środa, 7 września 2016

~25~

~25~


 "Zapomniałem nakręcić czas
I zapomniałem rozpocząć nowy dzień
W zagubionej przestrzeni trwam
Cały świat płynie obok gdzieś"

 

Każdej nocy widział jej twarz. Prześladowały go jej piękne oczy i ten wyjątkowy uśmiech który był przeznaczony tylko i wyłącznie dla niego. Każdej nocy wołała go do siebie, ale gdy tylko próbował się zbliżyć do niej i ją dotknąć jej postać rozpływała się a on jak zawsze budził się w tym samym łóżku o tej samej porze. Można by powiedzieć że jego życie od jej śmierci wyglądało tak samo. Po przebudzeniu wstawał, schodził do pustej kuchni robił sobie kawę, wypijał ją zagryzając jakąś marną bułką. Później ubierał się i wychodził. Szedł na jej grób, mając zawsze ze sobą jakąś książkę. Siadał na ławce, rozmawiał z nią chwilę, po czym czytał jej kolejne rozdziały jakiejś opowieści. Gdy się ściemniało udawał się do domu na plaży i tam za każdym razem wspominał tą cudowną chwilę gdy stali się jednością już na zawsze. Po tak spędzonym dniu wracał do domu by posłuchać narzekań Evy i znowu położyć się do łóżka by śnić o niej.

 

-Witaj kochana, wiesz śniłaś mi się dzisiaj w trochę innej sukience niż zawsze, może dlatego że zrobiło się dosyć zimno.- Potarł dłonie o siebie chuchając w nie ciepłym powietrzem.- Ale przejdźmy do rzeczy, przyniosłem ci coś co powinno ci się spodobać, „Mały książę” - Wyjął z plecaka książkę, patrząc chwilę na okładkę. Mały chłopiec siedzący na niewielkiej planecie wpatrzony był w swoją różę, doskonale znał tą książkę ale w tym momencie ta okładka nabrała dla niego zupełnie nowego znaczenia. - Spotkałem wczoraj księdza, usiadłem z nim na chwilę. Porozmawialiśmy i wiesz on martwi się o mnie, ale ja nie rozumiem dlaczego, przecież żyję i to powinno wystarczyć. Ciągle słyszę że powinienem to czy tamto.- Spojrzał na jej zdjęcie na nagrobku.- Ale ja nie potrafię nic, odkąd odeszłaś to zabrałaś ze sobą moje serce. Nie ma cię.- Upadł na kolana łapiąc się za klatkę piersiową.- A ja czuję pustkę rozumiesz Cataleyo, ja jestem pusty bez ciebie. Nie ma ciebie, nie ma i mnie.- Ostatnie słowa cicho wyszeptał czując jak pod powiekami zbierają mu się łzy, szybko zamrugałam bo przecież obiecał sobie że nie będzie już przy niej płakał. - Ale dosyć tego, po prostu poczytam ci teraz.- Wrócił na ławkę otwierając książkę.

 

Po zamknięciu książki blondyn poczuł na swoim ramieniu czyjąś dłoń. Powoli odwrócił się.

-Cześć Chris.- Brunet lekko uśmiechnął się do niego.

-Kiedy przyleciałeś?- Spytał chowając książkę do plecaka.

-Dzisiaj po południu.- Odpowiedział przyglądając się blondynowi.

-Na długo?-Powoli wstał zarzucając plecak na ramię.

-To zależy od ciebie.- Oboje spojrzeli na siebie.

-Ode mnie, niby dlaczego?

-Możemy porozmawiać?

-Myślałem że właśnie to robimy.

-Może pójdziemy do jakiejś restauracji, chciałbym omówić z tobą parę spraw.

-Niech ci będzie.- Blondyn zgodził się.

 

Usiedli w najspokojniejszej restauracji w mieście zajmując miejsca w jej kącie.

-O czym chciałeś pomówić?- Blondyn spojrzał wyczekująco na Jaya.

-Pierwsza sprawa, chodzi o zespół Chris mamy zastępczego członka ale jego umowa podpisana była tylko na rok, i ten rok niedługo mija, pytanie czy ty chcesz wrócić jeszcze do US5 czy definitywnie to zostawiasz.- Brunet spojrzał na Chrisa, jego spokojny wyraz twarzy był momentami aż przerażający.

-Wiesz moja odpowiedź jest chyba oczywista.- Odpowiedział spokojnie, patrząc na bruneta.

-Mogę przyjąć państwa zamówienie?- Do stolika podeszła kelnerka.

-Poprosimy dwa soki.- Jay jej odpowiedział na co kobieta uśmiechnęła się i odeszła.

-To wszystko?- Spytał blondyn.

-Nie, jest jeszcze coś o czym chciałbym porozmawiać. Eva chcę się stąd wyprowadzić, firmę ojca Cataleyi wykupił jakiś zagraniczny koncern, który redukuje miejsca pracy, poza tym chcemy razem zamieszkać w Berlinie, bo...bo Eva jest w ciąży.- Chris spojrzał na bruneta, czując jednocześnie gdzieś w sobie jakąś cholerną zazdrość, mieszaną ze szczęściem. Wiedział że on nigdy nie pozna tego szczęścia, zostało ono odebrane mu z ogromną brutalnością. Spuścił na chwile wzrok czując w gardle ogromną gulę a pod powiekami zaczynały szczypać go łzy. Wziął wdech przymykając oczy i powoli zaczął wypuszczać powietrze z płuc. Zamrugał kilkakrotnie, uspakajając się częściowo.

-Gratuluję wam, to wspaniała wiadomość. Domyślam się do czego zmierzasz. Eva może spokojnie sprzedać swój dom, ja się wyprowadzę, ale nie wrócę do Niemiec, zostanę tutaj. Tu jest moje miejsce, rozumiesz Jay.

-Tak.- Brunet przełknął głośno ślinę również czując pewną ciężkość na sercu. Znał swojego przyjaciela już tyle lat i jego marny wygląd i samopoczucie sprawiał mu ból. - Rozumiem cię Chris i nie chce naciskać na ciebie czy coś, ale moim zdaniem powinieneś poszukać jakiejś pomocy. Wiem że Cataleya była dla ciebie wszystkim, ale życie toczy się dalej i ona na pewno by nie chciała..

-Jay skończ..Nic nie wiesz. Nie wiesz jak się czuję, więc proszę cię przestać wmawiać mi jakieś bzdety, cieszę się że wam się udało i proszę cię żebyś zrobił wszystko żeby moja siostra była szczęśliwa i tyle.

-To mogę ci obiecać stary, zrobię wszystko żeby tak było.

-Ok, więc powodzenia.- Blondyn wyciągnął dłoń w stronę Jaya. Brunet bez wahania ją uścisnął, po czym Chris wstał z krzesła.

-Wychodzisz? Myślałem że razem wrócimy do domu.

