko dla Ciebie. To Ty dałeś mi miłość. Oddałam Ci się cała..Moje serce już na zawsze będzie należeć tylko do Ciebie drogi blondasie...

Ale w prawdziwym życiu nie ma już takiej magii..

Jesteśmy z innych bajek, nasze zakończenia są różne.

Przepraszam za to że Cię skrzywdziłam. Przepraszam za to wszystko, ale nie umiałam inaczej. Nie potrafiłabym powiedzieć Ci tego patrząc w Twoje oczy...

Pewnie tego nie rozumiesz..ale uwierz mi tak będzie lepiej..

Odejdź i bądź szczęśliwy. Nie szukaj mnie, nie kontaktuj się ze mną..tak będzie lepiej.

Pamiętaj patrząc w gwiazdy, że kocham Cię...

Cataleya”

Zacisnął dłonie na skrawku papieru, mrużąc oczy. Poczuł jak coś rozrywa jego serce. Ból był nie do wytrzymania. Czuł jak po policzku ciekną mu łzy. Nie płakał często, ale teraz to nie było w pełni zależne od jego woli. Co czuł? Smutek, złość, żal, ból..sam nie wiedział które z tych uczuć dominowało teraz. Wstał, wycierając mokrą twarz.

-Będzie tak jak sobie życzysz księżniczko.


Pił, bawił się, wychodził ze znajomymi. Chłopaki powtarzali mu, że wrócił ich dawny kumpel który lubi się dobrze zabawić. Starał się jak mógł, zapomnieć, zagłuszyć w sobie uczucia do brunetki. Każdą noc spędzał z inną dziewczyną..Nic głębokiego, raczej sex na jedną noc by nie czuć okropnej pustki w sercu która z każdym dniem wypalała w jego sercu coraz większą dziurę.

Urlop dobiegł końca. Wrócili do Berlina. Blondyn wrócił do swojego mieszkania w jednym z luksusowych wieżowców, lecz zostawił coś w Rio..swoje serce.


Usiadła na parapecie otwartego okna, dłońmi obejmując chłodną lemoniadę. W szybie widziała swoje odbicie. Wyglądała żałośnie. Włosy w nieładzie, pod prawym okiem zaś znajdował się duży fioletowy siniak. Upiła łyk napoju cicho sycząc z bólu. Jej dolna warga była rozcięta. Carlos bowiem poprzedniego dnia dał upust swojej złości, a nie mając nikogo innego w pobliży postanowił wyżyć się na niej. Przymknęła oczy wyobrażając sobie, swoje życie u boku blondyna. Gorzko uśmiechnęła się otwierając oczy. Spojrzała na łóżko na którym leżało kilka katalogów z sukniami ślubnymi. Musiała wybrać jakąś. Odłożyła szklankę z napojem i powoli zeszła z parapetu, podchodząc do łóżka. Usiadła na nim biorąc do ręki pierwszy lepszy katalog. Otworzyła go z niechęcią. Wybrała pierwszą lepszą suknię, nie zależało jej na tym jak będzie wyglądać. Nie chciała tego ślubu. Robiła to tylko by uratować siostrę.


