czwartek, 29 października 2015

~18~

~18~


 Last kiss...last hug...last breath..

 

       Samochód zatrzymał się w bezpiecznej odległości od willi.

-Cataleyo.- spojrzała na mężczyznę.- Ten pen-drive okazał się bardzo pomocny. Niektóre dane są zaszyfrowane, ale myślę że już nie długo uda nam się je rozszyfrować a wtedy będę mógł cię stąd zabrać.- uśmiechnęła się delikatnie wyobrażając sobie dzień w którym nie będzie musiała już tu wracać.

-Czekam na to.- wyszeptała

-Wiem Cataleyo, ale wytrzymaj jeszcze trochę dobrze?- spojrzał jej w oczy upewniając się czy wszystko jest w porządku.

-Dobrze.- pokiwała głową posyłając mu uśmiech.

-Uważaj na siebie.- powiedział kiedy wychodziła. Pokiwała tylko głową i zamknęła drzwi od samochodu. Rozejrzała się dookoła, w pobliżu nie było żadnej żywej duszy, co uspokoiło ją. Mogła swobodnie pokonać drogę do willi.


Czekała na lotnisku tupiąc nogami. Była zdenerwowana i nie do końca pewna czy dobrze zrobiła zawiadamiając o wszystkim bruneta. Ale wiedziała że to jedyny sposób na odciągnięcie brata od Cataleyi a jej gość miał jej w tym pomóc, w końcu jemu tak samo jak jej zależało na Chrisie.


W tłumie zobaczyła postać bruneta, który ciągnął za sobą średniej wielkości walizkę. Jak zwykle ubrany był nienagannie. Koszula w niebieską kratę i dżinsowe spodnie poszarpane na nogawkach. Włosy postawione do góry i lekki zarost.


-Cześć.- przywitał ją całusem w policzek.


-Hej.- uśmiechnęła się uroczo.


 


-Jak podróż?-spytała kiedy siedzieli już w samochodzie


-W porządku.- odpowiedział rozglądając się przez szybę.


-Powiesz mi co to za plan, przez telefon byłaś bardzo tajemnicza?- spojrzał na nią co doskonale wyczuła.


-Musimy zrobić coś ostatecznego, coś co na zawsze rozdzieli Chrisa i Cataleye..wiem jak to brzmi i że to okrutne ale sam wiesz kim jest narzeczony Cataleyi i co może spotkać Chrisa.- ukradkiem spojrzała na niego. Wyglądał jakby myślał nad czymś.


-Poza tym Chris przez to wszystko przestał pracować, zostawił was, a sam doskonale wiesz ile włożył w zespół i jak wiele znaczy dla niego muzyka..Nie chcę i nie mogę pozwolić na to by zaprzepaścił to wszystko nad czym tak ciężko pracował przez tyle lat. - zatrzymała się na światłach.


Jay intensywnie przetwarzał słowa blondynki.


-Masz rację, nie możemy mu pozwolić na zmarnowanie tego...ale masz już jakiś plan jak to zrobić?


-Tak..będziemy musieli spotkać się z kimś kto im przeszkodzi w tym najbardziej.-ruszyła na zielonym.



-Jay?- spytał blondyn widząc w salonie siedzącego bruneta.


-No cześć stary. Miło że pamiętasz chociaż moje imię, bo nr telefonu chyba wyleciał ci już z głowy.- brunet przywitał się z Chrisem.


-Miałem dzwonić, ale jakoś tak wyszło.- chłopcy zajęli miejsce na kanapie.


-Eva mi już mówiła co wyszło..-brunet zmierzył przyjaciela wzrokiem.- Na kilometr widać że jesteś zakochany po same uszy.- zaśmiał się.


-Masz rację...Zakochałem się i nie ukrywam tego.- blondyn poważnie spojrzał na Jaya.


-Widzę widzę właśnie. - pokiwał głową, a do pomieszczenia weszła Eva.


Usiadła na fotelu.


-Chris, a może Cataleya przyszła by do nas na kolację? - zaproponowała.- w końcu wiemy o niej to miło by było spotkać się w gronie przyjaciół co?


Blondyn spojrzał podejrzliwie na siostrę, ale z drugiej strony takie normalne spotkanie...czemu nie.


-Tylko, że Cataleya ma do dyspozycji tylko nocne wyjścia.


-Nie szkodzi, dla niej nawet noc poświęcimy.- brunet poklepał kolegę po plecach.