-Wiesz muszę jeszcze coś załatwić, a ty lepiej idź do Evy lepiej żeby nie siedziała sama.- Chłopak delikatnie się uśmiechnął po czym kiwnął ostatni raz do bruneta i powolnym krokiem udał się do wyjścia z restauracji.

Dopiero za drzwiami pozwolił sobie na ten niekontrolowany wybuch emocji, czuł jak łzy spływają mu po policzku a on do cholery nic nie może z tym zrobić. Przyspieszył kroku, by po chwili wsiąść do pierwszej lepszej taksówki. Kierowca z początku spojrzał na niego z pożałowaniem ale później skupił się na adresie który podał mu blondyn. Kiedy samochód się zatrzymał blondyn podał kierowcy pieniądze i bez słowa wyszedł. Spojrzał na budynek przełykając ślinę i ocierając swoje oczy. Zrobił kilka kroków po czym z plecaka wyciągnął pęk kluczy.

Kiedy przekroczył próg mieszkania uderzył go od razu zaduch który tu panował. Od bardzo dawna nikogo tu nie było. Położył plecak na szafce przy drzwiach po czym poszedł do każdego pomieszczenia otwierając w nich okna. Kiedy wszedł do sypialni, jego oczom ukazało się duże zakurzone łóżko. Kiedy znaleźli się na łóżku a na sobie mieli tylko bieliznę, przystopował odsuwając głowę od dziewczyny. Spojrzał jej w oczy, odgarniając kosmyk włosów za ucho.

-Jesteś..-tym razem to ona przerwała mu wypowiedź, przykładając swój palec do jego rozgrzanych warg. Usiadła na niego w rozkroku i patrząc mu prosto w oczy odpięła swój stanik rzucając go gdzieś na podłogę.

-Jestem zupełnie pewna. – Powiedziała z pewnością w głosie. Kiwnął głową, a kąciki jego ust delikatnie uniosły się ku górze. Pogładził ją po policzku, przykładając swoje usta do jej warg. Zatopili się w swoich ustach, zupełnie poddając chwili. Pieścił jej rozgrzane i delikatne ciało składając na każdym jego skrawku gorące pocałunki, a ona oddała mu się bezwzględnie. Spojrzeli sobie w oczy, w których tańczyły wesołe ogniki, ale również było w nich widać ten pełen pożądania ogień. Jej ciało drżało kiedy wszedł w nią. Uśmiechnęła się do niego wyginając się w łuk. Przymknęła oczy zupełnie poddając się tej przyjemności. On traktując ją jak bóstwo chciał dać jej w tamtym momencie jak najwięcej przyjemności, wsłuchiwał się w jej jęki i szybki oddech. Oboje przepełnieni euforią, dali ponieść się i pozwolili tej burzy uczuć którą każdy z nich nosił w sercu wybuchnąć. Opadli zmęczeni na pościel, ciężko oddychając. Odwrócił się w jej stronę patrząc na jej twarz która pokryta była rumieńcami. Uśmiechnął się do niej, łapiąc jej podbródek w dłoń zmuszając tym samym by spojrzała na niego. Widział, że jest speszona tym co się stało, nie należała do tych dziewczyn dla których sex to tylko zabawa, dla niej było to coś więcej. Ona przelała swoje wszystkie uczucia w tym zbliżeniu. Właśnie za to ją kochał, za tą delikatność i inność.

-Kocham Cię.- wypowiedział te dwa słowa, których już dawno był pewien, i karcił się w myślach że pozwolił żeby chociaż jedna myśl przeszła przez jego głowę, która zaprzeczała temu.

-Ja też cię kocham Chris.- spojrzała mu głęboko w oczy a ich usta po raz kolejny złączyły się w pocałunek.”- Westchnął głęboko zrzucając z łóżka zakurzoną narzutę. Położył się na pościeli zatapiając swoją twarz w poduszki. Miał głupie wrażenie że one są przesiąknięte jeszcze jej zapachem.

 

Wszedł do domu najciszej jak tylko potrafił. Wszystkie światła były pogaszone więc oznaczało to że domownicy śpią, odetchnął z ulgą bo nie miał zamiaru tłumaczyć się, a tym bardziej brać udziału w jakichś ckliwych pożegnaniach.

Poszedł do swojego pokoju, z szafy wyciągnął torbę średniej wielkości.

Spakowany zszedł na dół, w kuchni na stole zostawił kopertę z listem. Niestety to wszystko na co było go stać w tamtym momencie. Nie miał siły na szlochania, tłumaczenia i prośby siostry. Wolał usunąć się w cień i nie być dla nikogo ciężarem. Ostatni raz spojrzał na mieszkanie po czym z torbą w ręce opuścił budynek.

 

 

Cdn..

Jej...w końcu naszła mnie wena na napisanie tu czegoś...

Przepraszam że tak długo mnie tu nie było...

Mam nadzieję że ktoś jeszcze będzie miał chęć na przeczytanie tego rozdziału.

Buziaki :**** <3 

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Informacja.

Hej moje Słoneczka :*

Niestety nie mam dla was ani dla siebie dobrych informacji...

Od prawie tygodnia jestem w Niemczech, przyjechałam tutaj do pracy bo same wiecie jak jest u nas w Polsce.

Co do plusów to mam tutaj internet, ale niestety nie mam czasu żeby z niego korzystać, teraz jeszcze gdy nie zaczął się sezon tak w pełni to mam chwilę dla siebie, ale już niedługo nadejdą takie dni gdzie będę pracować nawet po 20h na dobę....

Sprowadza się to wszystko do jednego, blog niestety zostaje zawieszony do lipca, bo do tego czasu będę w Niemczech...ale najsmutniejszą rzeczą jest to że nie będę mogła regularnie czytać waszych blogów...Jeśli będę miała chwilę to na pewno będę to robić, ale nic nie obiecuję..

Jedyne co mogę wam obiecać to to że gdy wrócę to nadrobię wszystkie zaległości u was i wrócę do pisania u siebie...

Mam nadzieję że nikt z was się na mnie nie obrazi...

Pozdrawiam was i ściskam <3

Buziaki :* :* :*

niedziela, 3 kwietnia 2016

~24~

~24~


 "Bo wszystko co mam to tylko

te kilka wspomnień i twój obraz w głowie..."

Tłum nieznanych mu osób przyszedł pożegnać tą która dla niego była jedyną. Symboliczny pogrzeb, symboliczny grób, bo ciało podobno całe spłonęło...

Stał spokojnie ubrany w czarny garnitur. Ludzie wkoło niego łkali, rozczulając się nad losem „tej biednej dziewczyny” . Zabawne że dopiero teraz zaczęli płakać nad jej losem, teraz gdy wydarzyła się tragedia a jej już nie ma...

On tępo wpatrywał się w ziemię, jego oczy całkowicie wyblakły. Iskierki które kiedyś tańczyły w jego tęczówkach zgasły wraz z jej odejściem. Jego skóra zawsze promienna, stała się blada, wręcz miało się wrażenie że była przeźroczysta. Dołeczki które ona tak bardzo uwielbiała, gdy on się uśmiechał zniknęły.