Wszedł właśnie do mieszkania, wracając z siłowni. Rzucił w kąt torbę i zawiesił kurtkę na wieszaku. Ściągnął wilgotną bluzę z siebie, odkładając ją na szafkę. Wziął szybki prysznic i owinięty jedynie ręcznikiem podszedł do łózka biorąc z niego spodnie. Gdy tylko je podniósł z tylnej kieszeni wypadło coś. Przykucnął podnosząc w pół zgięte zdjęcie. Uśmiechnął się do siebie. Usiadł w fotelu, w dłoni wciąż trzymając fotografię. Poczuł dziwną pustkę w żołądku, jakby nagle czegoś ważnego mu zabrakło. To ona była tym brakującym elementem. Minęło sporo czasu odkąd widział ją ostatni raz, ale mimo to na samą myśl o niej czuł ten sam niespotykany ucisk na sercu. Spojrzał ponownie na jej sylwetkę widniejącą na pomiętej karcie i przymknął na moment oczy. Była dla niego kimś wyjątkowym, ale wmówił sobie po tym wszystkim, że to rzekome uczucie skończyło się. Przecież nie mógł tak roztkliwiać się nad jedną dziewczyną, takich jak ona mógł mieć tysiące. Jednak nie było to takie proste. Schował zdjęcie do szuflady, wkładając je między inne dokumenty. Udał się do kuchni, próbując jakoś odsunąć od siebie te wspomnienia. Oparł się o blat, czekając z niecierpliwością aż woda się zagotuje. Opuścił bezradnie głowę, wbijając wzrok w unoszącą się parę.

-Cataleya – wyszeptał nieświadomie, zaciskając mocno dłonie. Uderzył pięścią o drewnianą półkę czując w sobie nagły przypływ złości. W tym samym czasie usłyszał pukanie do drzwi. Stanął przed drzwiami i bez zastanowienia nacisnął klamkę, otwierając je.

-Musisz mi pomóc Christophie Watrinie.- do jego mieszkania bez zaproszenia wszedł średniego wzrostu mężczyzna. Zaskoczony blondyn zamknął drzwi, patrząc podejrzanie na przybysza.

-Kim pan jest? I skąd..- mężczyzna przerwał mu pokazując swoją odznakę.

-Antonio Smith Interpol. Przyszedłem w sprawie Cataleyi Esposito.

Blondyn czuł jak serce bije mu szybciej a oddech staje się nierówny.

-Nie wiem o czym pan mówi i proszę opuścić moje mieszkanie.- Kierując się impulsem otworzył ponownie drzwi wskazując dłonią by jego gość opuścił mieszkanie.

-Czyżby?- mężczyzna wyciągnął z kieszeni zdjęcie ukazując je blondynowi. Na fotografii byli oni.

-Czego chcesz.- chłopak zamknął drzwi, spoglądając mu w oczy.

-Tak jak mówiłem pomocy.

 

 

Cdn.

Przepraszam, że tak krótko ale czas :/ Ale za to postaram się szybko dodać nowy :*

Musiałam trochę przyspieszyć akcję..

Dziękuję za komentarze i za wsparcie :* <3

wtorek, 17 marca 2015

~11~

~11~


 "Patrząc na ciebie, widzę twe piękno i czar i wiem, że w każdym twoim wcieleniu stają się one coraz wyraźniejsze. I wiem, że każde moje poprzednie wcielenie poszukiwałociebie. Nie kogoś takiego jak ty, lecz ciebie, nasze dusze bowiem zawsze muszą się połączyć."


Szła trzymając w ręku mały bukiecik białych róż. Dawno tu nie była. Kiedyś przychodziła tu codziennie ale po pewnym czasie przestała, było jej wstyd że tak dawno nie odwiedziła rodziców. Przekroczyła wielką bramę kierując się w dobrze znanym jej kierunku. Zatrzymała się. Otworzyła usta mrużąc brwi ze zdziwienia. Podeszła bliżej, zmówiła krótką modlitwę kładąc kwiaty na grobie.

-Co ty tu robisz?- usiadła obok blondyna patrząc mu w oczy.

-Jaaa..chciałem się czegoś dowiedzieć o tobie i ksiądz mnie tu przyprowadził. Opowiedział mi o twoich rodzicach..Cataleya ja..- położył swoją dłoń na jej ciepłym policzku patrząc jej w oczy- ja nie wiedziałem że tyle złego cię spotkało.- przetarł kciukiem po jej policzku przybliżając się do niej . Dostrzegła że w jego oczach zaszkliły się łzy Rozczulił ją ten widok.

