środa, 31 grudnia 2014

~3~

~3~


"I walk against the stream
Far from what I believe in
I run towards the end
Trying not to give in.."

 

Wstała z podłogi podchodząc do wielkiej białej szafy. Otworzyła ją i z półki na samej górze wzięła niewielki karton. Usiadła z powrotem na posadzce, otworzyła pudełko z którego wyciągnęła błękitny średnich rozmiarów album na zdjęcia. Przejechała dłonią po okładce otwierając go. Zdjęcia były ułożone chronologicznie. Na początku były zdjęcia jej rodziców jako dzieci. Każde ze zdjęć dokładnie przeglądała szukając w tym pocieszenia, oderwania się od teraźniejszości i wrócenia chodź na chwilę do przeszłości która była idealna. Miała życie jak w bajce. Wielki dom, kochającą rodzinę, wiernych przyjaciół. Żyła beztrosko nie martwiąc się o jutro, aż do dnia w którym po raz ostatni widziała swoją rodzinę żywą.

 

Dzień w Rio zapowiadał się upalnie i bez chmurno. Słońce tamtego dnia świeciło wyjątkowo mocno a na niebie nie było ani jednej chmurki. Cataleya siedziała odświętnie ubrana w kuchni popijając sok pomarańczowy. Patrzyła na swojego ojca który ćwiczył po raz kolejny swoją przemowę. Uwielbiała słuchać jego przemówień i doskonale wiedziała że każde jego słowo to czysta prawda. On nigdy nie rzucał słów na wiatr. Podziwiała go i to co robi dla społeczności miasta. Był dla niej autorytetem.

-Kolejne nudy nas czekają co nie mała? -obok niej usiadła jej starsza siostra. Całkowite przeciwieństwo Cataleyi. Roxana- niepoprawna buntowniczka którą interesowały imprezy a jej największym hobby było łamanie zasad i granie rodzicom na nosach. Mimo tego że były swoimi przeciwieństwami kochały się ponad wszystko i każda dbała o dobro tej drugiej.

-Ja tam lubię te nasze wystąpienia – odpowiedziała młodsza uśmiechając się w stronę ojca który spojrzał w ich kierunku.

-A idź młoda. Nudziara z ciebie- odpowiedziała wystawiając jej język.

 

Stała z boku na scenie przysłuchując się wypowiedzi ojca. Obok niej stała Roxana bawiąca się telefonem. Na przeciwko stała jej matka która uśmiechała się w stronę ludzi. Nic nie wskazywało na piekło które miało nastąpić. Nagle usłyszała jakiś huk, piski. Spojrzała ze strachem na ojca który leżał na scenie w kałuży krwi, spojrzała na matkę która biegła w jego kierunku gdy nagle ona też upadła zalewając się krwią. Wszystko działo się tak szybko. Poczuła szarpnięcie a później obudziła się w szpitalu, gdzie powiedziano jej że jej rodzice zostali zamordowani a jej siostra uprowadzona. Wtedy poczuła że jej serce zostało rozerwane na kawałki. Później wszystko potoczyło się błyskawicznie. Pogrzeb, nią miał zaopiekować się rzekomy przyjaciel ich rodziny Marco Bardi. Wprowadził ją do swojego domu i na samym początku przedstawił zasady których musiała się trzymać jeśli chciała zobaczyć jeszcze swoją siostrę.

 

-Tego gnojka powinien szlak trafić za to co ci robi- w progu stała Eva

-Nie mów tak, każdy człowiek jaki by nie był jest przecież istotą ludzką- odpowiedziała chowając album do pudełka a pudełko do szafy.

Blondynka przyglądała jej się z niedowierzaniem. Potrząsnęła głową podchodząc do łóżka siadając na nim. Brunetka uczyniła to samo.

-Za co tym razem?

-Tak na wszelki wypadek.- brunetka spuściła głowę w dół

- Kochana- blondynka podniosła jej podbródek do góry patrząc w jej oczy- nie musisz tutaj być. Jeszcze dzisiaj możesz przeprowadzić się do mnie.