-Zawsze chciałam mieć takie dołeczki.- obuszkiem palców musnęła te dwie słodkie dziurki. Pogładziła jego policzek, a on przymknął oczy, oddając się przyjemności. Kiedy je otworzył nachylił się nad nią, wsuwając dłoń w jej włosy i zaczesując je za ucho.

-Teraz już są twoje.- odparł, składając jeden subtelny pocałunek na jej szyi. Poczuł, jak zadrżała. Wspięła się na palcach, oplatając rękami jego kark. Wtuliła nos w jego włosy, rozkoszując się tym niepowtarzalnym zapachem. Objął ją w tali, unosząc nieznacznie do góry. Zaśmiała się, nie czując gruntu pod stopami. Zaczął obracać się z nią, aż w końcu oboje wylądowali na trawie. Oboje roześmiali się w jednym momencie, patrząc na siebie. Zbliżył się do niej kradnąc jej słodkiego całusa. Ona zaśmiała się po czym poczochrała mu jego starannie ułożone włosy. Uśmiechnął się szeroko wstając z ziemi i podając jej dłoń. Chwyciła ją a on pomógł jej wstać. Patrzyli sobie w oczy, czując że nic więcej nie jest im potrzebne do życia.”


Jego uśmiech odszedł wraz z nią. Wszystko odeszło razem z nią. Ona zabrała jego serce, jego wzrok, słuch, głos...Bez niej i on nie istniał.


Jego wzrok podniósł się na Evę. Stała przytulona do Jaya płacząc. Jego pusty wzrok przejechał po jej sylwetce..Czy znienawidził ją? Nie, nie mógł przecież znienawidzić własnej siostry. Jego wzrok zatrzymał się na twarzy jego przyjaciela, który patrzył na niego ze współczuciem. Ale czy on tego potrzebował? Nie. Nie potrzebował współczucia, troski, NICZEGO. Jedyne czego chciał to mieć ją przy sobie. Wziąć ją w ramiona i wtulić twarz w jej pachnące włosy, by później spojrzeć w jej piękne oczy i złożyć pocałunek na jej miękkich i słodkich ustach. Ona go pogrążyła i tylko ona mogła go uratować. Przejechał wzrokiem po wszystkich ludziach zatrzymując się na chwilę na księdzu. Stał odmawiając modlitwy, a przecież obiecywał mu że gdy będzie wierzył, walczył to będą razem..a teraz on został sam z wyrwanym sercem, a ona odeszła. Spuścił wzrok odwracając się na pięcie i odchodząc. Nie mógł tam dłużej być...Nie mógł i nie chciał jej pochować. Nie chciał się żegnać z nią na zawsze...


 


-Chris..- blondynka oderwała się od bruneta chcąc pójść za bratem.


-Zostaw go.- Chłopak złapał ją za rękę przyciągając do siebie.


Blondynka spojrzała mu w oczy.


-On chce zostać sam. Pozwólmy mu na to.- Dziewczyna pokiwała tylko głową wtulając się w niego.


...


Szedł ulicami Rio, nie mając pojęcia nawet gdzie nogi go prowadzą. Ludzie mijali go, patrząc na niego z politowaniem, ale nie zwracał na to uwagi.


W głowie miał tylko jej obraz i te wspaniałe wspomnienia....


 


-Chodź!- wyciągnęła w jego stronę rękę, a on po chwili ujął ją zaciskając mocno palce. Tym razem to on pozwolił się prowadzić. Stawiali równe kroki, wymieniając co jakiś czas ukradkowe spojrzenia. Chciał zapytać gdzie idą, ale ona jednym ruchem głowy dała mu do zrozumienia, że nic mu nie powie. Ten jej pełen podekscytowania wzrok sprawił że od razu się uśmiechnął.


-Chcesz mnie wywieść do jakiegoś lasu i zamordować tak? – zapytał, przerywając ciszę. Zatrzymała się przed nim, wciąż obejmując jego dłoń i spojrzała mu prosto w oczy.


-Właśnie to planuję. – odparła z rozbawieniem, śmiesznie poruszając nosem. Zamrugała powiekami i delikatnie założyła kosmyk włosów za ucho. Wyglądała tak słodko i niewinnie że nie jeden uległ by jej urokowi. Ta dziecięca naiwność i błysk w oku sprawiał, że człowiek nie mógł pozostać na to obojętny. Zauważył to już przy pierwszym ich spotkaniu. Czuł się inny. Odmieniony. To ta miłość go odmieniła. Nie czuł potrzeby aby zaliczyć ją tak jak wszystkie poprzednie. Chciał po prostu się z nią spotykać, być blisko niej i patrzeć, jak każdy maleńki szczegół sprawia jej ogromną radość. Mimowolnie, najsubtelniej jak tylko potrafił dotknął jej policzka, sunąc po nim palcem. Czuł, jak na ten dotyk przez jej ciało przeszedł dreszcz., a dłoń niespokojnie drgnęła. Zamknęła oczy, przechylając głowę w stronę jego ręki. Otulił całą wewnętrzną stroną dłoni jej twarz, drugą zaplatając na jej tak aby tworzyły nierozerwalną całość. Zbliżył twarz do jej. Musnął jej usta delikatnie. Brunetka nie otwierając oczu rozchyliła lekko usta dając mu tym samym znak że chce więcej. Nie czekając więc, zatopił usta w pocałunku. Każdy ich pocałunek był dla nich czymś wyjątkowym i niesamowitym. Przelaniem wszystkich uczuć zamkniętych w tym jednym geście. Przerwali wpatrując sobie głęboko w oczy w których tańczyły radosne iskierki. Uśmiechnęła się i pociągnęła go dalej za sobą. Chwilę potem znaleźli się u podnóża niewielkiego pagórka. Trochę niepewnie spojrzała na niego, ale widząc że on ponownie się uśmiecha , ujęła obie jego dłonie i stanęła przed nim.


-Zamknij na moment oczy. – poprosiła, robiąc maślane oczka do niego. Roześmiał się, kręcąc ze zrezygnowaniem głową. Westchnął głęboko i wykonał polecenie.


-Wiedziałem, że chcesz mnie zabić.- mówił, kiedy dziewczyna trzymając jego ręce, zaczęła poruszać się po łagodnym stoku górki. Szli powoli, uważnie stawiając kolejne kroki. W oddali było słychać jedynie gwar miasta, a wokoło panowała prawie że idealna cisza, mącona jedynie jego śmiechem . Miał nieodpartą pokusę zobaczyć, gdzie go prowadzi, ale nie mógł zrobić jej tej przykrości. Czuł na twarzy wzmagający się wiatr i coraz cichsze odgłosy dochodzące z pobliskich ulic. W pewnym momencie wiatr ucichł, a oni zatrzymali się.