-Jay ma rację, ja przygotuję coś dobrego, posiedzimy razem na pewno Cataleya też będzie zadowolona, w końcu dawno jej nie widziałam.


-Macie rację. Na pewno się ucieszy.- blondyn entuzjastycznie wyjął telefon pisząc do swojej ukochanej



Leżała na łóżku wspominając każdy jego pocałunek, każde słowo które wyszeptał do jej ucha..Czuła każdy jego dotyk na swoim ciele. Przygryzła wargę przymykając oczy. Czuła się wspaniale. Czuła że kocha i sama jest kochana. Tylko w jego ramionach była szczęśliwa i czuła że żyje..tylko on..


Z rozmyśleń wyrwał ją telefon.


„Bądź gotowa za dwa dni znowu się spotkamy.


Twój C :* „


Uśmiech mimowolnie pojawił się na jej twarzy, a brzuchu pojawiło się ciepło które tylko on potrafił wywołać u niej. Po słowach Antonia była pewna że teraz już wszystko będzie dobrze a jej życie w końcu nabierze pozytywny bieg. Była tak szczęśliwa że teraz nic nie było w stanie zepsuć jej humoru.


...


Oboje siedzieli w małej kawiarni czekając na swojego gościa, który miał być rozwiązaniem ich problemu. Blondynka strasznie się denerwowała..teraz miała wątpliwości czy faktycznie dobrze robią. Widząc jej stan brunet złapał ją za rękę. Spojrzała na niego, a on delikatnie się uśmiechnął co dodało jej otuchy.


Tą sielankową chwilę przerwało trzaśnięcie drzwiami. Wszedł do środka otoczony dwoma ochroniarzami. Ubrany w czarną skórzaną kurtkę i skórzane spodnie. Na twarzy widniał szelmowski uśmiech, a on szedł pewny siebie, patrząc wprost na nich.


-Co jest niby tak ważnego że chciałaś się ze mną spotkać? -zapytał stając nad nimi.


-Usiądź, musimy porozmawiać.- odrzekła starając się zachować spokój, chociaż w środku cała drżała.


Chłopak rozejrzał się, po czym zajął miejsce na krześle na wprost niej.


-A więc?- zapytał widocznie znudzony.


-Najpierw musisz dać mi słowo że mojemu bratu nic się nie stanie.- spojrzała mu w twarz.


Zrobił grymas na twarzy nie bardzo rozumiejąc o co chodzi blondynce.


-Nie wiem o co ci chodzi.


-Po prostu daj mi słowo że nic mu nie zrobisz.


-Okey..Masz moje słowo...ale do rzeczy, nie po to jechałem przez pół miasta...


-Twoja Cataleya...ma romans...z moim bratem.- serce jej stanęło, Jay ścisnął mocno jej dłoń.


Carlos siedział na krześle z pokerową miną. Nic nie można było wyczytać z jego twarzy.


-Dlaczego mam ci wierzyć, przecież jesteś jej przyjaciółką?


-Jestem...ale jestem też siostrą Chrisa i wiem że to musi się skończyć dla jego dobra, a teraz kiedy mam twoje słowo wiem że rozdzielisz ich nie robiąc krzywdy Chrisowi.


-Hmm..ciekawe. A masz jakieś dowody?- zmierzył ją wzrokiem, tak że poczuła na ciele zimny dreszcz.


-Przyjdź do nas jutro wieczorem, a sam się przekonasz. - przełknęła ślinę.


Carlos wstał z krzesła, po czym ostatni raz mierząc ich wzrokiem odwrócił się i wyszedł.


-Myślisz że dobrze zrobiliśmy?- spytała patrząc na bruneta.


-Myślę że słusznie.- odpowiedział, samemu wmawiając to sobie.


...


Jak każdego wieczoru, gdy miała się z nim spotkać była lekko podenerwowana a zarazem czuła w sercu ogromną radość. Wyszykowana, jak zwykle wymknęła się z willi niepostrzeżenie i poszła w miejsce gdzie zawsze czekał na nią samochód. O dziwo tym razem w samochodzie czekał na nią blondyn.


Bez uprzedzeń rzuciła mu się na szyję tuląc mocno do siebie. Chłopak zaśmiał się całując ją w czoło.


Czuł taką samą radość jak ona.


-A Antonio wie?- zapytała patrząc mu w oczy.


-Nie musi przecież wiedzieć o wszystkim prawda?


Zmrużyła oczy ale po chwili pokiwała twierdząco głową.