-Och Chris.- wyszeptała wtulając się w niego.- Ja nie mam już nic. Blondyn przytulił ją mocniej do siebie.

-Masz mnie.- wyszeptał składając delikatny pocałunek w jej włosy. Odchyliła się spoglądając mu w oczy. Nie chciała mu jeszcze mówić. Chciała się nacieszyć tym uczuciem jeszcze przez ten krótki moment w jej życiu.

-Spotkajmy się dzisiaj wieczorem w tym opuszczonym domu.- nie czekając na jego odpowiedź złożyła na jego ustach krótki pocałunek po czym pośpiesznym krokiem odeszła. Zwolniła dopiero kiedy była za bramą klasztoru. Oparła się o murek zadzierając głowę do góry i przymykając oczy.

-To będzie nasze pożegnanie blondasie.- otarła łzę z policzka i ruszyła w dalszą drogę.


Cały dzień nie mogła znaleźć sobie miejsca. Milion myśli przechodziło przez jej umysł. Kochała go. Nie musiała mieć dowodów, po prostu to czuła. Pokochała go tak po prostu. Ale wiedziała że to co zrobi będzie najlepszym wyjściem w tej sytuacji. Nie mogła pozwolić na to by jej plan i cierpienia poszły teraz na marne. Musiała dopiąć swego. Tylko czy to wszystko nie zniszczy jej całkowicie. Uderzyła pięścią w oparcie wiklinowego krzesła na którym siedziała.

-Cataleya ty nie jesteś tutaj ważna..liczy się tylko Roxana. - kilka słonych łez spłynęło po jej porcelanowym policzku. Szybko je otarła spoglądając na zegar.

-Już czas.- westchnęła wstając z miejsca. Ubrała na siebie cienką narzutkę a przy wyjściu chwyciła białą kopertę w której był przygotowany list do blondyna. Schowała go do kieszeni narzutki i jak każdego poprzedniego wieczora wymknęła się z willi. Szła wolno, było jej ciężko, wiedziała że zrani go ale nie mogła inaczej. Po kilku minutach dotarła do celu. Pchnęła ciężkie drzwi wchodząc do środka.

-Chris? - szła przez ciemny korytarz. Przeszła przez korytarz kierując się w stronę tarasu. Wszędzie porozstawiane były świece. Podeszła do krawędzi która dzieliła taras od piasku. Były tam ułożone róże w kształcie serca. Jej oczy zaszkliły się. Wszystko było takie piękne.

-Podoba ci się?- stanął za nią przytulając się do jej pleców. Ułożył głowę na jej ramieniu. Odwróciła się w jego stronę, obejmując dłońmi jego szyję. Spojrzała w jego oczy.

-Kocham cię.- delikatnie poruszyła ustami. Zbliżył swoją twarz do jej i subtelnie musnął jej wargi.

-Ja ciebie też kocham. - uśmiechnął się przytulając ją do siebie. Oderwała się od niego spoglądając mu w oczy. Jej wzrok zjechał na jego wargi. Przybliżyła się po czym znowu spojrzała mu w oczy. Chris zauważył te magiczne iskierki w jej oczach. Brunetka musnęła jego usta, blondyn oddał pocałunek. Nie odrywając się od niego zaczęła coraz pewniej i namiętniej go całować. Gwałtownie podniósł powieki, będąc zaskoczony tą bliskością. Teraz jeszcze intensywniej wyczuwał unoszącą się w powietrzu woń jej włosów, wymieszaną dodatkowo z urzekającym zapachem jej skóry. Nie był przekonany czy zdoła zapanować nad sobą. Cofnął się, zaciskając z całej siły wargi. Wsunął palce we włosy mierzwiąc je we wszystkie strony. Cataleya podeszła do niego opierając dłonie o jego klatkę piersiową. Spojrzała mu pewnie w oczy.