-Otwórz. – szepnęła, puszczając jego dłonie. Rozejrzał się. Byli w białej marmurowej altance, która oświetlona była małymi i nielicznymi lampkami, gdzieniegdzie były porozwieszane doniczki z białymi różami oraz niebieskimi frezjami . Na zewnątrz było pełno drzew, byli w lesie. Na środku owej altanki był złoty kran pod którym była szklana misa. Po dwóch bokach znajdowały się pozłacane ławeczki.


-Gdzie jesteśmy?


-W altance szczęścia.- Promiennie uśmiechnęła się. Spojrzał na nią z widocznym zaciekawieniem. – Każdy kto tu przyjdzie, ma szczere intencję, czyste serce i dobre zamiary to kiedy napiję się wody ze źródełka dostanie to o czym najbardziej marzy i pragnie.- uśmiechnęła się.


-To jakieś bzdury. – Potrząsnął z niedowierzaniem głową, śmiejąc się pod nosem.


-Może masz rację. Ja jednak w to wierzę.- odwróciła się od niego podchodząc do jednej z ławek i usiadła na niej.


-Ej..nie obrażaj się.- Usiadł obok widząc jej niezbyt zadowoloną minę. – Nie chciałem cię urazić, tylko to wydaję się takie nierealne i niemożliwe.- Ujął jej dłonie, patrząc w oczy.


-To tak jak z naszą miłością. Też była nierealna i niemożliwa, a jednak jesteśmy tutaj, razem.- spojrzała w jego tęczówki.


-Masz rację.- Wstał podchodząc do kranu. Odkręcił go, upijają niewielką ilość wody.


-Oby ci się spełniło.- Uśmiechnęła się do niego szeroko i promiennie.


-Też mam taką nadzieję.- Odwzajemnił uśmiech ukazując jej swoje czarujące dołeczki.


Siedzieli wtuleni w siebie z złączonymi dłońmi, które tworzyły nierozerwalną całość. Jej głowa leżała na jego torsie wsłuchując się w mocne uderzenia jego serca. Nie odzywali się. Wystarczała im tylko ta bliskość którą dawali sobie nawzajem.


-To wszystko wydaję mi się tylko pięknym snem, który wkrótce skończy się, a to przebudzenie nie będzie zbyt miłe.-Nagle brunetka podniosła się spoglądając na niego.


-Nie pozwolę na to. Kocham cię i zrobię wszystko by być z tobą.- Ujął jej twarz, patrząc głęboko w oczy, które zaszkliły się.


-Cholera!- Mocno uderzył o barierkę altanki, zaciskając przy tym powieki. - Nie dałem rady..nie sprostałem temu..Wybacz mi..-Przygryzł wargę nie pozwalając zbierającym się łzą wypłynąć. Nie chciał więcej płakać, wiedział że ona by tego nie chciała. Nie pozwoliłaby mu na łzy i bezsilność..Kazałaby mu się wziąć w garść i żyć dalej...No właśnie bo ona była jak anioł, z jednej strony delikatna, krucha, czysta i dobra a z drugiej strony była silna, potrafiła poświęcić siebie dla dobra innych...


 


Chodził po mieście, rozpamiętując wszystkie chwilę które razem przeżyli. Musiał to zrobić, było to dla niego jak oczyszczenie...


Chciał po prostu przeżyć to wszystko jeszcze raz...


Doszedł do opuszczonego domu. Pchnął ciężkie drzwi które zaskrzypiały nieprzyjemnie. Wszedł do środka, wszystko było tu tak jak zapamiętał. Wszedł głębiej kierując się na taras. Widok na zachodzące słońce zapierał dech w piersiach.


-Spodobałoby jej się.- Szepnął sam do siebie, siadając na schodkach. Zdjął ze stup niewygodne buty i zanurzył stopy w jeszcze ciepłym piasku. Przymknął oczy opierając dłonie z tyłu.


-Podoba ci się?- stanął za nią przytulając się do jej pleców. Ułożył głowę na jej ramieniu. Odwróciła się w jego stronę, obejmując dłońmi jego szyję. Spojrzała w jego oczy.


-Kocham cię.- delikatnie poruszyła ustami. Zbliżył swoją twarz do jej i subtelnie musnął jej wargi.

-Ja ciebie też kocham. – uśmiechnął się przytulając ją do siebie. Oderwała się od niego spoglądając mu w oczy. Jej wzrok zjechał na jego wargi. Przybliżyła się po czym znowu spojrzała mu w oczy. Zauważył te magiczne iskierki w jej oczach. Brunetka musnęła jego usta, oddał pocałunek. Nie odrywając się od niego zaczęła coraz pewniej i namiętniej go całować. Gwałtownie podniósł powieki, będąc zaskoczony tą bliskością. Teraz jeszcze intensywniej wyczuwał unoszącą się w powietrzu woń jej włosów, wymieszaną dodatkowo z urzekającym zapachem jej skóry. Nie był przekonany czy zdoła zapanować nad sobą. Cofnął się, zaciskając z całej siły wargi. Wsunął palce we włosy mierzwiąc je we wszystkie strony. Podeszła do niego opierając dłonie o jego klatkę piersiową. Spojrzała mu pewnie w oczy.

-Kochaj się ze mną Chris. -Położył dłoń na jej ręce i sunąc nią, dotarł do jej dłoni. Ich palce prawie momentalnie odnalazły się, złączając w spójnym uścisku. Zupełnie tak jakby od zawsze siebie szukały i wreszcie odnalazły, spragnione swojej obecności.

-Nie powinnam, nie chcesz..- wyszeptała prawie bezgłośnie. Przyłożył palec do jej warg i kciukiem delikatnie po nich przesunął. Pożądliwym wzrokiem przypatrywał się jej, tak bezbronnej i zdanej wyłącznie na niego. Delikatnie musnął jej policzek, czując słodki smak skóry. Sukcesywnie zaczął kierować się w stronę ust, by po chwili całkowicie się w nich zatopić. Nie przypuszczał, że kiedykolwiek będzie aż tak bardzo pożądał kobietę. Każda cząstka jego ciała pragnęła jej właśnie w tej chwili. Miał ją w swych ramionach ale to było za mało. Do granic możliwości zatracił się w tym jednym pocałunku, czując jak i ona pragnie tego tak samo mocno jak on zatracając się w tym. Ostrożnie przytrzymując ręką jej pośladki, ułożył ją na materacu który sam przed chwilą przygotował na ich spotkanie. Jak w amoku zaczął obsypywać jej twarz i dekolt namiętnymi pocałunkami. Ona nie była mu dłużna oddawała każdy pocałunek przelewając w nie wszystkie swoje uczucia. Zaczynało brakować im tchu a serca biły coraz szybciej.