-Chodzi o to że nie mogę.

Blondynka westchnęła bezradnie – Ja naprawdę cię nie rozumiem. A już dłużej nie mogę patrzeć jak cierpisz.

-Oh Evo...jesteś moją przyjaciółką, ale w tej sprawie naprawdę nie możesz mi pomóc. Doceniam to ale- brunetka przełknęła ślinę- ale tu po prostu nie da się pomóc, muszę przejść przez to wszystko.

- Tylko ja się boję że pewnego dnia stracę cię- w oczach blondynki pojawiły się łzy. Bała się o swoją przyjaciółkę.

-Kochana, nie bój się. Nie stracisz mnie. Obiecuję.. – brunetka otarła łzę z policzka przyjaciółki.

***


Blondynka weszła do swojego domu w którym było słychać krzyki i śmiechy jednocześnie. Mieszkanie z piątką facetów to jak mieszkanie z pięciorgiem dzieci. Kiedy ściągała buty zauważyła że w progu czeka na nią jej brat.

-Cześć młody- blondynka poczochrała go po włosach przechodząc przez próg i kierując się do kuchni.

-Hej, tylko nie młody. Jestem już mężczyzną- wypiął dumnie pierś do przodu

Blondynka spojrzała na niego po czym oboje wybuchli śmiechem. Wzięła z lodówki wodę po czym nalała ją do szklanki i usiadła przy stole. Blondyn spojrzał na nią i usiadł naprzeciwko.

-Płakałaś? -spytał zauważając jej czerwonawe oczy

-Wydaje ci się Chris.- blondynka posłała mu niemrawy uśmiech

-Przecież widzę. Coś się stało? Coś w pracy?

-Nie, w pracy wszystko w porządku.- zaczęła bawić się szklanką

-Eva- chłopak chwycił ją za dłoń. Dziewczyna spojrzała mu w oczy.- powiedz mi co się stało.

-Chris nic się nie stało. Zmęczona jestem.- odłożyła szklankę po czym wstała i wyszła z pomieszczenia.

***


Blondyn leżał na swoim łóżku wpatrując się w ciemność za oknem. W jego głowie siedziała brunetka o twarzy anioła. Musiał znowu ją zobaczyć. Wstał biorąc z krzesła swoją bluzę. Wyszedł z pokoju nasłuchując czy wszyscy już śpią. Na szczęście w domu panowała cisza. Ubrał buty po czym wyszedł zamykając drzwi za sobą. Szedł ulicami miasta mając nadzieje że spotka ją tam. Wszedł do lasku idąc polną ścieżką którą oświecał księżyc wraz z gwiazdami. Kiedy dotarł na miejsce ujrzał ją. Siedziała na trawie w tym samym miejscu co poprzedniej nocy. Głowę miała skierowaną ku górze, w stronę gwiazd. Uśmiechnął się sam do siebie. Poczuł dziwne ciepło które otula jego serce. Po cichu podszedł do niej siadając obok. Dziewczyna wzdrygnęła się ze strachu.

-To tutaj to wielka niedźwiedzica, a tam smok- chłopak pokazywał palcem w stronę nieba.

Brunetka spojrzała na jego twarz po czym przeniosła wzrok na gwiazdy które wskazywał chłopak.

Spojrzał na nią. Jej oczy błyszczały jakby same były gwiazdami.

-Co ci się stało? - spytał kiedy zauważył na jej policzku kilka zadrapań.

Brunetka wyrwana z transu spojrzała na niego nie wiedząc o co chodzi.

-Co ci się stało w policzek? - ponowił swoje pytanie

-Jakaś głupota. - brunetka uśmiechnęła się niemrawie.

-Głupota niemiła w skutkach- blondyn zmrużył oczy. Przeczuwał że zrobił jej to ten człowiek z którym była na bankiecie.