-A gdzie mnie zabierasz?- spytała gdy jechali inną droga niż zawsze.


-Do Evy, wiesz przyleciał Jay i oboje chcieli żebym cię przyprowadził.- rzekł patrząc na drogę.


-To oni wiedzą?- spytała czując coś dziwnego.


-Tak..i w sumie Eva nie była na początku pozytywnie nastawiona, ale zmieniła w końcu zdanie poza tym mówiła że stęskniła się za tobą.


-Ja za nią też.- brunetka radośnie klasnęła w ręce szeroko się uśmiechając na samą myśl o spotkaniu z przyjaciółką,



Siedzieli przy stole, wspólnie jedząc i śmiejąc się. Chłopaki przejęli rolę rozśmieszaczy co bardzo dobrze im wychodziło bo dziewczyny śmiały się głośno. Blondyn bardzo dbał o Cataleye. Przytulał ją, co chwilę całując, chciał by czuła się jak najlepiej. Brunetka była mu wdzięczna...tak dobrze czuła się w jego ramionach.


-Kocham cię.- wyszeptał do jej ucha.


Spojrzała na niego. Patrzyli na siebie z taką miłością że zdawało się to być aż nie możliwe. W ich tęczówkach tańczyły zabawne iskierki. Ich serca chodź dwa różne biły tym samym rytmem. Dwie osoby ale stworzone po to by tworzyć razem jedną spójną całość. I nie miłość nie zdarza się tylko w bajkach...Miłość istnieje naprawdę, wystarczy znaleźć tą przypisaną sobie osobę. Dotknął jej policzka, na co ona wtuliła się w jego ciepło przymykając na chwilę oczy i delektując się tym jedynym w swoim rodzaju dotykiem.


-Kocham Cię.- odpowiedziała mu, rozchylając usta tym samym zapraszając jego wargi. Blondyn nie czekając długo zbliżył się do niej dając jej tym samym najpiękniejszy pocałunek. Przez myśl brunetki przemknęło nawet że tak mógłby wyglądać ich ostatni pocałunek. Jego wargi tak delikatnie i subtelnie pieściły jej że mogłaby teraz po prostu umrzeć i była by szczęśliwa.


Blondynka siedziała przyglądając się tej scenie. Czuła ogromny niepokój i dopiero teraz gdy patrzyła na nich..na ich oczy gdy patrzą na siebie, na ich czułe gesty pożałowała...pożałowała tego co zrobiła.


-Cataleya musisz uciekać!- nagle wstała przerażona. Dopiero teraz dotarło do niej to co zrobiła.


Zakochani spojrzeli na nią nie rozumiejąc co ma na myśli.


-O czym ty...- pytanie brunetki zostało przerwane okropnym trzaśnięciem drzwiami. Jej oczy wbiły się w wejście, a serce zatrzymało swój bieg...


Cdn...


Dziękuję <3

środa, 21 października 2015

~17~

~17~


pocałunek


 

 

Początek jesieni w Rio okazał się być wyjątkowo pochmurny. Mgła unosiła się nad miastem, a delikatna mżawka rosiła wszystko wkoło. Chris stał przy oknie obserwując ten przygnębiający krajobraz. Pogoda idealnie odzwierciedlała jego obecny nastrój. Od kilku dni nie mógł znaleźć sobie miejsca, każda najmniejsza rzecz drażniła go, sprawiając tym samym jeszcze większy ból głowy. Nie umiał sobie z tym poradzić. Miał nieodparte wrażenie że, lada chwila coś złego może się wydarzyć, a on jest całkowicie bezradny w tym wszystkim. Potrzebował doświadczyć tej ekscytującej dawki adrenaliny, którą dostarczał mu widok Cataleyi. Pragnął zobaczyć jej oczy, dotknąć jej gładkiej skóry i zatopić się w jej ustach. Chciał poczuć zapach jej włosów które oplatają jego szyję.

W drzwiach, stała szczupła blondynka. Przyglądała się bratu i martwiła o niego. Widziała że coś go trapi, że nie potrafi sobie z czymś poradzić. Domyślała się że chodzi tu o jego miłość. Mimo tego, że brunetka była jej przyjaciółką i wiele jej zawdzięczała, to w tym momencie była wściekła na nią i miała ochotę zrobić coś co przerwie tą niedorzeczną miłość. Oczywiście było jej żal przyjaciółki, ale tu chodziło o bezpieczeństwo jej brata.