Cienie złączonych ciał tańczyły na ścianie, a dogasający blask świec oświetlał je niedbale. Płomień podrygiwał co jakiś czas, zniekształcając nieco ich rozgonione sylwetki. Odbijając się w ich rozmarzonych oczach, nadawał jeszcze bardziej wyjątkowy nastrój tej chwili. W powietrzu dało się wyczuć narastającą namiętność i podniecenie. Każdy gest, dotyk, pocałunki sprawiały że co jakiś czas roznosiło się ciche pomrukiwanie. Ich szaleńczo bijące serca i przyspieszone oddechy nadawały rytm temu zbliżeniu. To było jak teatr zmysłów a im przyszło grać główne role. Iskrzyło kiedy ciała ocierały się o siebie. Poznawali siebie nawzajem, odkrywając z każdą sekundą nową cząstkę swojego ciała. Kiedy się dotykali zdawało się, że w każdym calu są dopasowani, uzupełniając się wzajemnie. Nieśmiały blask księżyca tworzył własne przedstawienie rzucając ich cienie na przeciwną ścianę. Niewyraźne rysy ich postaci balansowały na granicy szaleństwa, ujawniając przez swoją bliskość wszystkie drzemiące na dnie duszy emocje. Zostali obdarci ze wszystkich masek które nosili. Liczyli się tylko oni i ich płomienne pragnienie bliskości. Ta noc miała wyjątkową moc. Miała być pierwszą i ostatnią. Ale każdy z nas wie, że życie różnie splata nasze losy i nic nie można dokładnie przewidzieć…”

-Oh Cataleyo.- Jęknął żałośnie, kładąc się. Zacisnął pięści głęboko oddychając. Mimo jego usilnych starań słone krople zaczęły spływać po jego policzku, zatrzymując się na ziemi. Mrugnął kilkakrotnie wycierając mokry policzek. Mocno zacisnął powieki, przywołując jej obraz.....


-Cholera Jay, gdzie on jest? A jak mu się coś stało. - Eva chodziła po pokoju cała w nerwach. - Może zadzwońmy na policję.

-Eva, spokojnie.- Brunet złapał ją za ramiona zmuszając tym samym by blondynka spojrzała na niego. - To dorosły facet. Policja i tak nie przyjmie zgłoszenia bo nie minęło 48 godzin. Chris to rozsądny facet i nie wydaje mi się że no wiesz..On po prostu chce być teraz sam, potrzebuję tego..

-Może masz rację, ale martwię się o niego..-Patrzyła mu w oczy.

-Wiem, ja też, ale musimy uszanować jego decyzję.- Blondynka pokiwała głową, na znak zgody.

-Tak strasznie się boję o niego.- Wyszeptała, a w jej niebieskich oczach zaczęły zbierać się łzy.

-Chodź tu.- Powiedział i delikatnie przytulił ją do siebie.

Nie opierała się, wręcz przeciwnie wtuliła się w jego klatkę piersiową. Pierwszy raz od dawna poczuła się naprawdę bezpiecznie i pewnie. Oderwali się od siebie patrząc sobie w oczy. Ich twarze mimowolnie zaczęły zbliżać się do siebie, a już po chwili ich usta połączyły się w pocałunek. Oboje potrzebowali tego. Bliskość drugiej osoby to to czego teraz pragnęli. W tych ostatnich tygodniach, dniach wydarzyło się tyle złego. Ta ciągła niepewność i strach wzbudziła w nich pragnienia bliskości. Chociaż na chwilę chcieli zapomnieć o wszystkim oddając się chwili przyjemności.

 

Cdn..

Dziękuję za wszystkie miłe słowa <3

W ogóle za słowa...

 

Niestety nie wiem czy uda mi się coś jeszcze opublikować przed moim wyjazdem...Otóż w środę rano wyjeżdżam do Niemiec...Niestety nasz kraj zmusił mnie do poszukania pracy za granicą...

Nie będzie mnie 3 miesiące i prawdopodobnie przez ten okres blog będzie zawieszony...

Ale nie ma co się martwić po powrocie na pewno wrócę :D

 

Buziaki :****** 

czwartek, 17 marca 2016

~23~

~23~


 

"I lost everything
When I lost you
Now my heart is breaking in two..."

-Wczoraj w tunelu miał miejsce wypadek samochodowy. Z tego co udało nam się dowiedzieć ktoś w tunelu podstawił bombę. Śmierć poniosły 3 osoby w tym Cataleya Esposito córka tragicznie zmarłego burmistrza naszego miasta. Z naszych ustaleń wynika że wracała ona z własnego ślubu. Ku naszemu zaskoczeniu jej małżonkiem okazał się Carlos Bardi, który wczoraj wraz ze swoim ojcem został zatrzymany przez Interpol, niestety nie wiemy za co, lecz sprawa wygląda poważnie...”

-Ja, nie mogę w to uwierzyć Jay.- Blondynka spojrzała na bruneta który właśnie wyłączał telewizor i również na nią spojrzał.

-Wiem, ja też..Cataleya była przecież taka młoda i to wszystko..- Przetarł twarz dłońmi.- To wszystko w ogóle nie powinno mieć miejsca..

-Najgorzej że to wszystko moja wina..Cholera byłam totalną idiotką Jay!- Blondynka wstała i nerwowo podeszła do okna. - Gdybym się nie wtrącała!- Blondynka uderzyła rękami o parapet.- Cataleya by żyła..- Po jej policzku zaczęły spływać łzy.

Poczuła jak brunet kładzie jej ręce na ramiona i obraca w swoją stronę.

-Nie możesz się obwiniać.- Kciukiem wytarł łzy z jej policzka.

-Ale taka jest prawda..to moja wina..że ona..że..-Eva rozkleiła się całkowicie. Słowa o śmierci przyjaciółki nawet nie mogły przejść przez jej gardło.

- Czasu i tak nie cofniemy...- Brunet przytulił ją mocno do siebie dając jej wsparcie, chodź sam czuł się po części winny...


Po przepłakanej i bezsennej nocy nie mógł dłużej usiedzieć w domu. Zarzucił kaptur na głowę i nie zwracając uwagi na nic po prostu wyszedł z domu.

-Chris?- Eva wzdrygnęła się na dźwięk zamykanych drzwi.

-Zostaw go. On potrzebuję pobyć teraz sam.- Spojrzała mu w oczy po czym pokiwała głową przyznając mu rację.

Jedyne funkcję życiowe jakie wykonywał to było oddychanie. Jego mózg był wyłączony a nogi same prowadziły go. Kiedy dotarł na miejsce, stanął rozglądając się. Nagle przed sobą zobaczył postać, Jej postać. Stała do niego przodem uśmiechając się i machając do niego. Widział jej oczy pełne iskier i ten uśmiech który potrafił rozświetlić wszystko. Jego serce zabiło szybciej, a źrenice rozszerzyły się. Uśmiechnął się i szybkim krokiem zaczął iść w jej stronę, kiedy już wyciągał rękę by jej dotknąć ona zniknęła..Po prostu rozpłynęła się w powietrzu, rozejrzał się nerwowo ale jedyne co zauważył to to że stoi na skraju klifu. Wiatr uderzył z dużą siłą w jego twarz powodując że zrobił kilka kroków w tył. Przez jego głowę przebiegła nawet myśl by skoczyć w dół, lecz starał się wyrzucić to ze swojej głowy. Opadł na trawę czując jak z jego oczu mimo woli zaczynają wypływać łzy. Mimo że był mężczyzną to nie potrafił tego powstrzymać..Nie mógł przestać płakać. Czuł jak jego serce po prostu rozpada się na milion małych kawałków których już nie da się nigdy poskładać, czuł jak w jego gardle robi się ogromna gula która utrudnia mu przełykanie śliny. Teraz nawet oddychanie było czymś trudnym...