-Chyba każda głupota niesie ze sobą nie miłe skutki- brunetka uniosła jedną brew ku górze.

- Nie zawsze. Niektóre głupoty są całkiem miłe.- blondyn zbliżył się do niej na niebezpieczną odległość.

Siedziała jak sparaliżowana, nie mogła ruszyć żadną częścią swojego ciała. Jej serce biło jakby zaraz miało wypaść z piersi. Blondyn zbliżył się do niej delikatnie przejeżdżając dłonią po jej policzku. Brunetka poczuła przyjemne ciepło.

-On ci to zrobił?- blondyn bardziej stwierdził niż spytał

-Już ci mówiłam że za dużo chciałbyś wiedzieć.- brunetka odsunęła się sprawiając tym samym że przyjemne ciepło które czuła na policzku zniknęło. - Muszę już iść- brunetka wstała z trawy.

Blondyn uczynił to samo. Czuł smutek że ona znowu zniknie. Pryśnie jak bańka mydlana lub jak sen kiedy budzimy się rano.

-Spotkam cię jeszcze?

-Jeśli los na to pozwoli.- dziewczyna uśmiechnęła się w jego stronę.

-Będę w to wierzył- chłopak chciał zbliżyć się do niej leczo ona odwróciła się w celu odejścia.

-Do zobaczenia- dziewczyna wyszeptała po czym zniknęła w leśnej dróżce.

 

-Zadbam o to żebyśmy się znowu spotkali- powiedział sam do siebie po czym spojrzał w gwiazdy które przypominały mu jej oczy.

 

 

Cdn.

Wszystkiego Najlepszego w Nowym Roku! Oby Nowy Rok był dla was pełen łask i samych dobrych rzeczy! Buziaki :***

środa, 17 grudnia 2014

~2~

~2~


 lllllllllllllljjjjjjjjjjjjjj

 

 

 

Stała nad przepaścią z zamkniętymi oczami. Wiatr bawił się jej kosmykami, otulając twarz na której widniały ślady łez. Jej serce z każdym dniem dostawało nową dawkę szpilek. Sama nie wiedziała ile jeszcze wytrzyma. Zacisnęła dłonie w pięści a nowa dawka łez spłynęła po jej twarzy.

-Chyba nie chcesz skoczyć?- usłyszała co spowodowało że natychmiast otworzyła oczy.

Spojrzała za siebie. Ujrzała wysoką postać. Po głosie rozpoznała że to mężczyzna.

-Jeśli nawet to co?- spytała odwracając się z powrotem w stronę przepaści.

-Musiałbym cię wtedy uratować- powiedział po czym ostrożnie zbliżył się do niej stając obok.

-Mnie nie da się uratować- wyszeptała ocierając łzy z policzków.

Chłopak spojrzał na nią. W świetle księżyca wyglądała jak anioł lub leśna nimfa. Dziewczyna czuła na sobie jego wzrok. Spojrzała na niego. Chłopak uśmiechnął się uroczo w jej stronę. Brunetka zmrużyła oczy po czym usiadła na trawie podkurczając nogi do siebie. Spojrzał na nią po czym zajął miejsce obok ciągle się jej przyglądając.

-Nie masz ciekawszych widoków- spytała poirytowana tym że blondyn ciągle na nią patrzy.

-Aktualnie nie- odpowiedział uśmiechając się

Brunetka spojrzała na niego. Jasne włosy i te dołeczki..

-Czy ja cię skądś nie znam?

-Tylko nie mów że jesteś moją fanką- zażartował

-Co? - spytała zdezorientowana

-Żartowałem. Poznaliśmy się na dzisiejszym bankiecie. Jestem Chris, brat Evy.

-Aaa faktycznie- odpowiedziała po czym swój wzrok skierowała na księżyc który dzisiejszej nocy był w pełni. Jego blask był tak silny że oświetlał wszystko wkoło.