Podeszła do niego, również spoglądając w ten nieprzyjemny obraz zza oknem.

-Pogoda ostatnio strasznie się popsuła.- zaczęła

-Yhymm..- przytaknął jej ciągle wpatrując się w okno.

-Chris..- spojrzała na niego- Chris spójrz na mnie.- rozkazała mu.

Blondyn mozolnie spojrzał na siostrę, wyczytując z jej spojrzenia troskę.

-Wiem że myślisz o niej, ale spójrz na siebie...ta cała „miłość”- zrobiła cudzysłów w powietrzu.- niszczy cię. Moim zdanie powinieneś wrócić do Berlina i zająć się pracą. Chłopaki do mnie wydzwaniają, podobno nie dajesz znaku życia a zespół stoi pod ścianą..

-Mam gdzieś zespół.- spojrzał jej w oczy.

-Jak to masz gdzieś zespół?- złapała go za ramiona delikatnie potrząsając.- Tyle pracy w to włożyłeś, i chcesz to zmarnować dla głupiego zauroczenia?

-Eva, ty nie rozumiesz...to nie jest zwykłe zauroczenie, to coś więcej..ja nie potrafię przeżyć spokojnie dnia bez widoku jej oczu. Nie mogę oddychać kiedy nie ma jej w pobliżu.

Patrzyła na niego z niedowierzaniem.

-Chris...dobrze wiesz że ona żyje w innym świecie, nie chcę żeby stało ci się coś złego.- spojrzała mu w oczy, trochę zniżając swój ton.

-Jeśli musiałbym to oddał bym nawet za nią życie rozumiesz...i nic tego nie zmieni. Ani ty, ani chłopaki, nawet jej narzeczony nie zmieni tego że się kochamy. Musisz to zaakceptować..-wyswobodził się z jej uścisku i powolnym krokiem wyszedł z pokoju.

-To się jeszcze okaże.- Powiedziała ze łzami w oczach. W jej głowie pomału tworzył się plan który może drastyczny, ale miał uratować życie jej bratu, a to przecież najważniejsze.

 

Wyszedł z domu, biorąc głęboki wdech świeżego powietrza. Założył kaptur na głowę i ruszył przed siebie. Nie był zły na siostrę, wiedział że martwi się o niego, poza tym ona nie rozumiała tego co łączy jego i Cataleye...coś tak wyjątkowego nie przytrafia się wszystkim. Po kilku minutach swojej wędrówki znalazł się na dobrze mu znanym klifie. Przystanął chwilę, przypominając sobie, jak tutaj właśnie zobaczył swoją nimfę. Uśmiechnął się delikatnie na samą myśl o wspólnie spędzonych chwilach tutaj. Podszedł bliżej i usiadł na wilgotnej trawie. Przymknął oczy, i od razu ujrzał w wyobrazi jej obraz. Te oczy które go zaczarowały, jej rumieńce przy każdym jego spojrzeniu, dotyku, jej speszenie które jemu tak się podobało. Uśmiech który potrafiłby rozjaśnić najciemniejszy zakątek na świecie. Na samą myśl jego kąciki ust uniosły się ku górze, jednak gdy otworzył oczy ona zniknęła, tak samo jak uśmiech z jego twarzy. Chciał ją tutaj, teraz...

...


Siedziała ze skulonymi nogami, na parapecie, wpatrując się w zachmurzone niebo. Krople deszczu co chwile obijały się o szybę, tworząc smutny nastrój wkoło. Tak jak niebo płakało, tak i jej chciało się płakać. Smutek który nosiła w sercu, był tak okropny że sprawiał jej aż ból. Przymknęła oczy wyobrażając sobie blondyna – jedyną osobę która potrafi sprawić że się uśmiecha. Tak bardzo w tym momencie pragnęła jego dotyku. Nie miała pojęcia kiedy Antonio pozwoli im znowu się spotkać, ale miała nadzieję że nie będzie to bardzo odległy czas, bo z każdym dniem jej cząstka umierała bez blondyna. Czuła że to właśnie on jest tą osobą która podtrzymuje ją przy życiu i sprawia że ma siłę walczyć. Po jej policzkach spłynęły łzy, w myślach błagała Boga by mogła go zobaczyć.

...