Z kieszeni bluzy wyjął zdjęcie...Jej zdjęcie, drżącą dłonią przejechał po jej twarzy przypominając sobie wszystko...

 

„...Chodził z aparatem dobrą godzinę szukając jakiegoś fajnego miejsca, w końcu wszedł w niewielki las który zaprowadził go aż nad klif. Nagle spostrzegł że jakaś dziewczyna stoi nad przepaścią z zaciśniętymi dłońmi. Podszedł bliżej.

-Chyba nie chcesz skoczyć? - Spytał delikatnie, co od razu spowodowało że dziewczyna odwróciła się w jego stronę.

-Jeśli nawet to co?- Zmierzyła go wzrokiem po czym ponownie się odwróciła.

-Musiałbym cię wtedy uratować.- Powiedział po czym ostrożnie zbliżył się do niej stając obok.

-Mnie nie da się uratować.- Wyszeptała ocierając łzy z policzków.

Chłopak spojrzał na nią. W świetle księżyca wyglądała jak anioł lub leśna nimfa. Spojrzała na niego. Chłopak uśmiechnął się uroczo w jej stronę. Brunetka zmrużyła oczy po czym usiadła na trawie podkurczając nogi do siebie. Spojrzał na nią po czym zajął miejsce obok ciągle się jej przyglądając.

-Nie masz ciekawszych widoków- spytała poirytowana.

-Aktualnie nie- odpowiedział uśmiechając się

Brunetka spojrzała na niego.

-Czy ja cię skądś nie znam?

-Tylko nie mów że jesteś moją fanką- zażartował

-Co? – spytała zdezorientowana

-Żartowałem. Poznaliśmy się na dzisiejszym bankiecie. Jestem Chris, brat Evy.

-Aaa faktycznie- odpowiedziała po czym swój wzrok skierowała na księżyc który dzisiejszej nocy był w pełni. Jego blask był tak silny że oświetlał wszystko wkoło.

 

-Dlaczego powiedziałaś że ciebie nie da się uratować? – brunetka ponownie spojrzała na niego. Ich spojrzenia spotkały się. W jej oczach był ból i cierpienie.

-Wiesz blondasie..ciekawość to pierwszy stopień do piekła a tam raczej nie chciałbyś trafić.

-Z taką kobietą poszedłbym nawet do piekła- zadziornie się uśmiechnął

-Mówisz to niewłaściwej osobie- dziewczyna skierowała wzrok z powrotem na księżyc. Blondyn nie mógł się jej oprzeć. Wziął swój aparat który miał zawieszony na szyi po czy zrobił jej zdjęcie.

-Co robisz? – spytała patrząc na niego lekko zdenerwowana.

-Zawsze uwieczniam to co piękne.- posłał jej uroczy uśmiech....”

 

„....Szedł ulicami miasta mając nadzieje że spotka ją tam. Wszedł do lasku idąc polną ścieżką którą oświecał księżyc wraz z gwiazdami. Kiedy dotarł na miejsce ujrzał ją. Siedziała na trawie w tym samym miejscu co poprzedniej nocy. Głowę miała skierowaną ku górze, w stronę gwiazd. Uśmiechnął się sam do siebie. Poczuł dziwne ciepło które otula jego serce. Po cichu podszedł do niej siadając obok. Dziewczyna wzdrygnęła się ze strachu.

-To tutaj to wielka niedźwiedzica, a tam smok- chłopak pokazywał palcem w stronę nieba.

Brunetka spojrzała na jego twarz po czym przeniosła wzrok na gwiazdy które wskazywał chłopak.

Spojrzał na nią. Jej oczy błyszczały jakby same były gwiazdami.

-Co ci się stało? – spytał kiedy zauważył na jej policzku kilka zadrapań.

Brunetka wyrwana z transu spojrzała na niego nie wiedząc o co chodzi.

-Co ci się stało w policzek? – ponowił swoje pytanie

-Jakaś głupota. – brunetka uśmiechnęła się niemrawo.

-Głupota niemiła w skutkach- blondyn zmrużył oczy. Przeczuwał że zrobił jej to ten człowiek z którym była na bankiecie.

-Chyba każda głupota niesie ze sobą nie miłe skutki- brunetka uniosła jedną brew ku górze.

- Nie zawsze. Niektóre głupoty są całkiem miłe.- blondyn zbliżył się do niej na niebezpieczną odległość.

Blondyn zbliżył się do niej delikatnie przejeżdżając dłonią po jej policzku.

-On ci to zrobił?- blondyn bardziej stwierdził niż spytał

-Już ci mówiłam że za dużo chciałbyś wiedzieć.- brunetka odsunęła. – Muszę już iść- brunetka wstała z trawy....”

 

„...Biegł ile miał siły w nogach. Chciał ją odszukać, czuł że stało się coś złego. Zatrzymał się opierając ręce na kolanach ciężko łapiąc powietrze. Spostrzegł że siedzi skulona w „ich miejscu”- uśmiechnął się wzdychając z ulgą, że ją znalazł. Podszedł do niej cicho by jej nie spłoszyć. Zauważył że pociera zmarznięte ramiona. Ściągnął swoją marynarkę i zarzucił na jej gołe ręce. Brunetka zerwała się gwałtownie i wystraszona chciała uciec. W ostatniej chwili złapał ją za rękę. Brunetka spojrzała na niego. Chłopak podszedł do niej i spojrzał jej w oczy, w blasku gwiazd dostrzegł że płakała. Delikatnie otarł jej mokre policzki po czym bez słowa przytulił do siebie. Cataleya stała zaszokowana tym wszystkim. Była jak w amoku, lecz po chwili ocknęła się i mocno wtuliła w blondyna.

-Już dobrze..jestem przy tobie.- wyszeptał gładząc ją delikatnie po jej aksamitnych włosach.


Przymrużył powieki wdychając zapach jej perfum, starając się za wszelką cenę zakodować w pamięci tę niesamowitą i zarezerwowaną wyłącznie dla niej woń. Zadrżała a on jeszcze mocniej otulił ją ramionami, chowając jej drobną sylwetkę między nimi. Odchylił lekko głowę, ocierając swoim policzkiem o jej. Kontakt z jej delikatną skóra sprawił że zatrzymał się z uwagą spoglądając w jej oczy. Zamarła. Z ogromną niepewnością spojrzała na niego. Wciąż trzymając ją w ramionach zbliżył się do jej twarzy i najdelikatniej jak to tylko możliwe złoży pocałunek na jej drżących wargach. Oddała pocałunek przelewając w niego wszystkie swoje emocje. Czas zatrzymał się dla nich. Byli tylko oni. Wszystko działo się tak jak oni chcieli. Marzenie urzeczywistniło się....”