Przymknęła oczy wdychając do płuc świeże i rześkie powietrze.

-Dlaczego powiedziałaś że ciebie nie da się uratować? - brunetka ponownie spojrzała na niego. Ich spojrzenia spotkały się. W jego tańczyło milion rozbawionych iskierek zaś w jej był tylko ból i cierpienie.

-Wiesz blondasie..ciekawość to pierwszy stopień do piekła a tam raczej nie chciałbyś trafić.

-Z taką kobietą poszedłbym nawet do piekła- zadziornie się uśmiechnął

-Mówisz to niewłaściwej osobie- dziewczyna skierowała wzrok z powrotem na księżyc. Blondyn nie mógł się jej oprzeć. Wziął swój aparat który miał zawieszony na szyi po czy zrobił jej zdjęcie.

-Co robisz? - spytała patrząc na niego lekko zdenerwowana.

-Zawsze uwieczniam to co piękne.- posłał jej uroczy uśmiech. W jego policzkach pojawiły się dwa urocze dołeczki. Wydawał się taki radosny i pełen życia. Brunetka nie mogła oderwać od niego wzroku. Był inny niż ci mężczyźni których znała do tej pory.

-Nie powinieneś włóczyć się tu sam, to bardzo niebezpieczne- powiedziała nie przestając patrzeć na niego

-I mówi to młoda kobieta, która sama włóczy się po nocach- szeroko się uśmiechnął

-Mi i tak wszystko jedno- wzruszyła ramionami.

-Jesteś straszną zagadką- wpatrywał się w jej oczy. Miał ochotę dotknąć jej, sprawdzić czy jest prawdziwa, lecz powstrzymał się. Nie chciał jej spłoszyć.

-Lepiej żebyś jej nie rozwiązywał- brunetka wstała

Blondyn również wstał.

-A co jeśli chce-zrobił krok w jej stronę. Dziewczyna speszyła się. Był tak blisko, za blisko.

-Nie wiesz co mówisz- odsunęła się- Lepiej trzymaj się ode mnie z daleka- powiedziała odwracając się na pięcie i odchodząc szybkim krokiem.

-Nie mam najmniejszego zamiaru piękna- powiedział już sam do siebie, wpatrując się w oddalającą postać dziewczyny.

***


Brunetka po ciuchu weszła tylnym wejściem na posesję willi. Za każdym razem kiedy wykradała się jej serce biło szybciej w strachu że ktoś ją przyłapie, co nie skończyło by się dobrze. Kiedy weszła na posesję obok niej od razu znalazły się trzy duże owczarki niemieckie. Merdały ogonami. Cataleya była jedyną osobą na które psy nie warczały. Dziewczyna z kieszeni wyjęła kilka smakołyków po czym dała je zwierzakom. Podeszła do uchylonego okna w piwnicy po czym weszła przez nie do środka. Rozejrzała się po pomieszczeniu czy nikogo nie ma po czym odetchnęła z ulgą. Po cichu weszła po schodach na górę. Na korytarzu nikogo nie było, w salonie na kanapie spało dwóch ochroniarzy, po ciuchu ich wyminęła wchodząc po szerokich schodach. Szybkim krokiem udała się do swojej sypialni mijając po drodze śpiących ochroniarzy na krzesłach. Otworzyła duże białe drzwi i delikatnie zamknęła je za sobą. Rzuciła się na duże łóżko. Leżąc na plecach myślała o blondynie. Przymknęła oczy, a w jej głowie od razu ukazał się obraz blondyna. Te jego oczy, uśmiech, dołeczki sprawiły że na jej twarzy zagościł uśmiech a w brzuchu poczuła coś dziwnego. Coś czego jeszcze nigdy nie czuła. Po raz pierwszy od dawna zasnęła z uśmiechem na twarzy.