-Kochaj się ze mną Chris. Położył dłoń na jej ręce i sunąc nią, dotarł do jej dłoni. Ich palce prawie momentalnie odnalazły się, złączając w spójnym uścisku. Zupełnie tak jakby od zawsze siebie szukały i wreszcie odnalazły, spragnione swojej obecności.

-Nie powinnam, nie chcesz..- wyszeptała prawie bezgłośnie. Przyłożył palec do jej warg i kciukiem delikatnie po nich przesunął. Pożądliwym wzrokiem przypatrywał się jej, tak bezbronnej i zdanej wyłącznie na niego. Delikatnie musnął jej policzek, czując słodki smak skóry. Sukcesywnie zaczął kierować się w stronę ust, by po chwili całkowicie się w nich zatopić. Nie przypuszczał, że kiedykolwiek będzie aż tak bardzo pożądał kobietę. Każda cząstka jego ciała pragnęła jej właśnie w tej chwili. Miał ją w swych ramionach ale to było za mało. Do granic możliwości zatracił się w tym jednym pocałunku, czując jak i ona pragnie tego tak samo mocno jak on zatracając się w tym. Ostrożnie przytrzymując ręką jej pośladki, ułożył ją na materacu który sam przed chwilą przygotował na ich spotkanie. Jak w amoku zaczął obsypywać jej twarz i dekolt namiętnymi pocałunkami. Ona nie była mu dłużna oddawała każdy pocałunek przelewając w nie wszystkie swoje uczucia. Zaczynało brakować im tchu a serca biły coraz szybciej.

Cienie złączonych ciał tańczyły na ścianie, a dogasający blask świec oświetlał je niedbale. Płomień podrygiwał co jakiś czas, zniekształcając nieco ich rozgonione sylwetki. Odbijając się w ich rozmarzonych oczach, nadawał jeszcze bardziej wyjątkowy nastrój tej chwili. W powietrzu dało się wyczuć narastającą namiętność i podniecenie. Każdy gest, dotyk, pocałunki sprawiały że co jakiś czas roznosiło się ciche pomrukiwanie. Ich szaleńczo bijące serca i przyspieszone oddechy nadawały rytm temu zbliżeniu. To było jak teatr zmysłów a im przyszło grać główne role. Iskrzyło kiedy ciała ocierały się o siebie. Poznawali siebie nawzajem, odkrywając z każdą sekundą nową cząstkę swojego ciała. Kiedy się dotykali zdawało się, że w każdym calu są dopasowani, uzupełniając się wzajemnie. Nieśmiały blask księżyca tworzył własne przedstawienie rzucając ich cienie na przeciwną ścianę. Niewyraźne rysy ich postaci balansowały na granicy szaleństwa, ujawniając przez swoją bliskość wszystkie drzemiące na dnie duszy emocje. Zostali obdarci ze wszystkich masek które nosili. Liczyli się tylko oni i ich płomienne pragnienie bliskości. Ta noc miała wyjątkową moc. Miała być pierwszą i ostatnią. Ale każdy z nas wie, że życie różnie splata nasze losy i nic nie można dokładnie przewidzieć...

Pierwsze promienie słońca sunęły po jego twarzy,a delikatny wiatr otulał jego twarz. Chris przekręcił się na bok, układając twarz na miękkim materacu. Subtelny zapach perfum Catalei, przypomniał mu o zdarzeniu ostatniej nocy. Uśmiechnął się do siebie, dłonią przesuwając po materiale. Podniósł powoli powieki, unosząc na niewielką wysokość głowę. Rozejrzał się dookoła nie natrafiając na nic szczególnego. Jej też nie było.

-Cataleya? - zapytał niepewnie, lekko zachrypniętym głosem. Nikt jednak nie odpowiedział. Podciągnął się wyżej. Zmarszczył czoło wodząc wzrokiem dookoła. Roztopiony wosk ze świec świadczył o tym że nie śniło mu się to. Przetarł dłonią włosy nic z tego nie rozumiejąc. Ubrał na siebie spodnie wsadzając dłonie w kieszenie. W prawej dłoni coś poczuł. Wyciągnął to z kieszeni. Biała koperta z jego imieniem. Jego serce szybciej zabiło a on sam poczuł wielki niepokój.