 


-Och Cataleyo.- Głośno załkał przytulając do swojego serca jej fotografię. To była jedyna rzecz jaka mu po niej została...Zdjęcie i te niesamowite wspomnienia...


Jego przekrwione i spuchnięte oczy nie mogły powstrzymać się od łez. Płakał głośno, tuląc do serca jej zdjęcie...Czuł...wiedział że stracił wszystko...


 


Cdn...


Dzisiaj trochę wspomnień..Mam nadzieję że chociaż trochę wam się spodoba...


Buziaki :* <3


 

czwartek, 18 lutego 2016

~22~

~22~


 

sqYEl4RnveodjIxUE_RYt4RgN00

         

„ Ja Cataleya Esposito, córka zmarłego burmistrza wspaniałego miasta które dla turystów jest rajem, a dla mnie stało się więzieniem. Urodziłam się w 1990 roku, w pięknej wili. Jesień była w pełni, lecz podobno gdy przyszłam na świat kwiaty w naszym ogrodzie zakwitły, a na niebie świeciło w całej okazałości słońce. Dzisiaj gdy stoję patrząc przez okno,w dniu moich urodzin, niebo jest pogrążone w żałobie. Płacze wraz ze mną, chodź na mojej twarzy nie ma już łez, zastygły wraz z moim sercem, które mam wrażenie że z każdym dniem coraz słabiej biję. Tęsknota i śmierć towarzyszą mi od dnia gdy ktoś wyrwał mi serce zabijając jedyne osoby które kochałam..moich rodziców..moja siostra pewnie też wtedy umarła, a Ja? Byłam karmiona kłamstwami, gorzkimi słowami które kąsały jak żmije żądne krwi...I wtedy pojawił się On..mój promyk szczęścia..moja miłość..Myślę że to była mała rekompensata za moje nieszczęścia od Boga..pozwolił przed śmiercią zaznać mi smaku prawdziwej miłości..czystego uczucia które było jak adrenalina podana podczas zatrzymania akcji serca..Obudził moje serce jednocześnie zabierając je ze sobą i otulając ciepłem..Tylko przy nim czułam się Kobietą..kochaną Kobietą...Teraz wiem że muszę się odwdzięczyć Bogu za ten dar..muszę uratować ten prezent który mi podarował..bez względu na własną ofiarę..Bo przecież miłość to bezgraniczne poświęcenie się dla drugiej osoby..to oddanie się jej bezwarunkowo...

Ja Cataleya Esposito w dniu moich urodzin dzięki którym staję się w pełni dorosłą osobą, stoję przed lustrem pusto patrząc jak jakaś kobieta ubiera mnie w śnieżnobiałą suknię. Suknia zdobiona jest perłami i haftami..lecz dla mnie to jednocześnie mój własny całun. Zaślubiny które mają się odbyć to jednocześnie mój pogrzeb....Umarłam już za życia...”

Stała przyglądając się swojemu odbiciu, w oczach miała pustka, jej twarz była bladą niczym kartka papieru. Mimo usilnych starań kobiety suknia wisiała na niej jak na wieszaku...bo przecież przez ostatni czas jedzenie było dla niej czymś względnym, niepotrzebnym..

Do pomieszczenia wszedł on- diabeł który wyrządził jej tyle cierpienia, do tej pory pamięta noc w której zabił jej duszę..

Podszedł blisko, chwytając ją za policzek. Spojrzała pusto na jego twarz która aż tryskała z radości i podcienienia, w końcu to już dziś..Dziś dostanie to czego chciał..to na co od początku czekał.. Pieniądze..nieskończona ilość zer na koncie którą odziedziczy brunetka będą jego...Dziwne że dla pieniędzy ludzie są zdolni do najgorszych rzeczy...dla papieru z wydrukowaną cyfrą są w stanie popełnić największe zbrodnie, zaprzedać diabłu duszę..

-Pięknie wyglądasz kochanie.- Pogłaskał jej policzek, po czym zmierzył ją całą wzrokiem.- Ile jeszcze zajmie wam szykowanie się?- Zwrócił się do kobiety.

-Myślę że jakieś pół godziny i wszystko będzie gotowe.- Kobieta posłała mu uśmiech.

-Doskonale.- Pokiwał z uśmiechem głową po czym opuścił pokój.

-Usiądź kochana teraz na krześle trochę cię podmaluję i uczeszę bo jeszcze ktoś pomyśli że zamiast na ślub wybierasz się na pogrzeb.


-Chris! Chris!- Do pokoju blondyna jak poparzona wpadła zdyszana blondynka. Od bardzo dawna chłopak nie słyszał swojego imienia w ustach siostry. Od ich kłótni minęło trochę czasu, a oni sami unikali się..Blondyn jednak nie wiedział że Eva starała się na wszystkie możliwe sposoby odnaleźć Cataleyę, wydała wszystkie swoje oszczędności na prywatnych detektywów, przekupienie różnych ludzi itd...ale w końcu udało się! Udało się dowiedzieć kilka istotnych rzeczy o Cataleyi...

Chłopak leżał na łóżku w swojej ulubionej pozycji, trzymając w dłoniach tą jedyną fotografię którą miał..Nie rozstawał się z jej zdjęciem ani na chwilę. Podniósł wzrok na siostrę, na którą w dalszym ciągu był zły..może nie zły..miał po prostu żal do niej i cholernie się zawiódł..

-Chris wiem że mnie nienawidzisz, ale wiem gdzie jest Cataleya.- Blondynka wydusiła z siebie to jedno zdanie które momentalnie postawiło chłopaka w pion.

-Jak to? Żyje- W jego oczach zebrały się łzy.

-Tak żyję. - Wystarczyły dwa słowa aby z serca blondyna spadły ciężkie kajdany które ostatnio tak mocno ściskały jego serce że nieraz nie mógł nawet oddychać.

-Gdzie ona jest? Musimy po nią jechać..zadzwonić do Antonia, on musi ją odbić.- Blondyn zaczął chodzić po pokoju w poszukiwaniu telefonu.

-Chris.- Blondynka złapała brata za ramię.- Cataleya ma dzisiaj urodziny, kończy 21 lat, dowiedziałam się że znajduję się w zachodniej strefie, i dzisiaj bierze ślub.- Blondyn na chwilę zamarł wpatrując się w twarz siostry..

-Musimy tam jechać.- Wydusił z siebie, na co blondynka pokiwała głową. Oboje wyszli z pokoju w pośpiechu ubierając buty. W samochodzie który stał pod domem czekał na nich Jay, który siedział za kierownicą, brunet zaś był wtajemniczony we wszystko i pomagał Evię w tych poszukiwaniach..czuł że jest winien to kumplowi.

Blondyn z przyspieszonym tętnem wybierał numer do Antonia. Po kilku sygnałach w końcu odebrał.