***


Blondyn leżał na łóżku wpatrując się w zdjęcie które zrobił dzisiejszej nocy. Na jego ustach mimowolnie pojawił się uśmiech. Spodobała mu się. Była tajemnicza i trudno dostępna. Była jedną wielką zagadką którą miał ochotę rozwiązać. Przetarł dłonią zdjęcie po czym odłożył aparat na szafkę. Postanowił że rano wypyta siostrę o brunetkę.


***


-Panienko. Pan Carlos oczekuję panienki w jadalni- głos służącej obudził brunetkę.


Dziewczyna otworzyła oczy i spojrzała na kobietę średniego wzrostu.


-Dziękuję Mio, poinformuj go że zaraz zejdę- kobieta kiwnęła głową po czym wyszła zamykając duże białe drzwi. Przetarła dłonią twarz. Czuła że to nie będzie miłe spotkanie.


Wstała z łóżka pośpiesznie podchodząc do szafy, wiedziała że on nie lubi czekać. Wyciągnęła z niej fioletową sukienkę do kolan i czystą bieliznę. Udała się do łazienki robiąc szybko poranną toaletę.


Schodziła na dół ze strachem. Kiedy stanęła w jadalni zauważyła że siedzi przy stole ubrany w garnitur.


-Dzień dobry- powiedział mierząc ją wzrokiem


-Dzień dobry- odpowiedziała po czym zajęła miejsce naprzeciwko.


Upiła łyk kawy. Nie czuła głodu. Brunet wstał bez słowa i podszedł do niej. Stanął za jej plecami a jego ręce spoczęły na jej gołych ramionach. Przełknęła ślinę czekając na jego kolejny ruch. Czuła że jego ręce zbliżają się do jej szyi aż w końcu poczuła że jedną ręką ciągnie jej włosy odchylając głowę do tyłu. Zbliżył się do jej twarzy.


-Wyjeżdżam na tydzień. Masz być grzeczna rozumiesz- patrzył jej w oczy


-Tak- odpowiedziała cicho


-Cieszę się że się rozumiemy- puścił ją.


Brunetka oddychała ciężko, a jej dłonie zaczęły drżeć. Brunet zrobił krok w stronę wyjścia lecz, nagle odwrócił się uderzając ją w policzek. Dziewczyna nie spodziewała się tego i z siłą uderzenia upadła z krzesłem na podłogę.


-To tak na wszelki wypadek jakby przyszło ci do głowy gdzieś wyjść Skarbie- odwrócił się i odszedł zostawiając ją samą. Złapała się za piekące miejsce. Łzy napłynęły jej do oczu, po czym bezgłośnie spływały po jej policzkach.


-Nic panience nie jest? - obok niej pojawiła się Mia- ich służąca.


Brunetka spojrzała na nią po czym pokiwała przecząco głową. Powoli wstała z podłogi, ciągle trzymając się za bolące miejsce.


-Będę u siebie- poinformowała i wymijając kobietę szybkim krokiem ruszyła do swojej sypialni. Kiedy zamknęła drzwi osunęła się po nich i wybuchła płaczem.


Cdn..


Dziękuję za komentarze :* <3

sobota, 6 grudnia 2014

~1~

~1~


„Everytime I try
To fly I fall 
Without my wings
I feel so small


Piękna sala, wypełniona samymi bogatymi i wpływowymi ludźmi. Ściany zdobione marmurem a na nich obrazy w złotych ramach. Bogactwo i luksus wypływały stąd drzwiami i oknami. Panie ubrane w drogie suknie przyozdobione diamentami, a panowie delektujący się alkoholem z najwyższej półki ubrani w najdroższe garnitury i smokingi. Wśród nich ona- delikatna, czysta i piękna, krucha a zarazem harda i uparta. Stała z sztucznym uśmiechem robiąc za ozdobę swojego narzeczonego. Nienawidziła swojego życia, które od ponad dwóch lat lat było czystym piekłem.

