poniedziałek, 28 grudnia 2015

~21~

~21~


 "Moja wiara umarła pod płotem

A nadzieję straciłam tej nocy.."

Obudziła się, czując przeszywający ból z tyłu głowy. Z trudnością otworzyła ciężkie powieki od razu rozglądając się po pomieszczeniu w którym była. Spojrzała na swoją dłoń do której podłączoną miała kroplówkę. Wyciągnęła z wenflonu przeźroczystą rurkę i podniosła się do pozycji siedzącej. Znajdowała się w jakimś pomieszczeniu którego nie znała. Ciemno bordowe ściany, jedno okno w którym znajdowała się krata, mały stolik, niewielka szafa, w której zapewne były jej ubrania, łóżko na którym siedziała oraz dwoje drzwi po przeciwnych stronach. Wszystko było takie surowe i zimne aż po plecach przeszedł jej dreszcz. Najgorsze było jednak to że w środku czuła się rozbita na milion kawałków, a poczucie strachu które ją ogarniało było tak silne że miała chęć krzyczeć. Wstała z łóżka, czując jak jej ciało jest osłabione. Miała gołe nogi, a na sobie fioletową sukienkę, widocznie ktoś ją przebrał. Sama nie wiedziała jaki jest dzień i ile tak spała. Podeszła do okna, chwytając w dłonie pręty. Zobaczyła tylko kawałek jakiegoś placu po którym przechadzali się ochroniarze z karabinami.

-Chris gdzie jesteś?- Wyszeptała przykładając czoło do prętów. Po policzku popłynęły jej dwie łzy, gdy nagle usłyszała przeraźliwe trzaśnięcie drzwiami. Szybko wytarła łzy odwracając się w tamtą stronę.

-W końcu się obudziłaś kochanie. - Patrzyła na jego sylwetkę z przerażeniem.- Dobrze się składa bo za parę dni nasz ślub.- Podszedł z uśmiechem do łóżka siadając na nim.

-Wolę umrzeć niż wyjść za ciebie.- Spojrzała mu w oczy.

-Twoje życzenie zostanie spełnione, ale dopiero po tym jak powiesz „tak”.- Na jego twarzy pojawił się wzgardliwy uśmiech.

-A co jeśli powiem „nie”? - Z twarzy bruneta zszedł uśmiech. Wstał z łóżka zbliżając się do Cataleyi. Stanął naprzeciwko niej, jedną dłonią opierając się o ścianę.

-Zapomniałaś już o swojej siostrze?- Spojrzał jej w oczy, na co ona spuściła wzrok wbijając go w kafelki na podłodze.

-Nie mam pewności że ona w ogóle jeszcze żyje. - Te słowa zadziwiająco łatwo przeszły przez jej gardło, co było czymś nowym dla niej samej.

-Nie zapominaj o swoim kochasiu.- Złapał ją za podbródek tym samym zmuszając by spojrzała mu w twarz.- Jeśli zrobisz coś co mi się nie spodoba, on zginie. Zabiję go bez mrugnięcia okiem. Jego, Evę i wszystkich na których ci zależy.

-Nie możesz tego zrobić!- Krzyknęła. - Zrobię wszystko, ale zostaw Chrisa w spokoju.- Jej oddech był niemiarowy, a serce biło niespokojnie.

-Wiedziałem że się dogadamy.- Uśmiechnął się triumfalnie po czym puścił jej podbródek i odwracając się podszedł do drzwi wyjściowych. - Zobaczymy się później Skarbie.- Mruknął nie odwracając się i wyszedł zatrzaskując za sobą drzwi.

Złapała się za głowę nie mogąc znieść niesfornej fali bólu. Opadła na kolana, czując jak pod powiekami zbierają się jej łzy. Ale obiecała sobie że zrobi wszystko by tylko uratować Chrisa, nie pozwoli go znowu skrzywdzić.

 

Sama nie wiedziała ile tak siedziała, ale po pewnym czasie do pokoju znowu ktoś wszedł. Okazało się że przyszła do niej pielęgniarka z ochroniarzem. Kobieta posadziła ją na łóżku, po czym z ręki wyjęła jej wenflon tłumacząc że nie jest jej już potrzebny. Zaprowadziła ją do łazienki, gdzie pomogła się jej umyć a na siniaki które były jeszcze widoczne nałożyła maść. Cataleya spojrzała w swoje odbicie w lustrze, jej cera była wyblakła, oczy miała podkrążone a na lewym policzku widniał jeszcze ślad po ręce Carlosa. Po tym wszystkim pielęgniarka bez słowa wyszła wraz z ochroniarzem a brunetka została sama w swoim więzieniu.


Tej nocy nie mogła zmrużyć oka. Za każdym razem kiedy zamykała powieki pojawiał się obraz Chrisa, nad którym swoją złość rozładowuje Carlos. Momentalnie dreszcz przeszedł wzdłuż jej ciała. Podłożyła ręce pod głowę wpatrując się tępo w sufit, na którym tańczyły różne cienie przez wdzierające się światło z okna. Jej jedynym marzeniem w tamtym momencie było przytulenie się do jej blondyna. Chciała schować się w jego ramionach, poczuć jego zapach, dotyk. Nigdy nie przypuszczała że zakocha się w kimś tak bardzo. Była wręcz uzależniona od niego, a każda rozłąka z nim powodowała że ona sama umierała, cząstka po cząstce jej ciało i umysł wymierały. Dużo by dała by przed śmiercią jeszcze raz poczuć smak jego ust, ale musiała przyzwyczaić się do myśli że to jest niemożliwe. Wszystkie te chwile które przeżyli razem, była mu za nie taka wdzięczna. Miała wrażenie że Bóg zesłał jej go jako wynagrodzenie za wszystkie krzywdy których doznała. Był to promyk światła w mroku jej życia. Ulotna chwila, za którą była niezmiernie wdzięczna. Niestety wszystko co dobre ma swój kres, i teraz też tak miało być. Jej szczęśliwe chwile się skończyły i musiała zrobić wszystko co było w jej mocy by go ocalić. Tak go pokochała że nawet śmierć za tą miłość była tylko małą błahostką. Wierzyła że kiedyś, gdzieś tam wysoko ich dusze, połączone na zawsze w jedno odnajdą się i będą mogły być ze sobą już na zawsze i nic i nikt im w tym nie przeszkodzi. Przymknęła powieki chcąc chodź przez chwilę przypomnieć sobie jego cudowny uśmiech i oczy, w których za każdym razem tonęła.

Usłyszała przeraźliwe trzaśnięcie drzwiami aż podskoczyła na łóżku przyjmując pozycję siedzącą. W ciemności ujrzała wysoką dobrze zbudowaną sylwetkę. Wiedziała że to Carlos. Zaczął zbliżać się do niej chwiejnym krokiem, bełkocząc coś niezrozumiale pod nosem. Poczuła jak jej ciało drętwieję a każdy mięsień napina się. Serce biło jej w takim tempie że miała wrażenie że zaraz wyrwie się z jej piersi. Chłopak podszedł do łóżka, wypijając z butelki resztkę alkoholu, po czym rzucił pustą butelką o ścianę. Szkło rozprysło się po całym pomieszczeniu, a po ciele brunetki przeszedł dreszcz. Czuła że czeka ją coś złego. Przyszedł tu, bo chciał zrobić jej krzywdę.

-Po co przyszedłeś?- wydukała z siebie drżącym głosem, z ledwością przełykając ślinę.

-W końcu jesteś moją narzeczoną, chyba mam prawo spać z tobą.- Bez uprzedzenia usiadł na łóżku.

-Carlos idź do siebie.- Brunetka zaczęła bać się coraz bardziej.

-Nie pieprz tylko kładź się obok.- Rozkazał ciągnąc ją tym samym za rękę. Był na tyle silny że jej ciało ponownie znalazło się w pozycji leżącej.

Leżała plecami do niego, modląc się by usnął albo odszedł. Brunet przysunął się bliżej oplatając dłonią jej talię. Na szyi czuła jego oddech, z którego wyraźnie wydobywał się odór alkoholu.

-Zabawimy się?- Wyszeptał do jej ucha, na co wzdrygnęła się czując napełniający ją strach. Jego ciało zwarte było z jej ciałem. Jego dłoń błądziła po jej ciele, coraz śmielej schodząc w dół. Kiedy poczuła że wsadził ją pod jej koszulę nocną zacisnęła mocno wszystkie mięśnie. Próbowała się szarpać, ale trzymał ją na tyle mocno że nie miała żadnej szansy ucieczki. Jego dłoń błądziła po jej pośladkach, brzuchy aż w końcu wsunął ją pod jej majtki. Jego palce gwałtownie i boleśnie atakowały jej kobiecość.

Na szyi czuła jego mokre pocałunki, i przyspieszony oddech.

-Carlos nie rób tego. Błagam cię.- Wykrztusiła z siebie wraz ze łzami które wypłynęły z jej oczu.

-Pewnie podobało ci się jak ten Laluś cię pieprzył co? Jestem pewny że lubisz takie zabawy, w końcu pieprzysz się na prawo i lewo. - Jednym ruchem obrócił ją na brzuch. Rozszerzył jej nogi, a sam wszedł pomiędzy nie.

-Carlos błagam cię.- Brunetka zaczęła szlochać, próbując się podnieść.

-Zamknij się suko!- Mocno przycisnął jej twarz do poduszki. Drugą dłonią zsunął z siebie spodenki i bieliznę. Puścił jej głowę, a jego dłonie znalazły się na jej pośladkach. Nagle poczuła jak rozrywa jej majtki. Chciała krzyczeć, ale miała w gardle ogromną gulę która uniemożliwiła jej to. Z oczu bez kontroli wypływały łzy, a jej ciało zaczęło całe drżeć. Napluł sobie na rękę, po czym przeciągnął po swoim członku. Poczuła ciężar jego ciała na sobie, a po chwili przeraźliwy ból tam na dole. Bezgłośnie krzyknęła zaciskając dłonie na pościeli. Jej wszystkie mięśnie były napięte niczym struna, co powodowało jeszcze większy ból. Poruszał się w niej gwałtownie i z agresją. Jego oddech był przyspieszony. Zachowywał się niczym zwierzę.

Czuła rozrywający ból w całym ciele. Modliła się by przestał, błagała w myślach żeby to się skończyło. Płakała bo to jedyne co mogła zrobić. Jej palce mocno zaciskały pościel, czuła jak paznokcie boleśnie wbijają się w materiał. Jego ruchy stały się coraz szybsze i mocniejsze, nie mogła tego wytrzymać. Ból był nie do zniesienia. Wolała umrzeć, niż czuć to co czuła w tamtym momencie. Złapał ją mocno za włosy. Zrobił jeszcze kilka pchnięć i doszedł. Oparł spocone czoło o jej plecy sapiąc głośno. Czuła jak jego sperma spływa po jej nogach. Miała ochotę zwymiotować.

Podniósł się z niej i bez słowa zaczął się ubierać. Po chwili wyszedł zatrzaskując drzwi.

Cataleya leżała bez ruchu, czując coraz większe obrzydzenie do siebie. Podniosła się i z trudnością wstała z łóżka. Całe jej ciało drżało, nogi miała jak z waty. Łzy ciekły po jej policzkach zamazując obraz przed oczami. Chwiejnym krokiem poszła do łazienki. Drżącą ręką ściągnęła z siebie ubranie, po czym weszła pod prysznic. Odkręciła wodę, sięgając po gąbkę i mydło. Jej oczy były puste i skupione w jednym punkcie. Tarła swoją skórę najmocniej jak tylko mogła. Chciała pozbyć się jego zapachu, dotyku. Wszystko to sprawiało że było jej niedobrze i zaczęła nienawidzić własne ciało. Po chwili zsunęła się bez sił na ziemię. Otuliła nogi rękami i zaczęła głośno szlochać wyrzucając z siebie to wszystko. Krzyczała zaciskając dłonie w pięści. Było jej okropnie źle. Nie mogła uwierzyć w to co się stało. Teraz jeszcze bardziej pragnęła by blondyn był tu z nią.

Po kąpieli wyciągnęła z szafy jakiś dres opatulając się nim. Bluzę zapięła pod samą szyję, czując jak jej ciało drży z zimna i nerwów. Spojrzała na łóżko, gdzie zrobił jej to. Usiadła na podłodze w koncie pokoju, podkurczając nogi pod siebie i układając na nich głowę.

Kiwała się do przodu i tyłu próbując uspokoić drżenie ciała. Miała nadzieję, że to tylko najgorszy z koszmarów, który skończy się, jak tylko się obudzi....