 

 

Cdn

Przepraszam że tak późno i że tak krótko ale brak czasu.. Sama nie wiem czy mi się podoba..hmm oceńcie wy.

Zauważyłam że niektórzy czytają a nie komentują..to przykre..bo ja piszę po to by właśnie później czytać wasze komentarze, wy mnie do tego motywujecie. Chciałabym wiedzieć czy robię coś źle..co wam się podoba co nie...

Buziaki :***  

niedziela, 1 marca 2015

~10~

~10~


 "Don't tell me it's not worth tryin' for 
Can't tell me it's not worth dyin' for 
You know it's true 
Everything I do, I do it for you.." 


Jedna osoba, jeden uśmiech, pocałunek, dotyk, gest- a potrafią tak wiele zmienić w czyimś życiu. Cataleya która do tej pory żyła tylko w ciągłym strachu i smutku, w końcu poczuła że żyje. Ich spotkania mimo tego że nocne, w ukryciu dawały jej niesamowitą radość i siłę. Każdego ranka budziła się z uśmiechem i czekała...czekała aż zapadnie zmierzch a ona będzie mogła wymknąć się i znowu spotkać się ze swoim księciem. Wcześniej nie wiedziała co to miłość, ale przy blondynie czuła ją. Nie myślała o tym co będzie za tydzień, dwa..żyła chwilą. Czerpała z ich spotkań jak najwięcej..dała ponieść się temu uczuciu nie zważając na nic..


Nad miastem zapadł zmierzch. Szli obok siebie w ciszy, wsłuchując się w szum fal i wiatru. Chris zerknął na nią dostrzegając jak co chwilę poprawia niesforne kosmyki włosów. Zaśmiał się pod nosem. Cataleya podniosła wzrok na niego i rozejrzała się dookoła, uśmiechając się w dość tajemniczy sposób. Popatrzyła mu wymownie w oczy, myśląc o czymś intensywnie. Nie miał pojęcia co ona planuję, ale wyraz jej twarzy nie wskazywał na nic normalnego.


-Chodź!- wyciągnęła w jego stronę rękę, a on po chwili ujął ją zaciskając mocno palce. Tym razem to on pozwolił się prowadzić. Stawiali równe kroki, wymieniając co jakiś czas ukradkowe spojrzenia. Chris chciał zapytać gdzie idą, ale ona jednym ruchem głowy dała mu do zrozumienia, że nic mu nie powie. Ten jej pełen podekscytowania wzrok sprawił że od razu się uśmiechnął.


-Chcesz mnie wywieść do jakiegoś lasu i zamordować tak? - zapytał, przerywając ciszę. Cataleya zatrzymała się przed nim, wciąż obejmując jego dłoń i spojrzała mu prosto w oczy.