-Zaraz wrócę, nie ruszaj się stąd- zwrócił się do niej jej narzeczony. Brunetka pokiwała tylko głową na znak że przyjęła wiadomość. Stała rozglądając się po sali, w kącie przy jednym ze stolików zauważyła znajomą twarz. Bez zastanowienia ruszyła w tamtą stronę.

- Eva? Co ty tu robisz?- spytała siadając na krześle obok

-Hej kochana- przywitała ją blondynka ze swoim ślicznym uśmiechem, który sprawił że w jej policzkach pojawiły się dwa słodkie dołeczki- przyszłam bo zespół w którym jest mój brat ma tu występ – odpowiedziała wskazując na scenę przy oknie.

Brunetka spojrzała w tamtą stronę, jej wzrok spotkał się z wzrokiem wysokiego blondyna. Chłopak uroczo się do niej uśmiechnął, ukazując tym samym takie same dołeczki w policzkach jakie miała jej przyjaciółka. Odwzajemniła uśmiech po czym odwróciła się w stronę przyjaciółki która jak zahipnotyzowana patrzyła na scenę.

-To który ci się podoba?

-C...co?- blondynka wyrwała się z transu

-No na którego tak zawzięcie patrzysz?

-Aż tak widać- blondynka ściszyła głos

-Znam cię nie od dziś..więc?- spojrzała jej w oczy unosząc jedną brew ku górze

-Ten wysoki- blondynka oblała się rumieńcem

Brunetka ponownie spojrzała na scenę. - No ale ten blondyn czy brunet?

-Brunet!- oburzyła się- ten blondyn to mój brat

-Aaa..już się tak nie denerwuj- dziewczyna wytknęła jej język

-Ehh..lepiej powiedz mi co u ciebie?

Brunetka spuściła wzrok, wzruszając ramionami. - A co u mnie może być?- uśmiechnęła się gorzko- Jestem jak w klatce..Czuję się jak przedmiot którym można pomiatać i robić z nim co się chce- spojrzała blondynce w oczy.

Blondynka spojrzała na nią ze smutkiem. Znały się od 4 lat, pracowały ze sobą co zbliżyło je do siebie. Zaprzyjaźniły się od razu znajdując wspólny język mimo tego że dzieliła ich spora różnica wieku. Niestety od ponad dwóch lat wszystko się zmieniło.

-Współczuję ci kochana..wiesz że

-Tak wiem- brunetka przerwała jej uśmiechając się. Nie chciała roztrząsać tego wszystkiego tutaj, teraz. Obie wiedziały jak jest.

-Jak twój Romeo ma na imię- brunetka zmieniła temat

-Jeszcze nie mój- tym razem to ona wytknęła brunetce język- Jay.

-Jeszcze- powtórzyła brunetka po czym obie wybuchły śmiechem.

Ich śmiech przerwało wyraźne chrząknięcie, obie spojrzały w tamtą stronę. Przed nimi stała piątka chłopaków, tych samych którzy przed chwilą byli na scenie.

-Eva przedstawisz nam swojej śliczną koleżankę?- powiedział niski brunet z kolczykiem w wardze.

-Ależ oczywiście że przedstawię- blondynka wstała puszczając oczko do przyjaciółki- A więc drodzy panowie to jest Cataleya moja przyjaciółka, to dzięki niej pracuję gdzie pracuję- brunetka również wstała posyłając jej uśmiech. - A to moja droga jest Izzy, Jay, Richie, Vincent oraz mój brat Chris. Brunetka podała rękę każdemu z chłopaków. - Miło mi was poznać- wyszeptała delikatnie się uśmiechając.

-To nam jest miło- swoje trzy grosze dorzucił Izzy

Nagle Cataleya poczuła silny uścisk na ramieniu i szarpnięcie. Przed nią stał Carlos, z jego miny wyczytała że nie jest zadowolony.

-Miałaś się nie ruszać z miejsca- wysyczał

-Ale..-dziewczyna chciała coś powiedzieć lecz chłopak złapał ją za podbródek, zmuszając tym samym żeby spojrzała mu w oczy.