Kolejny wieczór zbliżał się i nie zapowiadał nic innego niż kolejna samotna noc. Leżała w łóżku, jak zwykle pogrążona w swoich myślach. Dźwięk smsa, sprawił że jej serce zabiło szybciej, a oddech zatrzymał się na chwilę. Drżącą dłonią wzięła telefon do ręki i odczytała wiadomość. Przytuliła telefon do piersi uśmiechając się szeroko. Jej modlitwy zostały wysłuchane, w końcu było jej dane zobaczyć się z blondynem. Wstała szybko z łóżka podchodząc do szafy, wyciągnęła z niej zwiewną niebieską sukienkę, czystą bieliznę, beżowe sandałki na lekkim obcasie oraz rozpinany sweterek w tym samym kolorze co buty. Skierowała się do łazienki, stanęła przed lustrem chwile przyglądając się sobie. Zmrużyła oczy, na widok siebie w odbiciu. Zero makijażu, włosy związane w jakiś beznadziejny koczek. Chwyciła swoją kosmetyczkę, robiąc lekki makijaż, włosy rozpuściła rozczesując je delikatnie. Ubrała się w wybrane przez siebie ciuchy. Spojrzała w swoje odbicie, wyglądała lepiej, ale nigdy nie powiedziałaby że jest piękna. Spryskała się perfumami i wyszła z łazienki. I znowu ten sam schemat. Najpierw sprawdzenie czy nikogo nie ma, później wymknięcie się z pokoju, z willi aż w końcu opuściła całkowicie teren willi. Serce waliło jej tak że miała problem z łapaniem powietrza. Szła co chwilę odwracając się i rozglądając czy jest bezpieczna. Kiedy doszła na miejsce, czekał na nią czarny samochód. Pełna nadziei że czeka na nią Chris wsiadła do niego. Ku jej zdziwieniu nie był to jej blondyn.


-Witaj Cataleyo.- mężczyzna uśmiechnął się do niej.


-Ty? Myślałam że..


-Spokojnie Chris już czeka na ciebie.- brunet uśmiechnął się do niej odpalając silnik i powoli ruszając.


-Aha..- dziewczyna odetchnęła z ulgą.


Droga minęła im w ciszy, która przerywana była tylko cichą muzyką dochodzącą z radia. Kiedy samochód się zatrzymał brunetka spostrzegła że znajduję się pod tym samym blokiem co ostatnio.


Spojrzała na Antonia, czekając na jego „rozkazy”.


-Idź, on już czeka tam na ciebie. Przez ten cały czas nie dawał mi spokoju, wydzwaniał codziennie prosząc o spotkanie z tobą.- mężczyzna zaśmiał się.- No idź śmiało, ja poczekam tu na dole, w razie jakiś problemów.


Brunetka uśmiechnęła się, po czym otworzyła drzwi.


-Tylko pamiętaj że macie czas tylko do 4.00.


-Dobrze.- Szczęśliwa wysiadła z samochodu i skierowała się do budynku. Weszła do windy, wciskając przycisk z nr piętra. Kiedy winda zatrzymała się, a ona wysiadła z niej i stanęła przed drzwiami, za którymi czekała na nią jej miłość, jej serce biło już tak szybko, że nie kontrolowała ani swojego oddechu, ani żadnej części ciała. Delikatnie nacisnęła na klamkę wchodząc do mieszkania. Jej oczom od razu ukazała się droga cała usłana płatkami róż. Na ten widok uśmiech od razu zagościł na jej twarzy. Dłużej nie czekając szła po tej ścieżce, która prowadziła do sypialni. Kiedy do niej weszła światło z porozstawianych świec uderzyło ją, oświetlając tym samych pokój, w którym było jeszcze więcej kwiatów. Nagle poczuła jego ciepłe dłonie na swoich oczach. Szeroko się uśmiechnęła, po czym delikatnie i powoli odwróciła się w jego stronę.


-To dla ciebie.- blondyn wręczył jej białą różę.


-Dziękuję.- brunetka spuściła wzrok na dół, przygryzając dolną wargę. Sama nie wiedziała dlaczego, ale obecność blondyna peszyła ją.


Przybliżył się biorąc jej podbródek w dłonie. Spojrzała mu w oczy, a jej policzki od razu oblały się rumieńcami.