-Właśnie to planuję. - odparła z rozbawieniem, śmiesznie poruszając nosem. Zamrugała powiekami i delikatnie założyła kosmyk włosów za ucho. Wyglądała tak słodko i niewinnie że nie jeden uległ by jej urokowi. Ta dziecięca naiwność i błysk w oku sprawiał, że człowiek nie mógł pozostać na to obojętny. Chris zauważył to już przy pierwszym ich spotkaniu. Czuł się inny. Odmieniony. To ta miłość go odmieniła. Nie czuł potrzeby aby zaliczyć ją tak jak wszystkie poprzednie. Chciał po prostu się z nią spotykać, być blisko niej i patrzeć, jak każdy maleńki szczegół sprawia jej ogromną radość. Mimowolnie, najsubtelniej jak tylko potrafił dotknął jej policzka, sunąc po nim palcem. Czuł, jak na ten dotyk przez jej ciało przeszedł dreszcz., a dłoń niespokojnie drgnęła. Zamknęła oczy, przechylając głowę w stronę jego ręki. Otulił całą wewnętrzną stroną dłoni jej twarz, drugą zaplatając na jej tak aby tworzyły nierozerwalną całość. Zbliżył twarz do jej. Musnął jej usta delikatnie. Brunetka nie otwierając oczu rozchyliła lekko usta dając mu tym samym znak że chce więcej. Nie czekając więcej, zatopił usta w pocałunku. Każdy ich pocałunek był dla nich czymś wyjątkowym i niesamowitym. Przelaniem wszystkich uczuć zamkniętych w tym jednym geście. Przerwali wpatrując sobie głęboko w oczy w których tańczyły radosne iskierki. Dziewczyna uśmiechnęła się i pociągnęła go dalej za sobą. Chwilę potem znaleźli się u podnóża niewielkiego pagórka. Cataleya trochę niepewnie spojrzała na niego, ale widząc że on ponownie się uśmiecha , ujęła obie jego dłonie i stanęła przed nim.


-Zamknij na moment oczy. - poprosiła, robiąc maślane oczka do niego. Chris roześmiał się, kręcąc ze zrezygnowaniem głową. Westchnął głęboko i wykonał polecenie.


-Wiedziałem, że chcesz mnie zabić.- mówił, kiedy dziewczyna trzymając jego ręce, zaczęła poruszać się po łagodnym stoku górki. Szli powoli, uważnie stawiając kolejne kroki. W oddali było słychać jedynie gwar miasta, a wokoło panowała prawie że idealna cisza, mącona jedynie śmiechem chłopaka. Miał nieodpartą pokusę zobaczyć, gdzie go prowadzi, ale nie mógł zrobić jej tej przykrości. Czuł na twarzy wzmagający się wiatr i coraz cichsze odgłosy dochodzące z pobliskich ulic. W pewnym momencie wiatr ucichł, a oni zatrzymali się.


-Otwórz. - szepnęła, puszczając jego dłonie. Chłopak rozejrzał się. Byli w białej marmurowej altance, która oświetlona była małymi i nielicznymi lampkami, gdzieniegdzie były porozwieszane doniczki z białymi różami oraz niebieskimi frezjami . Na zewnątrz było pełno drzew, byli w lesie. Na środku owej altanki był złoty kran pod którym była szklana misa. Po dwóch bokach znajdowały się pozłacane ławeczki.


-Gdzie jesteśmy?


-W altance szczęścia.- brunetka promiennie uśmiechnęła się. Chłopak spojrzał na nią z widocznym zaciekawieniem. - Każdy kto tu przyjdzie, ma szczere intencję, czyste serce i dobre zamiary to kiedy napiję się wody ze źródełka dostanie to o czym najbardziej marzy i pragnie.- uśmiechnęła się.


-To jakieś bzdury. - blondyn potrząsnął z niedowierzaniem głową, śmiejąc się pod nosem.


-Może masz rację. Ja jednak w to wierzę.- odwróciła się od niego podchodząc do jednej z ławek i usiadła na niej.


-Ej..nie obrażaj się.- chłopak usiadł obok widząc jej niezbyt zadowoloną minę. - Nie chciałem cię urazić, tylko to wydaję się takie nierealne i niemożliwe.- Ujął jej dłonie, patrząc w oczy.


-To tak jak z naszą miłością. Też była nierealna i niemożliwa, a jednak jesteśmy tutaj, razem.- spojrzała w jego tęczówki. Widziała że intensywnie przetwarza jej słowa.


-Masz rację.- Wstał podchodząc do kranu. Odkręcił go, upijają niewielką ilość wody.


-Oby ci się spełniło.- Uśmiechnęła się do niego szeroko i promiennie.