Obudził się z krzykiem, cały zalany potem. Śniło mu się coś okropnego. Śniło mu się że ktoś zrobił jej krzywdę, a on nie mógł nic na to poradzić. Wytarł spocone czoło, i wstał z łóżka. Podszedł do okna, czując w środku jakiś cholerny niepokój. Coś było nie tak i doskonale o tym wiedział. Zagryzł wargę zaciskając dłonie w pięści. To cholerne uczucie bezsilności i niemożności dobijało go. Spojrzał w ogromny księżyc który tej nocy był w pełni.

-Gdzie jesteś Cataleyo?

 

Cdn.

Przepraszam że tak dawno nic nie było :(

Buziaki :****

środa, 18 listopada 2015

~20~

~20~


 "...Tracimy szanse, pociągi się wykolejają..."

Obudził go ciepły wiatr, który delikatnie muskał jego policzki. Otworzył powieki, szybko i nerwowo rozglądając się. Był na tarasie domu, w którym po raz pierwszy kochał się z Cataleyą. Bolała go głowa i nie do końca rozumiał co się dzieje. Wstał, przecierając powieki. Spojrzał w niebo gdzie od razu słońce oślepiło go swoim blaskiem. Zmrużył oczy rozglądając się. Wtedy zobaczył ją. Stała przy brzegu a jej stopy co jakiś czas oblewane były falami oceanu. Była ubrana w białą koronkową sukienkę, we włosach miał wpleciony wianek, który chodź w pewnym stopniu dyscyplinował jej włosy którymi bawił się wiatr. Poczuł dziwny ścisk w brzuchu. Zerwał się szybko biegnąc w jej stronę.

-Cataleya..kochanie.- stanął naprzeciwko niej łapiąc ją za ręce. Brunetka spojrzała na niego spokojnie. Na jej twarzy zawitał uroczy uśmiech. Jej twarz była taka spokojna, a w oczach miała ten blask który on tak bardzo pokochał. Wyglądała tak wspaniale i pięknie.

-Boże to naprawdę ty.- Złapał ja za twarz patrząc chwilę w jej oczy, po czym zamknął ją w silnym uścisku. Czuł jak łzy pulsują mu w oczach. Przymknął powieki nie pozwalając im się wydostać i zaciągnął się zapachem jej włosów które oplatały jego twarz.

-Tak się bałem że cię straciłem..Myślałem że..ty, Carlos. - Oderwał się na chwilę spoglądając znowu na jej twarz. Nie miała żadnego siniaka, ani nawet zadrapania.

Uśmiechała się do niego promiennie. Podniosła dłoń i przyłożyła do jego policzka delikatnie go głaszcząc.

Było to tak delikatne i subtelne jak muśnięcie skrzydeł motyla. Głęboko spojrzała mu w oczy.

-Nigdy mnie nie stracisz Chris.- Wyszeptała przybliżając się bliżej. - Już na zawsze będę twoja.- Przyłożyła drugą dłoń do jego policzka. Blondyn przymknął oczy, czując delikatne muśnięcie jej ust na swoich. Kiedy otworzył powieki nie było jej. Wystraszony zaczął rozglądać się dookoła.

-Cataleya!- krzyknął czując ogarniający go strach. Nagle bezchmurne niebo zaczęło przybierać granatowego koloru, a chmury coraz gęściej zaczęły na nie napływać. Ocean wzburzył się, a wiatr przestał być już tak delikatny i przyjemny, a zmienił się w nieprzyjemny sztorm. Zdezorientowany zaczął biec w stronę domu, ciągle wykrzykując imię ukochanej. Nagle poczuł silny ból który przeszył jego głowę. Upadł na piasek łapiąc się za nią. Ostatni raz wykrzyczał imię ukochanej zanim jego twarz opadła na zimny piasek.

 

-Chris! Chris!-usłyszał jak ktoś go woła. Jego powieki były tak ciężkie że przez chwilę walczył z nimi próbując chodź na chwilę je otworzyć z nadzieją że ujrzy swoją Cataleye. Oślepiło go jaskrawe światło. Zamrugał kilkakrotnie przyzwyczajając oczy do światła. Jego rozmazany wzrok po chwili unormował się.

-Boże Chris jak dobrze..tak się martwiłam.- poczuł silny uścisk. Zdezorientowany rozejrzał się. Był w jakiejś sali, leżał na łóżku a jego lewa ręka była podłączona do jakiegoś urządzenia i kroplówki. Spojrzał na swój tors do którego przytulona była jego siostra. Koło łóżka stał Jay z opatrunkiem na nosie.

-Chris ja tak strasznie przepraszam.- Blondynka zaczęła szlochać.

Dopiero teraz zaczął przypominać sobie co się stało. Obrazy katowanej brunetki uderzały go sprawiając niemiłosierny ból w jego głowie. Serce zaczęło szybciej mu bić a krew w żyłach pulsowała. Wolną ręką odsunął od siebie siostrę, patrząc na jej zapłakaną twarz.

-Gdzie Cataleya?!- wysyczał z zaciśniętymi zębami. Blondynka spuściła wzrok, ponownie zaczynając szlochać. Blondyn przeniósł wzrok na bruneta, który tylko ze zrezygnowaniem pokiwał głową. Czuł jak wszystkie mięśnie napinają się a w środku wzbiera w nim złość. Zacisnął pięści na prześcieradle klnąc coś pod nosem. Odłączył z ręki to co miał przypięte i gwałtownie wstał z łóżka. Poczuł jak boli go brzuch i głowa, ale w tym momencie to było mało ważne dla niego. Ruszył w stronę drzwi twardo trzymając się na nogach.

-Chris co ty robisz? -Eva krzyczała za nim ale nie zważając na nią wyszedł na korytarz. Rozejrzał się. Na jednym z krzeseł siedział Antonio. Podszedł do niego najszybciej jak tylko potrafił. Mężczyzna zauważając go wstał. Jego mina mówiła wszystko. W oczach miał złość pomieszaną z żalem i wyrzutami.

Nie panując nad nerwami blondyn złapał go za koszulkę.

-Gdzie Cataleya?

Mężczyzna złapał za jego dłonie i jednym ruchem zrzucił je z siebie. Posłał mu pogardliwe spojrzenie.

Blondyn poczuł jak ból przeszywa jego ciało, a nogi odmawiają mu posłuszeństwa. Obraz zaczął się rozmazywać i gdyby nie Antonio wylądowałby na podłodze.

...


Otworzył oczy i znowu to nieprzyjemne światło oślepiło go. Leżał na łóżku a jego ręka ponownie przypięta byłą do różnych kabelków. Nie wiedział ile spał, ale za oknem było dosyć jasno co wskazywało na to że jest środek dnia.

-Zaufała wam.- usłyszał spoglądając w kąt sali. Stał tam Antonio. - Jak mogliście...- zrobił kilka kroków w stronę blondyna. Obaj spojrzeli sobie w oczy.

-Błagam powiedz mi co z nią.- Blondyn wspiął się na łóżku, ale ból w brzuchu nie pozwalał mu na więcej.

Mężczyzna spuścił głowę, machając nią delikatnie. Wziął głęboki wdech po czym ponownie spojrzał na blondyna.

- W żadnym szpitalu w promieniu 50 km jej nie ma. Willa została opuszczona, jest w niej tylko kilka ochroniarzy i gosposia. Marko i Carlos rozpłynęli się w powietrzu...A Cataleya...nawet nie wiemy czy żyje. - Odwrócił twarz nie patrząc na chłopaka.

Chris poczuł jak coś zgniata jego serce, powodując że nie może oddychać.

-Nie mów tak ona na pewno..

-Co na pewno?! Nic teraz nie jest pewne rozumiesz NIC!- zacisnął pięści patrząc na Watrina ze złością.- Jak mogliście być tacy nieodpowiedzialni? Gdybym tylko wiedział..-podszedł do okna uderzając pięścią w parapet.-Obiecałem jej ojcu..obiecałem jej że ją wyciągnę z tego. -Mężczyzna spojrzał w okno.

-Ona żyje! Musimy ją znaleźć. Rozumiesz! Ona nie mogła..-Słowa które chciał wypowiedzieć ugrzęzły mu w gardle.

-Jak chcesz to zrobić?- Brunet odwrócił się. - Ci z góry dostali to czego chcieli...ostatnie na co się zgodzili to poczekać na urodziny Cataleyi, na których miał się odbyć ślub..ona już nie ma dla nich wartości, nie będą narażać agentów na to by ją odnaleźć.

-Jak to? A jej siostra przecież..

-To od początku był blef. Jej siostra nie żyje...Posłużyliśmy się tą samą bronią co Marco..To był jedyny sposób by Cataleya poszła na współpracę, po wszystkim miała być bezpieczna, ale teraz gdy zniknęła..oni nie chcą robić nic więcej..Więcej ich nie obchodzi..

Blondyn nie mógł uwierzyć w to co usłyszał. Poczuł że świat wali mu się, a on nic nie może zrobić.

-Nie możecie..- wydukał patrząc załzawionymi oczami na agenta.

-Przykro mi..jedyne co pozostało to czekanie.- Podszedł do drzwi po czym bez słów wyszedł zostawiając Chrisa samego.

Czuł jak łzy mimowolnie płyną po jego policzku. Nawet nie mrugał. Serce bolało go tak bardzo że jedyne co w tej chwili chciał zrobić to krzyczeć z tego bólu i złości. Potrząsnął głową wyrzucając z niej myśl o śmierci jego ukochanej. Jednocześnie czuł się taki bezsilny i malutki. Nie mógł nic zrobić, a jedyna osoba która mogła mu pomóc kazała po prostu czekać. Wziął kołdrę którą był przykryty i przycisnął mocno do twarzy, krzycząc z rozpaczy i nerwów. Nawet nie próbował hamować łez które wypływały z jego oczu.

Poczuł czyjąś dłoń na ramieniu. Odchylił głowę. Stała tam jego siostra. Patrzyła na niego załzawionymi oczami.

-Jak mogłaś?!-odtrącił jej dłoń patrząc wrogo.

Wytarł mokre policzki odwracając wzrok od siostry. Czuł taką złość na nią że nie mógł nawet na nią patrzeć.

-Chris ja nie chciałam. Myślałam że w ten sposób uratuję ciebie.- Wyszlochała łapiąc go za ramię.

-Nie dotykaj mnie.- wyszarpał swoja rękę.- Jeśli ona..-zaciął się biorąc powietrze do płuc.- umrze to będziesz współwinna.- Spojrzał jej w oczy.

Te słowa można było porównać z policzkiem. Zdrętwiała patrzyła na brata który w oczach miał tyle nienawiści do niej. I bez tego czuła się beznadziejnie. Zawiodła..Zdradziła.. Czuła że dotknęła dna, ale tak bardzo żałowała tego co zrobiła.

-Chris..- wyszeptała czując jak oczy pieką ją od łez.

-Wyjdź.-wysyczał.

-Chris proszę cię...

-Wyjdź!-podniósł głos.- Nie chcę cię widzieć!- wysyczał patrząc jej prosto w oczy.

Zrezygnowana spuściła głowę i podeszła do drzwi.

-Przepraszam..-powiedziała drżącym głosem po czym wyszła z sali.

Zacisnął pięści na prześcieradle mnąc materiał najbardziej jak potrafił.

Pozwolił wypłynąć łzą które coraz ciaśniej ściskały się w jego powiekach. Płakał czując jakby przegrał wszystko..przegrał swoje życie, które bez brunetki nie miało jakiegokolwiek sensu. Jednak w środku niego była ta mała nadzieja, że ona żyje...Nie dopuszczał do siebie że to mogło się tak skończyć...mocno wierzył w to że jeszcze ją zobaczy..że znowu poczuje jej dotyk i smak. Nie wiedział kiedy..ale czuł że tak będzie.


Po kilku dniach został wypisany ze szpitala. Nie rozmawiał z nikim. Evę omijał szerokim łukiem, co jeszcze bardziej wpędzało ją w poczucie winy. Jedyną osobą która była przy niej i nie pozwalała całkowicie się załamać był Jay. On również to wszystko przeżywał, ale tak jak i Eva czuł się winny. Chrisowi schodził z drogi i nie wchodził z nim w żadne dyskusje. Blondyn całymi dniami przesiadywał w pokoju nie mając ochoty na nic. Czuł jak z kolejnym dniem czekania umiera..Kawałek po kawałku zamienia się w nicość. Antonio nie odezwał się od wizyty w szpitalu co jeszcze bardziej przyprawiało go o beznadziejny nastrój. Kiedy kolejnego dnia nie mógł już wysiedzieć, ubrał na siebie czapkę z daszkiem i bez słowa wyszedł z domu. Szedł ulicami mijając zadowolonych i szczęśliwych ludzi, którzy przyjaźnie się do niego uśmiechali. Nie miał najmniejszej ochoty na odwzajemnianie gestu. Szedł ze spuszczoną głową, a nogi same niosły go w docelowe miejsce. Kiedy stanął przed dużą starą bramą, wszystkie wspomnienia wróciły uderzając go ze zdwojoną siłą. Wziął głęboki oddech, przełykając ślinę i wszedł. Brama jak i za tamtym razem teraz również przeraźliwie zaskrzypiała a on ponownie znalazł się na tym podwórku otoczonym murami. Zrobił kilka kroków, a grupka dzieci otoczyła go radośnie tańcząc i skacząc wkoło niego. Mimowolnie jego kąciki ust delikatnie się uniosły. Poklepał kilkoro dzieci po głowach po czym ruszył przed siebie. Stanął przed ogrodem. Zrobił kilka kroków po czym usiadł na trawie. Było tu tak samo jak wtedy. Trawa była tak samo zielona, niebo tak samo niebieskie a słońce tak jak wtedy świeciło. Jednak tym razem nie było tu jej, a jego serce nie było przepełnione taką radością jak wtedy. Teraz Był w nim tylko smutek i ta tęsknota która aż paliła go od środka.