-Antonio, wiemy gdzie jest Cataleya w zachodniej strefie ma się odbyć dzisiaj jej ślub musisz zebrać agentów i tam jechać, musimy ją odbić.- Chłopak mówił szybko i nerwowo.

-Chris nic nie mogę niestety zrobić, lepiej zawróćcie do domu. Cataleyi i tak nie da się już uratować rozumiesz?

-Co ty pieprzysz! Musicie ją uratować, to wasz pieprzony obowiązek!

-Uspokój się i wróć lepiej do domu...

-Nie będziesz mi mówił co mam robić- Blondyn przerwał mężczyźnie.

-Chris do cholery posłuchaj mnie! Rząd postanowił poświęcić Cataleyę dla dobra sprawy, tylko tak będziemy mieli dowody na to wszystko i będziemy mogli wsadzić tą pieprzoną mafię za kraty. Nic nie mogę zrobić i wy tez lepiej się w to nie mieszajcie...- Powiedział rozłączając się.

Chris trzymał telefon przy uchu nie dowierzając w słowa mężczyzny..Jeśli to miała być sprawiedliwość i prawo to on to pieprzył. Dla niego liczyła się Cataleya a nie ich sprawa...

Eva patrzyła na brata lecz nie odezwała się ani słowem. Nie ważne co powiedział mu Antonio ona także chciała uratować brunetkę, była winna to jej a przede wszystkim swojemu bratu..Poza tym ona tez kochała Cataleyę, w końcu były przyjaciółkami..

Jay skupiony prowadził samochód, niestety o tej porze były godziny szczytu i wszędzie panowały okropne korki. Cała trójka strasznie się denerwowała, co można było wyczuć w powietrzu. Kiedy udało im się przejechać przez centrum i felerny tunel który zawsze był zakorkowany i w końcu znaleźli się na ostatniej prostej do kościoła blondynka złapała brata za rękę. Chłopak podniósł wzrok na twarz siostry.

-Uratujemy ją Chris.- Powiedziała ściskając dłoń brata. Blondyn pokiwał twierdząco lekko uśmiechając się do blondynki.

Zatrzymali się pod niewielkim kościołem, a raczej kaplicą. Wszędzie było pełno samochodów. Nagle zauważyli że pod kaplicę podjeżdżają dwa czarne samochody. Jay zatrzymał się w bezpiecznej odległości i zgasił silnik. Z jednego samochodu wysiadł Carlos z ojcem, z drugiego zaś Cataleya. Na jej widok Chris zacisnął dłonie i chciał wysiąść jak najszybciej z samochodu.

-Chris nie.- Eva zatrzymała go a on spojrzał na nią z wyrzutem.

-Musimy mieć jakiś plan, nie możesz tak po prostu podbiec teraz do niej.

-Masz rację.- Odparł dalej wpatrując się w swoją ukochaną. Jej biała suknia sięgała ziemi a welon był tak duży że ciągnął się za nią. Niestety nie widział jej twarzy, ale czuł że jego ukochana jest cała w smutku. Kiedy wszyscy weszli już do kościoła oni postanowili poczekać do zakończenia ceremonii i wtedy przejąc Cataleyę uciekając z nią. Okropnie się denerwowali. Rozglądając się, i upewniając że nikogo nie ma Chris postanowił wyjść z samochodu i chodź przez moment popatrzeć na ukochaną, musiał mieć pewność że na pewno nic jej nie jest. Wysiedli z samochodu zakradając się do okien z boku kaplicy.


Weszła do świątyni patrząc na ołtarz i czekającego księdza. Szła przez chodnik, po kwiatach, które sypała jakaś nieznana jej dziewczynka, mijała ludzi których nie znała...

-A więc tak wygląda początek końca.- pomyślała czując jak po jej policzku spływa już ostatnia łza. Nie sprzeciwiała się temu..wiedziała że tak widocznie musi być..taki jej los. Stanęła naprzeciwko swojego narzeczonego. Ksiądz dostał wytyczne że ceremonia ma być krótka, ma być tylko to co niezbędne.

 

Gdy ksiądz zadał jej to najważniejsze pytanie, które myślała że usłyszy tylko gdy będzie stała przy ołtarzu z osobą którą naprawdę kocha, jej wzrok zatrzymał się na oknie. Może to tylko wymysł jej wyobraźni, lecz ujrzała w nim swojego ukochanego. Ich oczy złączyły się w jedno spojrzenie lecz ona szybko odwróciła wzrok chcąc by to wszystko się już skończyło. Spojrzała na Carlosa który patrzył na nią wyczekująco widocznie już zły...i wypowiedziała ciche tak. Później już nie analizowała nic, wyłączyła się. Jej mózg zapadł w wieczny sen...

Kiedy wychodzili z kaplicy w tym całym zgiełku i krzykach miała wrażenie że słyszy jego głos...krzyczał jej imię. Nie miała niestety kiedy się rozejrzeć bo ktoś wepchnął ją do samochodu.


Kiedy ceremonia się skończyła wbiegli szybko do samochodu chcąc jechać za Cataleyą, lecz ktoś zajechał im drogę. Blondyn krzyczał by Jay coś zrobił...cała trójka strasznie się denerwowała..Kiedy w końcu droga im się odblokowała jechali kilkanaście samochodów za autem gdzie znajdowała się brunetka. Nagle wszystkie samochody zaczęły hamować, brunet zahamował gwałtownie, zatrzymując się milimetry przed samochodem przed nimi. Wysiedli z samochodu, gdy nagle z tunelu który był przed nimi rozległ się przeraźliwy odgłos wybuchu, a zaraz za nim w powietrzu zaczął unosić się szary dym.

-Nie! Cataleya! - Blondyn zaczął biec w tamtą stronę. Jego oczom ukazał się płonący samochód który praktycznie był już w strzępach...ten sam samochód do którego wsiadła brunetka.

-Nie!- z jego płuc wydobył się przeraźliwy krzyk rozpaczy. Chciał tam biec lecz ktoś go zatrzymał. Szarpał się lecz koło niego znaleźli się policjanci którzy go powstrzymywali.

Upadł na kolana, przeraźliwie płacząc i krzycząc. Wciąż krzyczał jej imię, lecz nie widział jej..jedyne co było widać to ogromny ogień i dym..

Do niego dobiegła Eva wraz z Jayem, kiedy zobaczyli co się stało nie mogli w to uwierzyć. Eva przykucnęła przy bracie nie mogąc wykrztusić z siebie słowa. Była w szoku i w totalnym rozkojarzeniu, nie czuła nawet że łzy spływają jej po policzku. Przytuliła do siebie brata który mocno wtulił się w nią, łkając tak głośno że było to aż przerażające. Krzyczał, a jego ciało było niczym napięta struna.

 

 

Cdn...

Przepraszam za tak długą nieobecność, ale brak weny i chęci do pisania mnie dopadły...

To jeszcze nie koniec, ale ten niestety jest już bliski..

Całuję wszystkich i w ogóle dziękuję za wszystkie wasze komentarze one naprawdę dodają otuchy i motywacji <3

Buziaki :*****