-Też mam taką nadzieję.- Odwzajemnił uśmiech ukazując jej swoje czarujące dołeczki.


Siedzieli wtuleni w siebie z złączonymi dłońmi, które tworzyły nierozerwalną całość. Jej głowa leżała na jego torsie wsłuchując się w mocne uderzenia jego serca. Nie odzywali się. Wystarczała im tylko ta bliskość którą dawali sobie nawzajem.


-To wszystko wydaję mi się tylko pięknym snem, który wkrótce skończy się, a to przebudzenie nie będzie zbyt miłe.-Nagle brunetka podniosła się spoglądając na spokojną twarz chłopaka.


-Nie pozwolę na to. Kocham cię i zrobię wszystko by być z tobą.- ujął jej twarz, patrząc głęboko w oczy, które zaszkliły się.


-Ja też cię kocham Chris. Ale wiem...wiem że to wszystko się skończy.- brunetka odwróciła twarz wycierając łzy które zaczęły spływać po jej policzkach.


-Nie mów tak.- przytulił ją mocno przyciskając do siebie. Nie opierała się tylko jeszcze mocniej wtuliła w niego.- Nie pozwolę na to żeby coś lub ktoś nas rozłączył. Znajdę sposób byśmy byli razem...nie mówmy już o tym dobrze?- odchylił się patrząc na nią. Spojrzała mu w oczy. Wiedziała że mówi prawdę, w jego tęczówkach było tyle zaangażowania i prawdy że mimowolnie uśmiechnęła się przez łzy. Wierzyła mu, chodź była rozdarta.



Leżał w łóżku przewracając się z boku na bok. Był śpiący lecz nie mógł usnąć. Ciągle myślał o brunetce. Musiał dowiedzieć się o niej jak najwięcej. Wiele razy chciał ją zapytać o to, dlaczego jej życie wygląda jak wygląda, ale nie chciał psuć tych wspaniałych chwil które razem przeżywali. Czuł potrzebę poznania prawdy, tylko w ten sposób mógł jej pomóc. Mógł wypytać Evę, ale ona zaczęłaby pewnie coś podejrzewać a to jeszcze nie był czas żeby ona mogła poznać prawdę. Przygryzł wargę intensywnie myśląc o czymś. Po chwili zerwał się z łózka, ubierając na siebie pierwsze lepsze ciuchy. Za oknem był już dzień, a słońce dawało znać o sobie. Chwycił okulary przeciwsłoneczne i wyszedł z pokoju. W korytarzu spotkał się z kolegami którym rzucił tylko krótkie „Cześć” po czym wyszedł trzaskając za sobą drzwiami. Szedł szybkim krokiem przemierzając kolejne uliczki Rio. Doskonale pamiętał tą drogę. Na samą myśl o tamtym dniu uśmiechnął się sam do siebie. Po kilku minutach był już na miejscu. Stał przed dużą bramą. Wszedł przez nią tak jak ostatnio. Rozejrzał się w poszukiwaniu osoby która mogła mu pomóc.


-To znowu ty?- usłyszał za sobą. Odwrócił się ściągając okulary.


-To właśnie księdza szukałem.


 


Siedzieli w ogrodzie przy drewnianym stoliku, popijając chłodny kompot.


-O czym chciałeś ze mną porozmawiać chłopcze?


-Jestem Chris proszę księdza. Chodzi o Cataleye...-zatrzymał się spoglądając na kapłana.


-Tak myślałem. Wtedy, tego dnia kiedy byliście tu oboje wiedziałem że coś między wami jest. Posłuchaj mnie chłopcze. Cataleya to dobra dziewczyna. Wiele wycierpiała, dalej cierpi..