-Czekałem na ciebie.- nagle obok niego usiadł kapłan.

-Na mnie? Dlaczego?

-Czułem że stało się coś złego..Cataleya od tak dawna nie była na grobie swoich rodziców, mnie też nie odwiedziła...

-Ona..nie mogę proszę księdza to wszystko mnie przerasta. Wyżera mnie od środka.- spojrzał na kapłana który kiwał tylko głową w akcie że rozumie.

-Posłuchaj mnie chłopcze. Nigdy nie możesz się poddać. Musisz wierzyć i mieć nadzieję. Od Boga dostajemy bowiem tylko tyle ile potrafimy unieść. Pamiętaj że wiara czyni cuda, ale to nadzieja umiera jako ostatnia. A ty nie możesz pozwolić jej umrzeć..Musisz wytrwać w tym wszystkim...Swoją wytrwałością bowiem dasz też siłę Cataleyi. Bo nie ma większej siły niż miłość i pamiętaj o tym..Prawdziwej miłości nie rozdzieli nic, nigdy..

Chris patrzył na niego wsłuchując się w każde słowo, które wypowiedział do niego kapłan. Wszystko jakby od nowa budowało w nim tą nadzieję, którą przez te kilka dni pomału tracił.

-Wierzę i nie poddam się.- Wyszeptał na co kapłan pokiwał głową śląc mu delikatny uśmiech.

 

Cdn...

Dziękuję że jesteście <3

poniedziałek, 9 listopada 2015

~19~

~19~


Game over...



Ich serca praktycznie zamarły, a oddechy stały się ciężkie i powolne. Atmosfera która teraz panowała w pomieszczeniu była tak gęsta, że można było kroić ją na plastry. Carlos wszedł do pokoju, razem z kilkoma mężczyznami, którzy wyglądali tak jakby każdą chwilę spędzali na siłowni. Nie patrzyła na niego, bojąc się tego co może zobaczyć w jego oczach. Wzrok miała spuszczony na dół. Chris złapał jej dłoń mocno zaciskając palce. Odwzajemniła uścisk, wiedząc gdzieś w podświadomości że to ostatni raz kiedy może poczuć jego dotyk.

-No proszę proszę...nasi zakochani.-Carlos zaśmiał się tak głośno że podskoczyła ze strachu na krześle, a po chwili poczuła na ramionach jego dłonie.

-Zostaw ją!-blondyn gwałtownie wstał łapiąc Carlosa za koszulkę.- Już nigdy jej nie dotkniesz rozumiesz!-wysyczał mu patrząc pewnie w oczy.

Carlos uśmiechnął się, patrząc z pogardą na blondyna. Jednym ruchem zrzucił z siebie dłonie blondyna, po czym wskazał ruchem głowy na swoich goryli. Dwóch z nich od razu podskoczyło do blondyna łapiąc go za ręce. Szarpał się, ale nie miał na tyle siły by się uwolnić. Brunet zaś podszedł do Cataleyi i jednym ruchem odwrócił jej krzesło tak by miała dokładny widok na uwięzionego Chrisa.

-Obiecałeś.- Wszystkie oczy skierowały się na Evę, która stała, trzymając się stołu. Jej nogi były jak z waty, a głos drżał ze strachu.

-A no tak zapomniałem.- brunet wskazał dłonią na Evę i Jaya przy których po chwili znaleźli się jego ludzie. Przywiązali ich do krzeseł, zaciskając węzły tak mocno że nie mieli jak się ruszyć. Jay próbował się szarpać, niestety jego działania na nic się nie zdały. Jeden z ochroniarzy uderzył go mocno w twarz, dokańczając wiązanie.

Blondynka przestraszona spojrzała na niego, miał twarz opuszczoną na dół, a z nosa ciekła mu krew. Była tak sparaliżowana strachem że nie umiała nic z siebie wydusić. Posłusznie dała się przywiązać...

-A więc tak chcieliście się ze mną zabawić. Moja narzeczona przyprawiła mi rogi z takim chłystkiem.- podszedł do blondyna i łapiąc go za włosy mocno szarpnął jego głowę do tyłu.

-Podobało ci się posuwanie mojej przyszłej żony? Na pewno, w końcu jest taka delikatna, subtelna i o ile się nie mylę byłeś jej pierwszym...-zaśmiał się po czym drugą ręką z całej siły uderzył blondyna w brzuch.

Chłopak ryknął z bólu plując krwią.

-Pytam, podobało ci się?!- krzyknął znowu go uderzając.

-Puść go.- wyjąkała wstając z krzesła. Spojrzała na blondyna. Miał zakrwawione usta z których sączyła się krew, włosy zmierzwione i zamglony wzrok. Miała wrażenie że gdyby nie dwóch goryli którzy go podtrzymywali osunął by się na ziemię. Poczuła okropne gorąco które uderza ją, z podwójną siłą. Nie mogła pozwolić na jego krzywdę..wszyscy tylko nie on...

-Co powiedziałaś Skarbie?- Oprawca odwrócił się w jej stronę.

-Puść go, to o mnie ci chodzi. To moja wina, oni nie mają z tym nic wspólnego..Zostaw ich.- ostatnie słowa prawie że wyszeptała. Brunet podszedł do niej. Spojrzała na jego twarz widząc w jego oczach szaleństwo i złość. Przez chwile miała wrażenie że tak wyglądają oczy szatana.

Złapał za jej podbródek i przekręcił w stronę siedzącej blondynki.

-Widzisz ją. To wszystko dzięki twojej przyjaciółce.-odwróciła się gwałtownie spoglądając na niego. Nie kłamał...

-To ona was wydała i to dzięki niej wszystkiego się dowiedziałem. Dziękuję Evo.- kiwnął w stronę blondynki śmiejąc się w głos.

Brunetka spojrzała na przyjaciółkę, licząc że zaprzeczy tym oszczerstwom. Jednak tak się nie stało. Zamiast tego dostrzegła jej przepraszające spojrzenie, pełne skruchy i wstydu.

-Cataleya wybacz mi, chciałam tylko ratować Chrisa.- Odwróciła głowę nie mogąc już tego znieść. Miała wrażenie że w tej chwili ktoś wbił potężny, tępy nóż w jej serce i z premedytacją przekrajał je na pół. Czuła każde szepnięcie ostrzy, rozrywające ją od środka. Osoba którą uważała za przyjaciółkę tak ją zraniła. Zdradziła ją, chodź wiedziała jaka jest jej sytuacja... Nagle ogarnęło ją uczucie którego nie była w stanie opisać, coś jakby z pogranicza żalu i wściekłości.

-Widzisz.- powiedział chwytając ją za twarz.- Mnie nie da się oszukać. A każdemu komu przyjdzie to na myśl ginie.- Był tak blisko że czuła jego oddech na twarzy....Pragnęła umrzeć... Jej serce było na tyle złamane że praktycznie już nie żyła. Carlos kiwnął na kolejnego ze swoich ludzi. Wysoki umięśniony facet podszedł do brunetki łapiąc ją za rękę, mocno ściskając.

-Może to nauczy cie w końcu rozsądku i posłuszeństwa. - wyciągnął pistolet.- Chociaż patrzenie na śmierć bliskich to chyba nie nowość dla ciebie.- uśmiechnął się mocno przyciskając pistolet do głowy blondyna.

-Zostaw go!- Brunetka poczuła nagle w sobie tyle siły że sama nie wie jak, ale udało jej się wyswobodzić z uścisku goryla i rzuciła się na Carlosa. - Zostaw go! Nie możesz!- wpadła w amok, uderzała go z całych sił, czując że traci kontrolę nad tym co robi. Od razu podbiegli do niej ludzie Carlosa łapiąc ją mocno za ramiona.

Dopiero teraz dotarło do niej co zrobiła. Spojrzała załzawionymi oczami na bruneta który ociera wargę z krwi. Widziała wściekłość w jego oczach. Jego wzrok przypominał ten który ma rozjuszony byk na polu walki.

-Odsuńcie się.- powiedział do swoich ludzi którzy posłusznie puścili brunetkę odchodząc na bok.

Podszedł do niej. Złapał jej policzki mocno ściskając.

-Ty dziwko, jak śmiałaś!- mocno uderzył ją w twarz. Poczuła jak nogi się pod nią uginają, a ból roznosi się po całej twarzy. - Zobacz co zrobiłaś!- huknął wskazując na pobrudzona koszulę.

-Jesteś nic nie wartą zdzirą!- ponownie ją uderzył, pozwalając by upadła na ziemię.

-Puściłaś się z nim za moimi plecami! Zrobiłaś ze mnie błazna!- krzyczał kopiąc ją. Jej piski, w ogóle na niego nie działały.

Chris spoglądając na ukochaną szarpał się, krzyczał ile tylko miał sił w płucach- wszystko na nic. Mężczyźni tak mocno go trzymali że nie miał żadnych szans na wyrwanie się. Chciał rzucić się na bruneta odciągnąć go od ukochanej. Czuł każde jej uderzenie na sobie..Wolał umrzeć niż patrzeć na to co on jej robi. Nie mógł znieść jej krzyków, i jęków bólu...

Brunet klęknął przy niej, łapiąc ją za ramiona, mocno przycisnął ją do podłogi. Jej wzrok był zamglony, twarz cała poobijana, z ust ciekła jej krew, a z oczu kapały łzy. Oddychała z wielkim trudem.

-Jesteś moja czy ci się to podoba czy nie!- przybliżył swoją twarz do jej.

Spojrzała na niego, po czym swój wzrok przeniosła na zakrwawionego blondyna. Ich spojrzenia skrzyżowały się. Dostrzegł w jej oczach blade iskierki. Te same które podziwiał za każdym razem gdy ją spotykał. Te które zaczarowały go a jego serce wzięły sobie na własność.

Patrzyła mu przez tą niewielką chwilę prosto w oczy, starając się przekazać całą swoją miłość w tym jednym spojrzeniu, całą swoją czułość i uczucie którym go darzyła..

Wiedziała że to ostatni raz kiedy patrzy mu w oczy, ostatni raz dane jest jej widzieć ten wzrok pełen miłości, który zawsze rozpalał jej serce, sprawiając że traciła oddech przy nim.

Ostatni raz kiedy widzi te szarozielone oczy, w których zakochała się od pierwszego wejrzenia.

Ostatni raz kiedy może powiedzieć że go kocha...

Ostatni raz za nim umrze...

-Kocham cię.- bezgłośnie poruszyła ustami.

Czuł że żegna się z nim, pokiwał przecząco głową, chcąc dać jej do zrozumienia żeby tego nie robiła. W jego oczach pojawiły się łzy, a twarz wykrzywiła się w pełen bólu grymas. Nie chciał żeby to robiła..nie mógł pozwolić na to by się z nim żegnała...nie teraz..

Ostatni raz posłała mu swój uśmiech, ten jeden jedyny który był przeznaczony tylko i wyłącznie dla niego...

Wróciła wzrokiem na twarz bruneta.

-Nigdy nie będę twoja!- wykrzyczała mu w twarz, z pełną premedytacją i ostatkami sił.

Carlos patrzył na nią z taką wściekłością jakiej nie czuł jeszcze nigdy. Złapał ją za gardło zaciskając na nim swoje palce.

-Ty dziwko.- wysyczał coraz bardziej zacieśniając uścisk- Jak możesz, szmato.- wpadł w taką furię że nie panował nad sobą.

Brunetka zaczęła się dusić. Krztusiła się, z trudem łapiąc każdą cząstkę powietrza.

Eva która siedziała sparaliżowana, zaczęła krzyczeć, Jay który jej towarzyszył również krzyczał bezsilnie próbując wydostać się z więzów. To co widzieli było okropne, ale najgorszą rzeczą była bezsilność..nie mogli nic zrobić, w żaden sposób nie mogli pomóc Cataleyi..