-Nie przerywaj mi! Skoro mówię że masz się nie ruszać to masz się nie ruszać, rozumiesz!- brunetka bała się. W jej oczach zbierały się łzy, a w gardle pojawiła się ogromna gula. -Spytałem czy rozumiesz!- brunet jeszcze bardziej ścisnął jej podbródek

-Tak- wyszeptała próbując nie wybuchnąć płaczem.

-To rób co mówię!- pchnął ją tak że wylądowała na krześle które stało obok.

Chłopcy stali w szoku, jeszcze nigdy nikt z nich nie widział żeby ktoś tak traktował kobietę. Kiedy brunetka wylądowała na krześle chcieli zareagować, lecz drogę przecięło im trzech ochroniarzy bruneta.

-Idziemy- rozkazał brunet

Dziewczyna spojrzała załzawionymi oczami na przyjaciółkę po czym ruszyła posłusznie za chłopakiem. Za nimi ruszyli ochroniarze.

-Co to miało być?- jako pierwszy odezwał się Izzy

Blondynka pokiwała tylko głową dając im do zrozumienia że nie będzie o tym rozmawiać po czym spojrzała smutnym wzrokiem na swoją przyjaciółkę.

***


Brunetka stała twardo przy narzeczonym sztucznie uśmiechając się do ludzi z którymi on rozmawiał. Powstrzymywała się by nie spojrzeć na przyjaciółkę, wiedziała że wtedy wybuchnie płaczem a to było jej teraz najmniej potrzebne, wiedziała że narobiłaby sobie tym kłopotów których i tak miała już wystarczająco.

Cały wieczór czuła że ktoś ją obserwuje, wiedziała że była to z pewnością Eva. Tak bardzo chciała teraz pobiec do niej i wypłakać się na jej ramieniu.

W końcu doczekała się końca tej całej szopki. Kiedy wychodziła w przejściu minęła się z bratem Evy. Chłopak słodko się do niej uśmiechnął patrząc jej w oczy. Cataleya odwzajemniła uśmiech po czym spuściła wzrok i ruszyła za narzeczonym do samochodu. Blondyn odprowadził ją wzrokiem po czym poczekał aż odjedzie.

-Cataleya- szepnął do siebie

-No stary, chodź zwijamy się już- obok niego pojawili się jego przyjaciele wraz z jego siostrą która przez cały wieczór siedziała smutna mówiąc nie wiele.

 

Kiedy byli już w domu blondynki który przez pewien czas miał być też domem chłopaków każdy rozszedł się do swojej sypialni. Blondyn ściągnął niewygodny smoking po czym udał się pod prysznic. Chłodne krople wody orzeźwiły go sprawiając tym samym że jego senność odeszła. Ubrał na siebie dres po czym usiadł na parapecie wpatrując się w widok za oknem. Spojrzał na półkę przy łóżku. Chwycił swój aparat i cicho wyszedł z pokoju. W korytarzu ubrał buty i wyszedł delikatnie zamykając drzwi za sobą.

 

 

Cdn.

 

Dziękuję za miłe komentarze :* <3

Moniś ty wiesz :***

 

 


 