-Wiem. Dlatego przyszedłem spytać o to jak mógłbym jej pomóc. Kocham ją i chciałbym wyrwać ją z tamtego świata, ale nie wiem jak.- blondyn spojrzał z nadzieją na mężczyznę. Ksiądz wstał z krzesła zakładając ręce za siebie. - Chodź coś ci pokażę.- zwrócił się do blondyna i nie czekając na jego reakcję zaczął iść przed siebie. Blondyn zmrużył oczy po czym energicznie wstał z miejsca i podążył za księdzem. Szli przez alejkę po której bokach rosły płaczące wierzby. Po chwili doszli do cmentarza. Blondyn spojrzał na dużą metalową bramę nic nie rozumiejąc. Ksiądz otworzył ją i bez słowa szedł dalej. W końcu doszli na koniec alejki stając przed dużym podwójnym, całym pokrytym marmurem grobem. Blondyn spojrzał na pierwsze ze zdjęć, był na nim uśmiechnięty mężczyzna, na drugiej zaś fotografii była kobieta. Chris zmrużył oczy dokładnie się jej przyglądając, wyglądała jak starsza wersja Cataleyi. - Czy to..?


-Tak to rodzice Cataleyi.- odpowiedział ze spokojem.


-Jak oni...umarli?


-Usiądźmy.- ksiądz wskazał na ławkę która stała obok. Blondyn kiwnął głową po czym oboje zajęli miejsca na ławce.- Zacznijmy od tego, że ojciec Cataleyi był burmistrzem naszego miasta. Był to dobry i prawy człowiek który zawsze czynił sprawiedliwie i nie był obojętny na zło. Jej matka wychowała się u nas w klasztorze, została porzucona kiedy była jeszcze niemowlęciem. Ich miłość chodź nie łatwa zwyciężyła wszystkie przeszkody które musieli pokonać by być razem, ale udało im się. Na świat przyszły ich dwie córki...


-Dwie?


-Tak dwie. Roxana i Cataleya. Jedna szalona i wybuchowa druga zaś spokojna i delikatna. Pewnego dnia kiedy w mieście panował festyn i święto rodzina Cataleyi została zamordowana. Przeżyła tylko ona. Niejaki Marco Bardi wziął pod opiekę Cataleye. Podał się za przyjaciela rodziny. Po krótkim czasie ogłoszono zaręczyny jego syna i Cataleyi. Po tym wszystkim Cataletaleya zaczęła przeżywać piekło, nieraz przychodziła tutaj posiniaczona i zapłakana. Wiele razy chciałem jej pomóc zaproponować by została tutaj i nie wracała tam, ale za każdym razem tłumaczyła mi że musi tam wrócić, że tylko w ten sposób może odzyskać rodzinę. Nigdy nie powiedziała o co tak dokładnie chodzi...- blondyn słuchał wszystkiego z zaszokowaniem. Czuł że Cataleya nie ma łatwo, ale nie spodziewał się że musiała przechodzić przez takie piekło.


-A co z jej siostrą?


-Z wiadomości które zostały podane została porwana i zamordowana, lecz jej ciała nigdy nie odnaleziono.


-To straszne.- wyszeptał blondyn spoglądając na zdjęcie matki brunetki.


-Tak chłopcze. Ale widzę, że ty masz czyste serce i kochasz ją szczerze..jedyne co musisz zrobić to uratować ją.- ksiądz spojrzał mu w twarz. Chris głośno przełknął ślinę.- Tylko w jaki sposób proszę księdza?


-Uwierz, że miłość sama pokaże ci drogę.- kapłan poklepał go po ramieniu po czym wstał i bez słowa oddalił się. Blondyn siedział z wielkim mętlikiem w głowie. Sam nie wiedział co czuję w tej chwili. Czuł się lekko zagubiony i przestraszony ale wiedział, że nie może poddać się tym uczuciom. Musiał walczyć..kochał i był w stanie poświęcić wszystko dla tej miłości. Musiał tylko znaleźć złoty środek.


 


 


Cdn.


Takie sobie...


Dziękuję za komentarze :**** <3