Chris szarpał się tak mocno, że jeden z goryli podszedł do niego uderzając go mocno w twarz, by się uspokoił. Jednak to nie pomogło, chłopak krzyczał, błagał by Carlos ją zostawił niestety na darmo. Brunet był w takim amoku, że dusił ją nie słysząc wkoło nic. Jej słowa tak go uraziły że po prostu musiał to robić.

Przestał dopiero gdy poczuł że jeden z jego ludzi odciąga go. Spojrzał na niego zamroczony.

-Nie możesz..Marko i plan.- Spojrzał na niego kiwając głową. Wstał z podłogi patrząc z pogardą i triumfem na Chrisa. Poprawił swoją koszulę i otrzepał spodnie.

-Zabierzcie ją.- powiedział do swoich ludzi i nie odwracając się wyszedł z domu.

Dwóch goryli podeszło do brunetki podnosząc ją z podłogi. Była nieprzytomna, ale jej klatka piersiowa delikatnie unosiła się co dowodziło temu że oddycha...że żyje. Mężczyźni ciągnąc jej stopami o podłogę wynieśli ją z domu.

-To co kochasiu, do zobaczenia.- jeden z ludzi Carlosa podszedł do blondyna mocno go uderzając w tył głowy. Dwóch goryli którzy go trzymało rozluźniło swoje uściski, pozwalając by jego ciało bezwładnie opadło na podłogę. Chciał pobiec za nimi, wyrwać Cataleye z ich rąk, ale nie miał siły. Czuł jak każdy skrawek ciała boli go niemiłosiernie, a jego powieki są tak ciężkie że nie ma już siły walczyć z nimi. Pozwolił im opaść.

 

Cdn..  

 

 

czwartek, 29 października 2015

~18~

~18~


 Last kiss...last hug...last breath..

 

       Samochód zatrzymał się w bezpiecznej odległości od willi.

-Cataleyo.- spojrzała na mężczyznę.- Ten pen-drive okazał się bardzo pomocny. Niektóre dane są zaszyfrowane, ale myślę że już nie długo uda nam się je rozszyfrować a wtedy będę mógł cię stąd zabrać.- uśmiechnęła się delikatnie wyobrażając sobie dzień w którym nie będzie musiała już tu wracać.

-Czekam na to.- wyszeptała

-Wiem Cataleyo, ale wytrzymaj jeszcze trochę dobrze?- spojrzał jej w oczy upewniając się czy wszystko jest w porządku.

-Dobrze.- pokiwała głową posyłając mu uśmiech.

-Uważaj na siebie.- powiedział kiedy wychodziła. Pokiwała tylko głową i zamknęła drzwi od samochodu. Rozejrzała się dookoła, w pobliżu nie było żadnej żywej duszy, co uspokoiło ją. Mogła swobodnie pokonać drogę do willi.


Czekała na lotnisku tupiąc nogami. Była zdenerwowana i nie do końca pewna czy dobrze zrobiła zawiadamiając o wszystkim bruneta. Ale wiedziała że to jedyny sposób na odciągnięcie brata od Cataleyi a jej gość miał jej w tym pomóc, w końcu jemu tak samo jak jej zależało na Chrisie.


W tłumie zobaczyła postać bruneta, który ciągnął za sobą średniej wielkości walizkę. Jak zwykle ubrany był nienagannie. Koszula w niebieską kratę i dżinsowe spodnie poszarpane na nogawkach. Włosy postawione do góry i lekki zarost.


-Cześć.- przywitał ją całusem w policzek.


-Hej.- uśmiechnęła się uroczo.


 


-Jak podróż?-spytała kiedy siedzieli już w samochodzie


-W porządku.- odpowiedział rozglądając się przez szybę.


-Powiesz mi co to za plan, przez telefon byłaś bardzo tajemnicza?- spojrzał na nią co doskonale wyczuła.


-Musimy zrobić coś ostatecznego, coś co na zawsze rozdzieli Chrisa i Cataleye..wiem jak to brzmi i że to okrutne ale sam wiesz kim jest narzeczony Cataleyi i co może spotkać Chrisa.- ukradkiem spojrzała na niego. Wyglądał jakby myślał nad czymś.


-Poza tym Chris przez to wszystko przestał pracować, zostawił was, a sam doskonale wiesz ile włożył w zespół i jak wiele znaczy dla niego muzyka..Nie chcę i nie mogę pozwolić na to by zaprzepaścił to wszystko nad czym tak ciężko pracował przez tyle lat. - zatrzymała się na światłach.


Jay intensywnie przetwarzał słowa blondynki.


-Masz rację, nie możemy mu pozwolić na zmarnowanie tego...ale masz już jakiś plan jak to zrobić?


-Tak..będziemy musieli spotkać się z kimś kto im przeszkodzi w tym najbardziej.-ruszyła na zielonym.



-Jay?- spytał blondyn widząc w salonie siedzącego bruneta.


-No cześć stary. Miło że pamiętasz chociaż moje imię, bo nr telefonu chyba wyleciał ci już z głowy.- brunet przywitał się z Chrisem.


-Miałem dzwonić, ale jakoś tak wyszło.- chłopcy zajęli miejsce na kanapie.


-Eva mi już mówiła co wyszło..-brunet zmierzył przyjaciela wzrokiem.- Na kilometr widać że jesteś zakochany po same uszy.- zaśmiał się.


-Masz rację...Zakochałem się i nie ukrywam tego.- blondyn poważnie spojrzał na Jaya.


-Widzę widzę właśnie. - pokiwał głową, a do pomieszczenia weszła Eva.


Usiadła na fotelu.


-Chris, a może Cataleya przyszła by do nas na kolację? - zaproponowała.- w końcu wiemy o niej to miło by było spotkać się w gronie przyjaciół co?


Blondyn spojrzał podejrzliwie na siostrę, ale z drugiej strony takie normalne spotkanie...czemu nie.


-Tylko, że Cataleya ma do dyspozycji tylko nocne wyjścia.


-Nie szkodzi, dla niej nawet noc poświęcimy.- brunet poklepał kolegę po plecach.


-Jay ma rację, ja przygotuję coś dobrego, posiedzimy razem na pewno Cataleya też będzie zadowolona, w końcu dawno jej nie widziałam.


-Macie rację. Na pewno się ucieszy.- blondyn entuzjastycznie wyjął telefon pisząc do swojej ukochanej



Leżała na łóżku wspominając każdy jego pocałunek, każde słowo które wyszeptał do jej ucha..Czuła każdy jego dotyk na swoim ciele. Przygryzła wargę przymykając oczy. Czuła się wspaniale. Czuła że kocha i sama jest kochana. Tylko w jego ramionach była szczęśliwa i czuła że żyje..tylko on..


Z rozmyśleń wyrwał ją telefon.


„Bądź gotowa za dwa dni znowu się spotkamy.


Twój C :* „


Uśmiech mimowolnie pojawił się na jej twarzy, a brzuchu pojawiło się ciepło które tylko on potrafił wywołać u niej. Po słowach Antonia była pewna że teraz już wszystko będzie dobrze a jej życie w końcu nabierze pozytywny bieg. Była tak szczęśliwa że teraz nic nie było w stanie zepsuć jej humoru.


...


Oboje siedzieli w małej kawiarni czekając na swojego gościa, który miał być rozwiązaniem ich problemu. Blondynka strasznie się denerwowała..teraz miała wątpliwości czy faktycznie dobrze robią. Widząc jej stan brunet złapał ją za rękę. Spojrzała na niego, a on delikatnie się uśmiechnął co dodało jej otuchy.


Tą sielankową chwilę przerwało trzaśnięcie drzwiami. Wszedł do środka otoczony dwoma ochroniarzami. Ubrany w czarną skórzaną kurtkę i skórzane spodnie. Na twarzy widniał szelmowski uśmiech, a on szedł pewny siebie, patrząc wprost na nich.


-Co jest niby tak ważnego że chciałaś się ze mną spotkać? -zapytał stając nad nimi.


-Usiądź, musimy porozmawiać.- odrzekła starając się zachować spokój, chociaż w środku cała drżała.


Chłopak rozejrzał się, po czym zajął miejsce na krześle na wprost niej.


-A więc?- zapytał widocznie znudzony.


-Najpierw musisz dać mi słowo że mojemu bratu nic się nie stanie.- spojrzała mu w twarz.


Zrobił grymas na twarzy nie bardzo rozumiejąc o co chodzi blondynce.


-Nie wiem o co ci chodzi.


-Po prostu daj mi słowo że nic mu nie zrobisz.


-Okey..Masz moje słowo...ale do rzeczy, nie po to jechałem przez pół miasta...


-Twoja Cataleya...ma romans...z moim bratem.- serce jej stanęło, Jay ścisnął mocno jej dłoń.


Carlos siedział na krześle z pokerową miną. Nic nie można było wyczytać z jego twarzy.


-Dlaczego mam ci wierzyć, przecież jesteś jej przyjaciółką?


-Jestem...ale jestem też siostrą Chrisa i wiem że to musi się skończyć dla jego dobra, a teraz kiedy mam twoje słowo wiem że rozdzielisz ich nie robiąc krzywdy Chrisowi.


-Hmm..ciekawe. A masz jakieś dowody?- zmierzył ją wzrokiem, tak że poczuła na ciele zimny dreszcz.


-Przyjdź do nas jutro wieczorem, a sam się przekonasz. - przełknęła ślinę.


Carlos wstał z krzesła, po czym ostatni raz mierząc ich wzrokiem odwrócił się i wyszedł.


-Myślisz że dobrze zrobiliśmy?- spytała patrząc na bruneta.


-Myślę że słusznie.- odpowiedział, samemu wmawiając to sobie.


...


Jak każdego wieczoru, gdy miała się z nim spotkać była lekko podenerwowana a zarazem czuła w sercu ogromną radość. Wyszykowana, jak zwykle wymknęła się z willi niepostrzeżenie i poszła w miejsce gdzie zawsze czekał na nią samochód. O dziwo tym razem w samochodzie czekał na nią blondyn.


Bez uprzedzeń rzuciła mu się na szyję tuląc mocno do siebie. Chłopak zaśmiał się całując ją w czoło.


Czuł taką samą radość jak ona.


-A Antonio wie?- zapytała patrząc mu w oczy.


-Nie musi przecież wiedzieć o wszystkim prawda?


Zmrużyła oczy ale po chwili pokiwała twierdząco głową.


-A gdzie mnie zabierasz?- spytała gdy jechali inną droga niż zawsze.


-Do Evy, wiesz przyleciał Jay i oboje chcieli żebym cię przyprowadził.- rzekł patrząc na drogę.


-To oni wiedzą?- spytała czując coś dziwnego.


-Tak..i w sumie Eva nie była na początku pozytywnie nastawiona, ale zmieniła w końcu zdanie poza tym mówiła że stęskniła się za tobą.


-Ja za nią też.- brunetka radośnie klasnęła w ręce szeroko się uśmiechając na samą myśl o spotkaniu z przyjaciółką,



Siedzieli przy stole, wspólnie jedząc i śmiejąc się. Chłopaki przejęli rolę rozśmieszaczy co bardzo dobrze im wychodziło bo dziewczyny śmiały się głośno. Blondyn bardzo dbał o Cataleye. Przytulał ją, co chwilę całując, chciał by czuła się jak najlepiej. Brunetka była mu wdzięczna...tak dobrze czuła się w jego ramionach.


-Kocham cię.- wyszeptał do jej ucha.


Spojrzała na niego. Patrzyli na siebie z taką miłością że zdawało się to być aż nie możliwe. W ich tęczówkach tańczyły zabawne iskierki. Ich serca chodź dwa różne biły tym samym rytmem. Dwie osoby ale stworzone po to by tworzyć razem jedną spójną całość. I nie miłość nie zdarza się tylko w bajkach...Miłość istnieje naprawdę, wystarczy znaleźć tą przypisaną sobie osobę. Dotknął jej policzka, na co ona wtuliła się w jego ciepło przymykając na chwilę oczy i delektując się tym jedynym w swoim rodzaju dotykiem.


-Kocham Cię.- odpowiedziała mu, rozchylając usta tym samym zapraszając jego wargi. Blondyn nie czekając długo zbliżył się do niej dając jej tym samym najpiękniejszy pocałunek. Przez myśl brunetki przemknęło nawet że tak mógłby wyglądać ich ostatni pocałunek. Jego wargi tak delikatnie i subtelnie pieściły jej że mogłaby teraz po prostu umrzeć i była by szczęśliwa.


Blondynka siedziała przyglądając się tej scenie. Czuła ogromny niepokój i dopiero teraz gdy patrzyła na nich..na ich oczy gdy patrzą na siebie, na ich czułe gesty pożałowała...pożałowała tego co zrobiła.