wtorek, 2 grudnia 2014

Prolog

Prolog


Jaskrawe promyki zachodzącego słońca przedzierały się przez pomarańczowe zasłony. Subtelnie tworząc na ścianach nieokreślone cienie przedmiotów. Delikatny wiatr który wdzierał się przez otwarte drzwi balkonu poruszał białymi firankami, powodując prawie niedosłyszalny szmer. Cataleya siedziała w wiklinowym bujanym fotelu, trzymając w dłoniach biały T-shirt należący do Niego. Stopą lekko odpychała się od podłogi, a wysłużone krzesło przy każdym takim ruchu cichutko skrzypiało. Przymknęła zmęczone powieki odchylając głowę do tyłu. Z płuc wypuściła powietrze nabierając kolejną jego dawkę. Wskazującym palcem zaczęła wybijać rytm który idealnie synchronizował się ze skrzypiącym drewnem. Zza okna dochodził szum morza który idealnie wpasował się w to wszystko. W pewnej chwili gałązka drzewa uderzyła w okno, burząc tą harmonie. Wzdrygnęła się gwałtownie, upuszczając koszulkę na ziemię. Poczuła ulgę, uświadamiając sobie jak bardzo jej palce były zaciśnięte na materiale. Potrząsnęła nieznacznie głową. Wstała, udając się do kuchni. Z lodówki wyjęła dzbanek z lemoniadą nalewając ją do szklanki. Chwyciła szklankę z napojem po czym wyszła boso na taras nie domykając drzwi. Usiadła na drewnianym tarasie, który prowadził wprost na piaszczystą plażę. Upiła łyk napoju odstawiając szklankę na bok. Podparła się rękami wyciągając twarz w stronę słońca, które powoli zanurzało się w morzu. Woda cała błyszczała. Brunetka skrzyżowała nogi, przesuwając dłonie za plecy. Przymknęła oczy, wsłuchując się w to co ją otacza. Lekki podmuch wiatru bawił się jej włosami. Zapach który się tam unosił był czymś niesamowitym, czymś czystym i nieskazitelnym. Tutaj chciała zapomnieć, ukoić swój ból i uczyć się żyć na nowo. Nie sądziła że jej los tak się potoczy, ale musiała stawić mu czoła i nie poddawać się, w końcu to wszystko nie mogło tak po prostu pójść na marne. Powoli wstała po czym zanurzyła stopy w ciepłym jeszcze piasku. Powoli i z gracją podeszła do brzegu. Stała tak chwilę a jej stopy co jakiś czas oblewała morska woda. Letni wiatr otulał przyjemnie jej twarz. Założyła ręce na piersi delektując się tym wszystkim. Stała tak póki słońce nie zaszło całkowicie. Odwróciła się po czym bez pośpiechu wróciła do domku.

Harmonijny dźwięk dzwonka zawieszonego przed drzwiami wejściowymi rozległ się po mieszkaniu, a towarzyszący temu charakterystyczny szczęk zamka sprawił że zadrżała. Odetchnęła głęboko, kierując się w stronę przedpokoju.

-Antonio to ty?- pytanie wydało się jej retoryczne bo przecież nikt oprócz niego nie wiedział że tu jest.

-Antonio?- spytała poirytowana nie uzyskaniem odpowiedzi. Cofnęła się do kuchni gdzie rozejrzała się za jakimś przedmiotem obrony. Chwyciła w przelocie metalową chochlę. Powtórzyła kilkakrotnie pytanie, ale bez skutku. Odpowiadała jej tylko głucha cisza. Jej serce zaczęło bić szybciej. Wstrzymała oddech a zębami zagryzła dolną wargę. Instynktownie rozglądała się w ciemnym korytarzu. Jej słuch był wyczulony na najmniejszy szmer. Zacisnęła dłonie na swojej broni, podchodząc do drzwi. Drżącą ręką sięgnęła do klamki ostrożnie naciskając na nią i przygotowując się na najgorsze.

-Cataleya.

Zamarła. Chochla wypadła jej z rąk, upadając na posadzkę z przeraźliwym hukiem. Zamrugała gwałtownie tracąc oddech. Na moment jej życie zatrzymało się, a serce przestało bić. Nie była na to przygotowana. Ten charakterystyczny głos odbił się echem w jej głowie powodując przeraźliwy ból pomieszany z radością. Spojrzała na niego. Stał przed nią, jego zniewalające oczy były wpatrzone w jej postać. Nie mogła im się oprzeć i patrzyła w nie jakby pochłaniała z nich energię potrzebną do życia. Nie była pewna czy to on czy to tylko wymysł jej nadszarpniętej psychiki która chciała przywrócić go do jej życia.

 

Cdn.