-Cataleya musisz uciekać!- nagle wstała przerażona. Dopiero teraz dotarło do niej to co zrobiła.


Zakochani spojrzeli na nią nie rozumiejąc co ma na myśli.


-O czym ty...- pytanie brunetki zostało przerwane okropnym trzaśnięciem drzwiami. Jej oczy wbiły się w wejście, a serce zatrzymało swój bieg...


Cdn...


Dziękuję <3

środa, 21 października 2015

~17~

~17~


pocałunek


 

 

Początek jesieni w Rio okazał się być wyjątkowo pochmurny. Mgła unosiła się nad miastem, a delikatna mżawka rosiła wszystko wkoło. Chris stał przy oknie obserwując ten przygnębiający krajobraz. Pogoda idealnie odzwierciedlała jego obecny nastrój. Od kilku dni nie mógł znaleźć sobie miejsca, każda najmniejsza rzecz drażniła go, sprawiając tym samym jeszcze większy ból głowy. Nie umiał sobie z tym poradzić. Miał nieodparte wrażenie że, lada chwila coś złego może się wydarzyć, a on jest całkowicie bezradny w tym wszystkim. Potrzebował doświadczyć tej ekscytującej dawki adrenaliny, którą dostarczał mu widok Cataleyi. Pragnął zobaczyć jej oczy, dotknąć jej gładkiej skóry i zatopić się w jej ustach. Chciał poczuć zapach jej włosów które oplatają jego szyję.

W drzwiach, stała szczupła blondynka. Przyglądała się bratu i martwiła o niego. Widziała że coś go trapi, że nie potrafi sobie z czymś poradzić. Domyślała się że chodzi tu o jego miłość. Mimo tego, że brunetka była jej przyjaciółką i wiele jej zawdzięczała, to w tym momencie była wściekła na nią i miała ochotę zrobić coś co przerwie tą niedorzeczną miłość. Oczywiście było jej żal przyjaciółki, ale tu chodziło o bezpieczeństwo jej brata.

Podeszła do niego, również spoglądając w ten nieprzyjemny obraz zza oknem.

-Pogoda ostatnio strasznie się popsuła.- zaczęła

-Yhymm..- przytaknął jej ciągle wpatrując się w okno.

-Chris..- spojrzała na niego- Chris spójrz na mnie.- rozkazała mu.

Blondyn mozolnie spojrzał na siostrę, wyczytując z jej spojrzenia troskę.

-Wiem że myślisz o niej, ale spójrz na siebie...ta cała „miłość”- zrobiła cudzysłów w powietrzu.- niszczy cię. Moim zdanie powinieneś wrócić do Berlina i zająć się pracą. Chłopaki do mnie wydzwaniają, podobno nie dajesz znaku życia a zespół stoi pod ścianą..

-Mam gdzieś zespół.- spojrzał jej w oczy.

-Jak to masz gdzieś zespół?- złapała go za ramiona delikatnie potrząsając.- Tyle pracy w to włożyłeś, i chcesz to zmarnować dla głupiego zauroczenia?

-Eva, ty nie rozumiesz...to nie jest zwykłe zauroczenie, to coś więcej..ja nie potrafię przeżyć spokojnie dnia bez widoku jej oczu. Nie mogę oddychać kiedy nie ma jej w pobliżu.

Patrzyła na niego z niedowierzaniem.

-Chris...dobrze wiesz że ona żyje w innym świecie, nie chcę żeby stało ci się coś złego.- spojrzała mu w oczy, trochę zniżając swój ton.

-Jeśli musiałbym to oddał bym nawet za nią życie rozumiesz...i nic tego nie zmieni. Ani ty, ani chłopaki, nawet jej narzeczony nie zmieni tego że się kochamy. Musisz to zaakceptować..-wyswobodził się z jej uścisku i powolnym krokiem wyszedł z pokoju.

-To się jeszcze okaże.- Powiedziała ze łzami w oczach. W jej głowie pomału tworzył się plan który może drastyczny, ale miał uratować życie jej bratu, a to przecież najważniejsze.

 

Wyszedł z domu, biorąc głęboki wdech świeżego powietrza. Założył kaptur na głowę i ruszył przed siebie. Nie był zły na siostrę, wiedział że martwi się o niego, poza tym ona nie rozumiała tego co łączy jego i Cataleye...coś tak wyjątkowego nie przytrafia się wszystkim. Po kilku minutach swojej wędrówki znalazł się na dobrze mu znanym klifie. Przystanął chwilę, przypominając sobie, jak tutaj właśnie zobaczył swoją nimfę. Uśmiechnął się delikatnie na samą myśl o wspólnie spędzonych chwilach tutaj. Podszedł bliżej i usiadł na wilgotnej trawie. Przymknął oczy, i od razu ujrzał w wyobrazi jej obraz. Te oczy które go zaczarowały, jej rumieńce przy każdym jego spojrzeniu, dotyku, jej speszenie które jemu tak się podobało. Uśmiech który potrafiłby rozjaśnić najciemniejszy zakątek na świecie. Na samą myśl jego kąciki ust uniosły się ku górze, jednak gdy otworzył oczy ona zniknęła, tak samo jak uśmiech z jego twarzy. Chciał ją tutaj, teraz...

...


Siedziała ze skulonymi nogami, na parapecie, wpatrując się w zachmurzone niebo. Krople deszczu co chwile obijały się o szybę, tworząc smutny nastrój wkoło. Tak jak niebo płakało, tak i jej chciało się płakać. Smutek który nosiła w sercu, był tak okropny że sprawiał jej aż ból. Przymknęła oczy wyobrażając sobie blondyna – jedyną osobę która potrafi sprawić że się uśmiecha. Tak bardzo w tym momencie pragnęła jego dotyku. Nie miała pojęcia kiedy Antonio pozwoli im znowu się spotkać, ale miała nadzieję że nie będzie to bardzo odległy czas, bo z każdym dniem jej cząstka umierała bez blondyna. Czuła że to właśnie on jest tą osobą która podtrzymuje ją przy życiu i sprawia że ma siłę walczyć. Po jej policzkach spłynęły łzy, w myślach błagała Boga by mogła go zobaczyć.

...


Kolejny wieczór zbliżał się i nie zapowiadał nic innego niż kolejna samotna noc. Leżała w łóżku, jak zwykle pogrążona w swoich myślach. Dźwięk smsa, sprawił że jej serce zabiło szybciej, a oddech zatrzymał się na chwilę. Drżącą dłonią wzięła telefon do ręki i odczytała wiadomość. Przytuliła telefon do piersi uśmiechając się szeroko. Jej modlitwy zostały wysłuchane, w końcu było jej dane zobaczyć się z blondynem. Wstała szybko z łóżka podchodząc do szafy, wyciągnęła z niej zwiewną niebieską sukienkę, czystą bieliznę, beżowe sandałki na lekkim obcasie oraz rozpinany sweterek w tym samym kolorze co buty. Skierowała się do łazienki, stanęła przed lustrem chwile przyglądając się sobie. Zmrużyła oczy, na widok siebie w odbiciu. Zero makijażu, włosy związane w jakiś beznadziejny koczek. Chwyciła swoją kosmetyczkę, robiąc lekki makijaż, włosy rozpuściła rozczesując je delikatnie. Ubrała się w wybrane przez siebie ciuchy. Spojrzała w swoje odbicie, wyglądała lepiej, ale nigdy nie powiedziałaby że jest piękna. Spryskała się perfumami i wyszła z łazienki. I znowu ten sam schemat. Najpierw sprawdzenie czy nikogo nie ma, później wymknięcie się z pokoju, z willi aż w końcu opuściła całkowicie teren willi. Serce waliło jej tak że miała problem z łapaniem powietrza. Szła co chwilę odwracając się i rozglądając czy jest bezpieczna. Kiedy doszła na miejsce, czekał na nią czarny samochód. Pełna nadziei że czeka na nią Chris wsiadła do niego. Ku jej zdziwieniu nie był to jej blondyn.


-Witaj Cataleyo.- mężczyzna uśmiechnął się do niej.


-Ty? Myślałam że..


-Spokojnie Chris już czeka na ciebie.- brunet uśmiechnął się do niej odpalając silnik i powoli ruszając.


-Aha..- dziewczyna odetchnęła z ulgą.


Droga minęła im w ciszy, która przerywana była tylko cichą muzyką dochodzącą z radia. Kiedy samochód się zatrzymał brunetka spostrzegła że znajduję się pod tym samym blokiem co ostatnio.


Spojrzała na Antonia, czekając na jego „rozkazy”.


-Idź, on już czeka tam na ciebie. Przez ten cały czas nie dawał mi spokoju, wydzwaniał codziennie prosząc o spotkanie z tobą.- mężczyzna zaśmiał się.- No idź śmiało, ja poczekam tu na dole, w razie jakiś problemów.


Brunetka uśmiechnęła się, po czym otworzyła drzwi.


-Tylko pamiętaj że macie czas tylko do 4.00.


-Dobrze.- Szczęśliwa wysiadła z samochodu i skierowała się do budynku. Weszła do windy, wciskając przycisk z nr piętra. Kiedy winda zatrzymała się, a ona wysiadła z niej i stanęła przed drzwiami, za którymi czekała na nią jej miłość, jej serce biło już tak szybko, że nie kontrolowała ani swojego oddechu, ani żadnej części ciała. Delikatnie nacisnęła na klamkę wchodząc do mieszkania. Jej oczom od razu ukazała się droga cała usłana płatkami róż. Na ten widok uśmiech od razu zagościł na jej twarzy. Dłużej nie czekając szła po tej ścieżce, która prowadziła do sypialni. Kiedy do niej weszła światło z porozstawianych świec uderzyło ją, oświetlając tym samych pokój, w którym było jeszcze więcej kwiatów. Nagle poczuła jego ciepłe dłonie na swoich oczach. Szeroko się uśmiechnęła, po czym delikatnie i powoli odwróciła się w jego stronę.


-To dla ciebie.- blondyn wręczył jej białą różę.


-Dziękuję.- brunetka spuściła wzrok na dół, przygryzając dolną wargę. Sama nie wiedziała dlaczego, ale obecność blondyna peszyła ją.


Przybliżył się biorąc jej podbródek w dłonie. Spojrzała mu w oczy, a jej policzki od razu oblały się rumieńcami.


Nieznacznie, niemalże niezauważalnie musnął jej usta. Jej wargi drżały niespokojnie. Dotknął jej ust, jeszcze raz upewniając się że to nie sen, a ona jest prawdziwa. Była tu..tu i teraz, specjalnie dla niego. Jej drżące, nieco rozchylone usta działały na niego jak najsilniejszy narkotyk, przed którym nie dało się obronić. Objął ją delikatnie, a zarazem pewnie nie pytając o zdanie, mając nadzieję że ona pragnie tego samego. Musnął jej wargi kolejny raz, pozwalając by ten niewinny gest przerodził się w prawdziwy głęboki pocałunek dwojga zakochanych ludzi. Ogień który pochłonął ich ciała i serca nie zamierzał gasnąć tej nocy. Jej pocałunki były dla niego niczym powiew letniego wiatru na wilgotnej skórze. Objął ją mocno w pasie, zupełnie tak jakby bał się że zaraz ktoś mu ją zabierze, lub sama ucieknie. Ona jednak stała w tym samym miejscu, pozwalając by usta blondyna zawładnęły całym jej światem. Odwzajemniły pocałunek, obejmując jego szyję. Zbliżyła się do niego całym swoim ciałem, tak jakby chciała całą sobą odwzajemnić jego bliskość. Jej nieśmiałość prysła. Był jej i tylko to się liczyło. Delikatnie oderwali się od siebie, opierając o siebie swoje czoła. Żadne z nich nie otwierało oczu.


-Nawet nie wiesz jak bardzo za tym tęskniłem.- Jego cichy szept rozbił się na jej wargach. Uśmiechnęła się i z wolna otworzyła swoje powieki od razu natrafiając na jego zgubny wzrok.


-Wiem Chris, bo od tamtej chwili ja tez o tym marzyłam.


Bez słowa oplotła jego szyję dłońmi przysuwając się do niego tak blisko, jak tylko pozwoliły jej na to ubrania. Czuła jak mocniej ujmuje jej talię, przyciągając bardziej niż to było możliwe. Początkowo delikatne pocałunki przerodziły się w żar pełen namiętności.


Drżała pod wpływem swoich nieprzyzwoitych pragnień i jego zachłanności, nad którą on już nie panował. Nie mógł, nie chciał tego zatrzymywać. Obsypując ją pocałunkami przywarł do pobliskiej ściany. Był zachłanny i nie mógł inaczej. Pragnął jej jeszcze bardziej, niż zawsze chociaż wydawało się to nie być możliwe. Nie protestowała kiedy pozbył się jej sweterka, ona bowiem nie pozostała mu dłużna. Jej skóra płonęła żywym ogniem gdy ją dotykał. Pragnął jej a ona chciała być jego jedynym pragnieniem. Nie protestowała gdy jego dłonie zjechały na jej biodra. Jak w niekontrolowanym amoku zacisnął palce na jej ciele podrywając ją z ziemi. Całą sobą oplotła jego ciało, jeszcze intensywniej całując jego wargi.


Był jej, tylko to się liczyło. To co było tu i teraz. Cały świat przestał istnieć, a czas zatrzymał się.


Nie przestawał składać pocałunków na jej wargach, gdy znaleźli się na przykrym pościelą łóżku.


W śród płonących świec, powietrze było wypełnione cichymi westchnieniami i przyspieszonym oddechem. Teraz kiedy wszystkie jej ubrania znajdowały się gdzieś porozrzucane po pokoju, a ona naga leżała bezbronnie przed nim, nie mogła powstrzymać drżenia ciała i niespokojnego oddechu. Spoglądała w jego oczy widząc pożądanie i uwielbienie.


Spojrzał w jej oczy szukając pozwolenia na to co miało się zaraz wydarzyć.


-Cataleyo.- Jego cichy szept i ta czułość w głosie wywołała uśmiech na jej twarzy. Powoli uniosła dłoń przykładając palec do jego warg.


-Kochaj się ze mną tak jakby miała to być nasza ostatnia noc.- Szepnęła niemal bezgłośnie, uśmiechając się niewinnie. Kąciki jego ust uniosły się ku górze tym samym tworząc dwie słodkie dziurki w policzkach.


Przymknęła oczy a on przybliżył się składając na jej ustach namiętny, a zarazem najdelikatniejszy pocałunek o jaki nawet się nie podejrzewał. To co stało się chwilę później miało pozostać w ich pamięci już na zawsze.


Mimowolnie odsunęła swoje usta od jego, wyginając naprężone ciało w łuk, z cichym westchnieniem rozkoszy. Nie było już między nimi żadnej granicy. Byli jednością.


Wstrzymała oddech czując jak krew pulsuje w każdej żyle, a mięśnie spinają w nienaturalny skurcz. Jej serce biło tak szybko, a płuca zapominały o oddechu. Jej ciało zalewała fala ciepła i tak wyjątkowego uczucia że nawet nie umiała tego opisać.


Krople potu spływały po jego skroniach i ciele. Obsypywał jej ciało pocałunkami, a ich niespokojne oddechy mieszały się z westchnieniami i jękami które były coraz głośniejsze i odważniejsze. Oplotła jego szyję, szeptając mu do ucha słowa, których by się po sobie nie spodziewała.


-Chris...


Nic nie było w stanie opisać jego uczuć, gdy brunetka w kulminacyjnym momencie wyszeptała jego imię. Objął ją mocniej, nie móc ugasić tego żaru który palił go od środka.


Jedność osiągnęli oboje, ona z krzykiem spełnienia, a on z nienaturalnie przyspieszonym oddechem.


-Kocham cię Cataleyo.- wyszeptał mocno tuląc ją do siebie.


-JA też cię kocham Chris.- Mocno przymknęła powieki, uśmiechając się przez łzy. Wiedziała, że ta chwila to tylko coś ulotnego, coś czego nie mogła zatrzymać. Była świadoma, że za kilka godzin, może nawet minut będzie musiała wrócić do tak beznadziejnej rzeczywistości. Wtuliła się w jego tors, czerpiąc przyjemność z każdego jego dotyku. Chłonęła zapach jego perfum, skóry. Chciała wszystko zapamiętać jak najbardziej się da, w końcu nie wiedziała kiedy znowu będzie im dane zobaczyć się.



Leżała wtulona, w jego nagi tors. Oboje w ciszy delektowali się swoją obecnością. Zegar na ścianie coraz bardziej zbliżał się do godziny rozstania, którego ani on ani ona nie chcieli. Głaskał jej ramię, delektując się jej zapachem który drażnił jego nozdrza. Mocno trzymał ją, zupełnie nie chcąc jej wypuszczać, ale niestety czas był dla nich nieubłagany. Zegar nie cofnął swoich wskazówek, tylko wybił godzinę, która miała być godziną ich rozłąki. Brunetka bez słowa wyswobodziła się z objęć blondyna, wstając z przesiąkniętej zapachem pościeli. Pozbierała swoje ubrania z podłogi i mozolnie zaczęła zakładać je na siebie.


Przyglądał się jej, czując jak każdy skrawek jego ciała krzyczy by nie wypuszczał jej, by zatrzymał ją przy sobie.


Wstał podchodząc do niej. Spojrzała mu w oczy. Nie potrzebowali słów. W swoich oczach potrafili wyczytać wszystko. Zarzuciła dłonie na jego szyję, przylegając do niego. On złapał ją w tali, przyciągając do siebie. Ich usta po raz kolejny tej nocy złączyły się w pocałunku. Tylko z tą różnica że ten pocałunek był przepełniony miłością, taką czystą prostą miłością.


-Do zobaczenia ukochany.- wyszeptała odrywając się od niego i w pośpiechu odwracając się opuściła mieszkanie. Wyszła a jej całe ciało drżało. Nie umiała powstrzymać łez które zebrały się pod jej powiekami. Weszła do windy, wycierając twarz i poprawiając swoje włosy. Przed blokiem czekał na nią Antonio w samochodzie. Wsiadła i bez słowa zapięła pasy. Czuła się tak rozbita że nie umiała wydusić z siebie żadnego słowa. Na szczęście mężczyzna rozumiał i o nic jej nie pytał. Odpalił samochód i ruszył.


 


 


Cdn...


Dziękuję tym, którzy są :* <3

piątek, 16 października 2015

~16~

~16~


 

 "... nadzieja istnieje zawsze, do ostatniej chwili.


Dlatego właśnie jest nadzieją..."




      Nadeszła tak oczekiwana noc dla Cataley.i Od spotkania z blondynem minął już tydzień, a ona wciąż miała w głowie ogromny mętlik. Jedyne czego teraz pragnęła to schować się w jego ramionach i zniknąć tam na zawsze. Bez strachu, bez zmartwień, bez łez...trwać w nim i w tej miłości, która dodawała jej sił, a jednocześnie osłabiała ją. Kiedy była blisko niego, każdy skrawek jej ciała i duszy należał do niego.

Ubrana w czarny dres, wymknęła się z pokoju, dokładnie rozglądając czy nikogo nie ma. Zeszła po schodach kierując się w miejsce gdzie była tylko raz w życiu. Miała na tyle szczęścia, że wszyscy ochroniarze byli zajęci oglądaniem jakiegoś meczu w ich kanciapie. Każdy krok stawiała z ostrożnością sapera, co chwilę rozglądając się nerwowo czy ktoś nie idzie. Kiedy stanęła przed dużymi dębowymi drzwiami serce waliło jej jak młot. Z kieszeni wyjęła mały srebrny kluczyk, który podkradła z pokoju Carlosa. Przekręciła zamek i delikatnie uchyliła drzwi. Kiedy była już w gabinecie, po cichu zamknęła za sobą drzwi. W gabinecie panował półmrok, co utrudniało jej poszukiwania tego po co przyszła. Z drugiej kieszeni wyjęła miniaturową latarkę, włączyła ją podchodząc do dużego biurka które znajdowało się na środku gabinetu. Otworzyła jedną z szuflad, przeglądając dokumenty które się tam znajdowały, niestety to nie było to po co przyszła. Otworzyła drugą szufladę, znowu pudło. Spojrzała na komputer, który stał na biurku. Włączyła go czekając aż zastartuje. Serce biło jej tak szybko i głośno że miała wrażenie że to ono zdradzi miejsce w którym jest. Nerwowo przygryzła wargę, modląc się w duchu aby urządzenie włączyło się szybciej. Kiedy komputer w końcu zastartował, nerwowo chwyciła za myszkę szukając jakichś tajnych dokumentów. Kiedy w końcu znalazła to co chciała, wyjęła z kieszeni małego pendriva i włożyła go do wejścia usb. Kliknęła na kopiowanie i czekała. Nagle usłyszała jakieś głosy. Szybko wyłączyła komputer z zasilania i schowała się za komodą która stała po prawej stronie pokoju. Do pomieszczenia ktoś wszedł, a jej serce stanęło. Mimo prób opanowania, jej oddech stał się szybki i płytki. Miała wrażenie że zaraz ktoś odkryje że tu jest. Po głosach rozpoznała że do gabinetu wszedł Marco z Carlosem, którzy ku jej zdziwieniu mieli wrócić dopiero rano.

-Ile razy mam ci powtarzać, że drzwi mają być tu zamknięte!- usłyszała srogi ton Marco.

-Były.- odparł młodszy

-Mniejsza o to, lepiej powiedz jak mają się sprawy ze ślubem?

- Wszystko jest przygotowane. Ślub odbędzie się w 21 urodziny Cataleyi, później upozorujemy wypadek, w którym ona nieszczęśliwie zginie, a ja jako wdowiec po niej przejmę wszystkie pieniądze rodziny Esposito..- zadowolony z siebie brunet uśmiechnął się.

-Bardzo dobrze, w końcu te pieniądze będą nasze. Tylko pilnuj tej małej żeby przypadkiem nie zrobiła czegoś głupiego.- mężczyzna pogroził mu palcem

-Raczej wątpię żeby odważyła się na to.

-Obyś miał rację synu. A teraz chodźmy musimy pogonić tych półgłówków sprzed telewizora. Wystarczy chwila naszej nieobecności i każdy robi co chce.- powiedział po czym oboje wyszli z biura zamykając drzwi na klucz.

Brunetka siedziała skulona na podłodze z dłonią przystawioną do twarzy, by nie wybuchnąć płaczem. To co usłyszała nie mieściło się jej w głowie. Właśnie w tym momencie wszystkie jej wątpliwości dotyczące współpracy z Antoniem zniknęły, teraz była pewna że postępuje słusznie i to jedyna droga do jej wolności, i jedyny sposób by uratować siostrę. Wzięła kilka głębokich oddechów uspakajając się trochę. Ostrożnie wstała z podłogi wychodząc zza kredensu. Wyjęła pendriva z komputera mając nadzieję że wszystko się na niego zgrało zanim wyłączyła sprzęt. Podeszła do drzwi i przystawiła ucho do nich słuchając czy ktoś tam jest. Było słychać jakieś odgłosy ale daleko. Policzyła do trzech po czym przekręciła klucz i otworzyła drzwi. Szybko rozejrzała się po korytarzu, nikogo na nim nie było, ale z góry dało się słyszeć że ktoś schodzi. Szybko zamknęła drzwi za sobą, i prawie biegiem udała się do kuchni. Nikogo w niej nie było, co sprawiło że poczuła wielką ulgę. Podeszła do lodówki, wyjmując z niej dzbanek z sokiem. Z szafki wzięła szklankę. Kiedy nalewała sok poczuła, na swoich biodrach czyjeś dłonie, a na szyi oddech. Od razu uderzył ją zapach męskich perfum, ale nie były to te same perfumy które sprawiały że jej serce rozpływa się z miłości. Odwróciła się. Przed nią stał brunet z tym swoim pewnym siebie wyrazem twarzy. Spuściła wzrok, nie mając ochoty patrzeć mu w oczy, w szczególności po tym co usłyszała.

-Co tu robisz?- spytał chwytając jej podbródek, tym samym zmuszając ją by spojrzała na niego.

-Przyszłam się napić.- odpowiedziała z lekkim drżeniem w głosie.

-Yhymm..- brunet zbliżył twarz do jej ucha. Czuła jak jego oddech uderza w jej szyję.- Jeśli jesteś spragniona to mogę się tym zająć.- wyszeptał, sprawiając tym samym że po ciele brunetki przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Chłopak zauważając to nie miał zamiaru przerywać zabawy, wręcz przeciwnie. Chwycił jej dłonie przyciskając do blatu. Spojrzała na niego ze strachem. Nigdy nie mogła być pewna tego co zrobi. Serce biło jej jak oszalałe, a w żołądku czułą nieprzyjemny ucisk.

-Wiesz, lubię cię...jesteś taka delikatna, niewinna.- mówił coraz bardziej przybliżając swoją twarz do jej.- A co najważniejsze jesteś moja.- spojrzał jej w oczy uśmiechając się cwano.

Patrzyła mu w oczy bojąc się tego co może zrobić. Czuła jednocześnie strach i obrzydzenie do niego. Przybliżył swoją twarz tak że prawie stykał się z jej ustami. Brunetka przymknęła oczy, głośno przełykając ślinę.

-Mógłbym teraz zrobić z tobą co bym tylko chciał, wiesz.- pocałował ja w policzek, później w szyję. - Jesteś taka słodka.- wyszeptał wprost do jej ucha. Cataleya otworzyła oczy próbując się wyrwać z jego uścisku, niestety on był silniejszy. Złapał ją za podbródek mocno ściskając. Spojrzał w jej wystraszone oczy, po czym roześmiał się głośno puszczając ją. Wystraszona Cataleya, szybko wybiegła z kuchni, kierując się do swojej sypialni. Kiedy zamknęła drzwi, zsunęła się na podłogę, głośno oddychając. Do jej oczu napłynęły łzy, a ciało mimowolnie drżało ze strachu. Schowała twarz w dłoniach i cicho zaczęła szlochać. Kiedy trochę się uspokoiła wyjęła z kieszeni pendriva, wzięła go w dłonie delikatnie obracając.

-Jesteś moją jedyną nadzieją.- powiedziała po czym ścisnęła rzecz w dłoni.


Kolejna noc i kolejna nadzieja dla brunetki. Stała nad grobem swoich rodziców, modląc się w duchu. Czekała na Antonia, któremu miała przekazać swoją zdobycz z poprzedniej nocy.


-Witaj Cataleyo.- usłyszała, a już po chwili obok niej stał mężczyzna.


-Dobry wieczór.- wyszeptała, po czym przeżegnała się i spojrzała na niego.


-Masz coś.- spytał przyglądając się dziewczynie.


-Tak.- wyszeptała i wyciągnęła z kieszenie owego pendriva.- To wszystko co udało mi się zdobyć.- podała mężczyźnie urządzenie.


-Jesteś bardzo odważna. Przekażę to wyżej i zobaczymy czy to to o co nam chodzi.


-Jak to? A co ze mną? Z moja siostrą?


-Spokojnie, najpierw musimy się upewnić czy są tu dowody które obciążą Marco i Carlosa.


-A co ze mną?-spytała mrużąc oczy.


-Niestety, ale musisz na razie czekać. Przykro mi ale nie mogę nic zrobić.-położył rękę na jej ramieniu.


-A Chris? Kiedy go zobaczę? - wyszeptała, czując jak pod powiekami zbierają się jej łzy.


-On wypytuje o to samo. Obiecuję ci że się spotkacie, ale dopiero wtedy kiedy będę miał pewność że będzie to bezpieczne, dla was obojga. - spojrzał jej w oczy.- Do zobaczenia Cataleyo i uważaj na siebie.- kiwnął głową po czym odszedł, zostawiając ją samą.


Patrzyła jak odchodzi, a po jej policzku mimowolnie zaczęły spływać łzy. Musiała znowu wrócić do tej przeklętej willi. Tęskniła za blondynem, a najgorsze było to że nie wiedziała kiedy go znowu zobaczy...


 


 


Cdn...


Dziękuję za wasze opinie i za to, że jesteście ze mną i czytacie moje opowiadanie. Wiem że są osoby które czytają, a nie komentują, apel do was bardzo was proszę zostawiajcie po sobie jakiś ślad, wystarczy nawet uśmieszek, albo smutna minka cokolwiek co naprowadzi mnie na to czy macie jeszcze ochotę czytać to.


Buziaki :***

sobota, 26 września 2015

~15~

~15~


„Nie mam nic prócz paru pięknych snów..”


 

  Leżała wtulona w jego klatkę piersiową, słuchając bicia jego serca i równego oddechu. W powietrzu można było wyczuć zapach miłości. Brunetka czuła coś czego nie potrafiła określić słowami, żadne z nich nie pasowało dostatecznie. Jeśli to była miłość to chciała być pod jej wpływem już cały czas. Delikatnie by nie obudzić blondyna podniosła się do pozycji siedzącej. Rozejrzała się po pomieszczeniu, w którym panował półmrok, jedynie światło księżyca wdzierało się przez szczeliny w zasłonach. W oczy rzuciły się jej majtki i koszulka blondyna. Spojrzała w stronę chłopaka, spał tak spokojnie że uśmiech sam cisnął się jej na usta. Najciszej jak tylko potrafiła wstała z łóżka, chwyciła owe majtki i koszulkę wychodząc na korytarz. Zmrużyła oczy i nie chcąc palić światła ruszyła przed siebie w celu znalezienia łazienki. Po prawej stronie znalazła drzwi. Delikatnie nacisnęła klamkę i ku jej zadowoleniu ujrzała średniej wielkości łazienkę. Zapaliła światło, zamykając drzwi za sobą. Rozejrzała się po pomieszczeniu w poszukiwaniu czystego ręcznika. W oczy rzuciła się jej jasnobrązowa szafka. Podeszła do niej i otworzyła.

-Bingo.- pomyślała wyciągając duży kremowy ręcznik. Wraz z rzeczami które przyniosła położyła go na toaletce, a sama weszła do dużej kabiny prysznicowej. Odkręciła wodę, sięgając po płyn do kąpieli. Przymknęła oczy przypominając sobie ciepłe dłonie blondyna pieszczące jej ciało. Jego gorące usta, które całowały każdy skrawek jej ciała doprowadzając tym samym do euforii. Przygryzła dolną wargę na myśl o jego oczach pełnych żaru i pożądania. W jej brzuchu od razu zaczęło wirować milion motyli, a na policzkach pojawiły się duże wypieki. Odkręciła chłodniejszą wodę by trochę się ostudzić.

...


Średniego wzrostu mężczyzna bez problemu wszedł do mieszkania na 7 piętrze. Zamknął bezgłośnie za sobą drzwi idąc przed siebie. Minął drzwi, w których paliło się światło, słysząc szum wody. Stanął w drzwiach pokoju czując w powietrzu coś ciężkiego. Rozejrzał się i widząc porozrzucane ubrania uśmiech mimowolnie pojawił się na jego twarzy. Na łóżku leżał niczego nieświadomy blondyn. Był zły na niego za tą beztroskę, bezmyślność i nietrzymanie się planu. Usiadł na skraju łóżka zapalając lampkę, która stała na nocnej szafce.

-Miałeś być ostrożniejszy.

Chris, słysząc głos mężczyzny od razu podniósł się do pozycji siedzącej patrząc na niego.

-Co ty, tutaj?- wydukał z siebie zaskoczony.

-Co ja tu robię? Lepsze pytanie co wy tu robicie i czy już całkiem postradałeś zmysły? Wiesz czym to może grozić? Jest – spojrzał na zegarek na ręce – 4.15 jeśli Cataleya nie wróci za dwie godziny to będzie miała poważne problemy. Powiedz myśleliście o tym, czy od razu chcecie by Carlos skazał was na śmierć?

Blondyn patrzył na niego, zupełnie nie wiedząc co ma odpowiedzieć. Otworzył usta, lecz zrezygnował kiwając głową. Przetarł dłońmi twarz.

-Masz rację. Nie powinniśmy.- powiedział nie patrząc na niego. - Ale zrozum kochamy się.- spojrzał na mężczyznę, który przewrócił oczami zmieniając swoje rysy twarzy na bardziej łagodne.

-Ehh rozumiem Chris, ale do cholery musicie uważać, poza tym muszę wiedzieć o takich waszych spotkaniach. - spojrzał na niego. - Od teraz zero samowolki, o wszystkim muszę wiedzieć. Zrozumiałeś? - spytał blondyna, który pokiwał twierdząco głową.

-Tak, od teraz będziesz wiedział, o naszych spotkaniach zawsze.

Chłopak rozejrzał się po pokoju nie widząc nigdzie brunetki, spojrzał pytająco na bruneta.

-Jest w łazience, chyba bierze prysznic.- rzucił blondynowi wymowne spojrzenie, które mówiło by ten się ubrał. Zażenowany chłopak podniósł z podłogi swoje bokserki szybko wsuwając je na siebie, podobnie jak spodnie. Wstał z łóżka podchodząc do okna.

-Zamierzasz jej teraz o tym wszystkim powiedzieć?

 

 

Usłyszała głos blondyna i jeszcze kogoś. Nie znała tego drugiego. Ubrana w dół swojej bielizny i koszulkę blondyna, po cichu skradała się korytarzem. Serce biło jej tak że miała wrażenie że zaraz wyskoczy jej z piersi.

-O czym masz, ma Pan mi powiedzieć.- stanęła w progu przyglądając się mężczyźnie. Blondyn na dźwięk jej głosu od razu odwrócił się mierząc wzrokiem swoja ukochaną.

-Witaj Cataleyo. - Antonio wstał delikatnie kłaniając się dziewczynie. - Jestem Antonio Smith- mężczyzna wyciągnął dłoń zbliżając się do niej. Przestraszona brunetka zrobiła krok w tył co zatrzymało go.

-Nie bój się mnie. Nie jestem nikim od Carlosa, jestem przyjacielem.- ciepło się do niej uśmiechnął.

Brunetka zmrużyła oczy spojrzała na blondyna który nic do tej pory nie powiedział.

-Skąd Pan zna moje imię, i Carlosa?- wydukała z siebie. W głowie miała jakiś mętlik, który plątał się ze strachem.

-Ja Cataleyo- spojrzał łagodnie na dziewczynę- Ja znałem twoich rodziców. Twój ojciec współpracował z nami.

Brunetka pokiwała przecząco głową nie rozumiejąc z tego zupełnie nic. Ojciec..z nami..Jakimi nami?

-Wiem, że pewnie nic z tego nie rozumiesz, ale usiądź a obiecuje że wszystko ci wyjaśnię.- delikatnie wskazał na łóżko. Dziewczyna spojrzał ponownie na blondyna który kiwnął twierdząco głową. Nabrała powietrza w płuca, po czym powoli je wypuściła. Ruszyła w stronę łóżka, gdzie już po chwili siedziała, wyczekując na jakieś wyjaśnienia. Mężczyzna podszedł do niewielkiego telewizora który stał naprzeciwko łóżka, brunetka korzystając z okazji, podniosła swoje spodnie z podłogi, szybko ubierając je na siebie. Brunet wyjął z kieszeni pendriva wsuwając go w wejście usb, włączając sprzęt. Na ekranie pojawiło się zdjęcie jej ojca. Siedział w jakimś biurze a obok niego siedział Antonio.

-Ja i twój ojciec poznaliśmy się jeszcze za nim doszedł do władzy. Było to dokładnie w czasie jego podróży do Stanów, pamiętam że kiedy się poznaliśmy ciągle mówił o tobie, strasznie żałował że wtedy miałaś zapalenie migdałów i nie mogłaś z nim polecieć. Przez cały pobyt w stanach powtarzał że Ty zawsze chciałaś zwiedzić ten kraj. - brunetka była wsłuchana w jego słowa – Wszyscy znaliśmy sytuację Rio..przestępczość na każdym kroku, przemyt narkotyków, przemoc, gangi..Pamiętam, że twój ojciec uparł się że przywróci to miasto do porządku, że zajmie się jego odbudową i moralnością. Kiedy doszedł do władzy zaczął spełniać swoje postanowienia. Dzięki niemu nasz Interpol zamknął wielu przestępców, w zamian dawaliśmy mu ochronę, która była tak dyskretna i dobrze ukryta że nawet twoja matka o tym nie wiedziała. Twój ojciec miał pewnego przyjaciela któremu ufał. Ten przyjaciel wiedział o sporym majątku który jest przepisany na ciebie Cataleyo- brunetka zmrużyła oczy nic z tego nie rozumiejąc, co miał majątek do jej ojca, przyjaciela i walką z przestępczością. - Ten owy przyjaciel, okazał się być groźnym gangsterem o czym twój ojciec nie miał pojęcia, nawet my nie wiedzieliśmy. - mężczyzna przerwał spoglądając na zdezorientowaną dziewczynę. - Współpraca twojego ojca z nami kiedyś bardzo go zdenerwowała ponieważ twój ojciec pomógł zamknąć nam kogoś z kim ten przyjaciel współpracował. Nie dał tego po sobie poznać. Twój ojciec na tyle mu ufał, że przekazał mu informację o majątku który kiedyś miał przejść w twoje ręce. Wtedy jego przyjaciel postanowił upiec dwie pieczenie na jednym ogniu.- dziewczyna przełknęła ślinę czując, że to co teraz powie jej brunet będzie czymś bardzo nieprzyjemnym. - Postanowił pozbyć się całej twojej rodziny, lecz w ostatniej chwili dowiedział się że jedynie Ty będziesz kluczem do bogactwa, a dokładnie twoje zaślubiny...Ten ogromny majątek który miałaś przejąć miał być przekazany jako prezent ślubny...był jeszcze jeden warunek musiałaś skończyć 21 lat w innym przypadku nie dostałabyś tych pieniędzy. - w głowie dziewczyny, zaczęło wszystko przybierać kształtów i składać się w jedną całość. Jej szeroko otwarte oczy zaczęły wypełniać się łzami. Antonio patrzył z wielkim bólem na brunetkę, wiedział że to co teraz powie złamie jej serce. - Zabójcą twojego ojca jest Marco Bardi.- na ekranie pojawiło się zdjęcie jej przyszłego teścia.

Jej ciało zaczęło drżeć, a po policzku zaczęły spływać słone łzy. Była w szoku, bez zastanowienia wstała po czym ruszyła do ucieczki. Wybiegła z mieszkania, nie zważając nawet na to że nie ma butów na stopach. Nie czekając na windę, zbiegła po schodach, wybiegając na ulicę.

Zrobiło się jej cholernie nie dobrze. Pobiegła do pobliskich krzaków, wymiotując. Cała drżała, dłonią przysłoniła usta wybuchając płaczem. Była zaręczona z synem mordercy jej rodziców, na samą myśl o tym robiło się jej słabo i niedobrze. Bezsilnie usiadła na wilgotnej trawie. Nawet oddychanie w tamtym momencie sprawiało jej ból.

...


Blondyn ruszył za dziewczyną, lecz brunet zatrzymał go. Chłopak spojrzał na niego spod byka.

-Widzisz co narobiłeś!- chłopak nie panował nad sobą. Miał ochotę przyłożyć brunetowi i biec za swoją księżniczką.

-Musiała poznać prawdę.- mężczyzna szarpnął go tak że blondyn spojrzał mu w twarz.- Musiała. - powtórzył już spokojniej puszczając go. - Zostań tu, a ja ją odwiozę. - Mężczyzna nie czekając na odpowiedź wyszedł z mieszkania.

Wybiegł z bloku rozglądając się dookoła. Po chwili dostrzegł dziewczynę, która siedziała skulona na ziemi. Kucnął przy niej, widział że cała drży. Ściągnął z siebie czarną skórzaną kurtkę i zarzucił na jej ramiona. Spojrzała na niego zapłakanymi oczami.

-Dlaczego? - wyszeptała łamliwym głosem.

-Nie wiem.- spuścił bezsilnie głowę. - Ale obiecuję ci, że zapłaci za to....musisz tylko mi...nam pomóc.

Brunetka spojrzała prosto w jego oczy. - Zrobię wszystko co będzie trzeba.

-To dobrze.- brunet odetchnął z ulgą. - A teraz chodź.- wstał wyciągając dłoń do dziewczyny.- Odwiozę cię. - Cataleya kiwnęła głową chwytając dłoń mężczyzny, wstając powoli.

...


Całą drogę zastanawiała się nad tym wszystkim. W jej głowie co chwile tworzyło się jakieś nowe pytanie. Spojrzała na bruneta który z pełnym opanowaniem prowadził samochód.

-A co z moją siostrą? - nie spuszczała z niego wzroku. Zauważyła że jego czoło nieznacznie drgnęło, a dłonie bardziej zacisnęły się na kierownicy.

- Jest tak jak mówił ci Marco. On wie, gdzie ona jest, ale my również to wiemy, i jeśli tylko nam pomożesz to odbijemy ją z jego rąk.

-A nie możecie zrobić tego teraz?- zapytała z wyrzutem.

Mężczyzna westchnął zatrzymując się na czerwonym świetle.

-Posłuchaj..jeśli chodzi o mnie to już dawno bym to zrobił, ale mam przełożonych którzy mają inne priorytety i...wiedząc że tylko ty w tym momencie możesz pomóc im schwytać Bardich nie zrobią nic w kierunku twojej siostry bez pewności, że najpierw ty im nie pomożesz. Dlatego tak ważna jest twoja współpraca rozumiesz.?

-Rozumiem.- wyszeptała cicho, odwracając twarz w stronę szyby.

 

 

Cdn..

Jejku jak ja dawno tu nie pisałam...musicie mnie bardziej pogonić :D

Dziękuję za komentarze <3 Buziaki :****

piątek, 28 sierpnia 2015

~14~

~14~


 

„..Show me love, show me love 
Give me all that I want

Show me love, show me love 
'Till I'm screaming for more..”

 

 Opuszkami palców przesuwał delikatnie po klawiaturze telefonu, a wzrok wbity miał w niewyraźny obraz za szybą. Myślał o czymś intensywnie, co jakiś czas zagryzając dolną wargę. Oczy nie poruszały się, ani przez moment, ciągle lustrując opadające na szkło krople deszczu, które z niemałym brzdękiem uderzały o dach samochodu, odbijając się od karoserii. Wydawało się, że przez chwilę przestał nawet oddychać, skupiając na czymś innym swoją uwagę. Końcem języka oblizał spierzchnięte usta, zaciskając mocniej powieki. Nie licząc się już z żadnymi konsekwencjami nacisnął zieloną słuchawkę. Z ogromnym drżeniem ręki przyłożył telefon do ucha, słysząc miarowy dźwięk wybieranego połączenia. Mijające sekundy zdawały się być dla niego niekończącymi się godzinami, a sygnał połączenia słyszał w zwolnionym tempie.

-Halo.- w słuchawce usłyszał jej ciepły głos, który zaparł mu dech w piersiach powodując to że nie był w stanie wydusić z siebie słowa.

-Halo, kto tam? - powtórzyła zirytowana, tym że ktoś robi sobie z niej żarty. Zamrugał kilkakrotnie przełykając głośno ślinę.

-Cataleyo, jeśli kiedykolwiek kochałaś mnie to czekam na ciebie niedaleko parku, w uliczce po prawej. - wypowiedział na jednym wdechu szybko się rozłączając.



Telefon wypadł jej z ręki, upadając na miękki dywan. Ze strachem spojrzała w tamto miejsce, słysząc dokładnie każde gwałtowne uderzenie swojego serca. Potrząsnęła nieznacznie głową próbując wmówić sobie, że to nie mógł być on...

Nie teraz..

Przecież nie mogła..

Obiecała sobie..



A jednak uczucie by go ponownie zobaczyć było silniejsze. Bez większych trudności wymknęła się z willi, w której i tak wszyscy byli już pogrążeni w śnie. Szła ubrana w czarną bluzę, a na głowie miała kaptur który i tak cały był już przemoczony, tak samo jak i ona cała. Deszcz niemiłosiernie padał sprawiając, że musiała przymrużyć oczy by cokolwiek widzieć przed sobą. Zatrzymała się na chwilę, łapiąc oddech. Przygryzła dolną wargę, czując jak w żołądku rośnie napięcie pomieszany ze strachem. Kiedy chciała zawrócić poczuła silne szarpnięcie za rękę. Stał naprzeciwko niej. Był cały przemoczony. Mimo że było ciemno widziała jego wzrok który przenikał ją całą dochodząc aż do najgłębszych zakamarków jej serca. Żadne z nich nic nie mówiło. Chłopak złapał ją za drugą rękę przyciągając do siebie. Powoli ściągnął jej kaptur z głowy, po czym jedną dłonią odgarnął jej mokre włosy które przykleiły się do czoła. Ona zaś stała jak sparaliżowana, nie ruszała się, całkowicie poddając się jego dotykowi patrzyła na jego twarz. Czas jakby zatrzymał się dla nich pozwalając im na tą chwilę. Blondyn delikatnie pogładził jej policzek przybliżając swoją twarz do jej twarzy. Oparł czoło o jej, patrząc jej wprost w oczy. Ich oddechy były ciężkie, a serca biły tak głośno że nawzajem mogli je słyszeć. Brunetka ciężko przełknęła ślinę, po czym Chris bez uprzedzenia złożył na jej spragnionych ustach pocałunek. Przymknęła oczy zupełnie poddając się tej chwili i zapominając o otaczającym ją świecie, odwzajemniła go z podwojoną siłą. Chłopak przyciągnął ją jeszcze bliżej i czując że uginają się jej kolana przytrzymał ją w pasie. Po pocałunku ich czoła nadal były ze sobą złączone a oni oddychali ciężko łapiąc powietrze.

-Chris...- chciała coś powiedzieć lecz chłopak przyłożył jej palec do ust patrząc w oczy.

-Tęskniłem. - wypowiedział to jedno słowo, które wymazało jej z głowy to co chciała powiedzieć, jego oczy były tak urokliwe i zaczarowane że nie mogła się im oprzeć.

-Ja też.- tylko tyle potrafiła z siebie wydusić.



Jechali w zupełnej ciszy wsłuchując się jedynie w dźwięk odbijających się kropli deszczu o szyby i dach. Po kilkunastu minutach blondyn zatrzymał samochód, wyciągnął ze stacyjki kluczyki i wysiadł z niego. Otworzył drzwi brunetce pomagając jej wysiąść. Dziewczyna rozejrzała się dookoła. Nie znała tego miejsca. Stali przed jakimś blokiem w nieznanej jej dzielnicy. Ale ufała blondynowi, mocno ścisnęła jego dłoń i dała mu się prowadzić. Bez słowa weszli do klatki kierując się w stronę windy. Byli na 7 piętrze. Wysiedli z windy, a Chris otworzył drzwi z numeremr 67, kiedy zamknął za nimi drzwi bez słowa przyciągnął dziewczynę do siebie, ponownie patrząc w jej oczy w których widział te iskierki w których tak bardzo się zakochał. Brunetka bez oporów pocałowała go, co przerodziło się w pełny namiętności i pożądania taniec ich języków. Poddała się jego dotykowi. Ich rozumy wyłączyły się. Górowała namiętność i pożądanie. Chris przejął inicjatywę prowadząc brunetkę do sypialni, nie przestając jej całować. Z każdym krokiem pozbywali się nowej części ze swojej garderoby. Pożądanie było tak silne że brakowało im tchu. Mieli sobie tyle do powiedzenia lecz teraz nie słowa były najważniejsze lecz to co działo się w ich sercach. Kiedy znaleźli się na łóżku a na sobie mieli tylko bieliznę, blondyn przystopował odsuwając głowę od dziewczyny. Spojrzał jej w oczy, odgarniając kosmyk włosów za ucho.

-Jesteś..-tym razem to ona przerwała mu wypowiedź, przykładając swój palec do jego rozgrzanych warg. Usiadła na niego w rozkroku i patrząc mu prosto w oczy odpięła swój stanik rzucając go gdzieś na podłogę.

-Jestem zupełnie pewna. - powiedziała z pewnością w głosie. Blondyn kiwnął głową, a kąciki jego ust delikatnie uniosły się ku górze. Pogładził ją po policzku, przykładając swoje usta do jej warg. Zatopili się w swoich ustach, zupełnie poddając chwili. Chris szorstkimi męskimi dłońmi pieścił jej rozgrzane i delikatne ciało składając na każdym jego skrawku gorące pocałunki, a ona oddała mu się bezwzględnie. Spojrzeli sobie w oczy, w których tańczyły wesołe ogniki, ale również było w nich widać ten pełen pożądania ogień. Jej ciało drżało kiedy wszedł w nią. Uśmiechnęła się do niego wyginając się w łuk. Przymknęła oczy zupełnie poddając się tej przyjemności. Chciała zapamiętać każdy pocałunek, każdy dotyk. On traktując ją jak bóstwo chciał dać jej w tamtym momencie jak najwięcej przyjemności, wsłuchiwał się w jej jęki i szybki oddech. Oboje przepełnieni euforią, dali ponieść się i pozwolili tej burzy uczuć którą każdy z nich nosił w sercu wybuchnąć. Opadli zmęczeni na pościel, ciężko oddychając. Odwrócił się w jej stronę patrząc na jej twarz która pokryta była rumieńcami. Uśmiechnął się do niej, łapiąc jej podbródek w dłoń zmuszając tym samym by spojrzała na niego. Widział, że jest speszona tym co się stało, nie należała do tych dziewczyn dla których sex to tylko zabawa, dla niej było to coś więcej. Ona przelała swoje wszystkie uczucia w tym zbliżeniu. Właśnie za to ją kochał, za tą delikatność i inność.

-Kocham Cię.- wypowiedział te dwa słowa, których już dawno był pewien, i karcił się w myślach że pozwolił żeby chociaż jedna myśl przeszła przez jego głowę, która zaprzeczała temu.

-Ja też cię kocham Chris.- spojrzała mu głęboko w oczy a ich usta po raz kolejny złączyły się w pocałunek.

 

 

 

Cdn..

Jest! W końcu zmusiłam się i napisałam tutaj nowy rozdział..ale czułam dzisiaj po prostu taką potrzebę..Przepraszam że tak dawno mnie tu nie było ale najpierw byłam za granicą, a później moja wena gdzieś uleciała..ehh..W ogóle to chciałam podziękować tym, którzy pytali co z tym opowiadaniem i domagali się nowego rozdziału..Jesteście kochane <3

Buziaki :*