Nieznacznie, niemalże niezauważalnie musnął jej usta. Jej wargi drżały niespokojnie. Dotknął jej ust, jeszcze raz upewniając się że to nie sen, a ona jest prawdziwa. Była tu..tu i teraz, specjalnie dla niego. Jej drżące, nieco rozchylone usta działały na niego jak najsilniejszy narkotyk, przed którym nie dało się obronić. Objął ją delikatnie, a zarazem pewnie nie pytając o zdanie, mając nadzieję że ona pragnie tego samego. Musnął jej wargi kolejny raz, pozwalając by ten niewinny gest przerodził się w prawdziwy głęboki pocałunek dwojga zakochanych ludzi. Ogień który pochłonął ich ciała i serca nie zamierzał gasnąć tej nocy. Jej pocałunki były dla niego niczym powiew letniego wiatru na wilgotnej skórze. Objął ją mocno w pasie, zupełnie tak jakby bał się że zaraz ktoś mu ją zabierze, lub sama ucieknie. Ona jednak stała w tym samym miejscu, pozwalając by usta blondyna zawładnęły całym jej światem. Odwzajemniły pocałunek, obejmując jego szyję. Zbliżyła się do niego całym swoim ciałem, tak jakby chciała całą sobą odwzajemnić jego bliskość. Jej nieśmiałość prysła. Był jej i tylko to się liczyło. Delikatnie oderwali się od siebie, opierając o siebie swoje czoła. Żadne z nich nie otwierało oczu.


-Nawet nie wiesz jak bardzo za tym tęskniłem.- Jego cichy szept rozbił się na jej wargach. Uśmiechnęła się i z wolna otworzyła swoje powieki od razu natrafiając na jego zgubny wzrok.


-Wiem Chris, bo od tamtej chwili ja tez o tym marzyłam.


Bez słowa oplotła jego szyję dłońmi przysuwając się do niego tak blisko, jak tylko pozwoliły jej na to ubrania. Czuła jak mocniej ujmuje jej talię, przyciągając bardziej niż to było możliwe. Początkowo delikatne pocałunki przerodziły się w żar pełen namiętności.


Drżała pod wpływem swoich nieprzyzwoitych pragnień i jego zachłanności, nad którą on już nie panował. Nie mógł, nie chciał tego zatrzymywać. Obsypując ją pocałunkami przywarł do pobliskiej ściany. Był zachłanny i nie mógł inaczej. Pragnął jej jeszcze bardziej, niż zawsze chociaż wydawało się to nie być możliwe. Nie protestowała kiedy pozbył się jej sweterka, ona bowiem nie pozostała mu dłużna. Jej skóra płonęła żywym ogniem gdy ją dotykał. Pragnął jej a ona chciała być jego jedynym pragnieniem. Nie protestowała gdy jego dłonie zjechały na jej biodra. Jak w niekontrolowanym amoku zacisnął palce na jej ciele podrywając ją z ziemi. Całą sobą oplotła jego ciało, jeszcze intensywniej całując jego wargi.


Był jej, tylko to się liczyło. To co było tu i teraz. Cały świat przestał istnieć, a czas zatrzymał się.


Nie przestawał składać pocałunków na jej wargach, gdy znaleźli się na przykrym pościelą łóżku.


W śród płonących świec, powietrze było wypełnione cichymi westchnieniami i przyspieszonym oddechem. Teraz kiedy wszystkie jej ubrania znajdowały się gdzieś porozrzucane po pokoju, a ona naga leżała bezbronnie przed nim, nie mogła powstrzymać drżenia ciała i niespokojnego oddechu. Spoglądała w jego oczy widząc pożądanie i uwielbienie.


Spojrzał w jej oczy szukając pozwolenia na to co miało się zaraz wydarzyć.


-Cataleyo.- Jego cichy szept i ta czułość w głosie wywołała uśmiech na jej twarzy. Powoli uniosła dłoń przykładając palec do jego warg.


-Kochaj się ze mną tak jakby miała to być nasza ostatnia noc.- Szepnęła niemal bezgłośnie, uśmiechając się niewinnie. Kąciki jego ust uniosły się ku górze tym samym tworząc dwie słodkie dziurki w policzkach.


Przymknęła oczy a on przybliżył się składając na jej ustach namiętny, a zarazem najdelikatniejszy pocałunek o jaki nawet się nie podejrzewał. To co stało się chwilę później miało pozostać w ich pamięci już na zawsze.


Mimowolnie odsunęła swoje usta od jego, wyginając naprężone ciało w łuk, z cichym westchnieniem rozkoszy. Nie było już między nimi żadnej granicy. Byli jednością.


Wstrzymała oddech czując jak krew pulsuje w każdej żyle, a mięśnie spinają w nienaturalny skurcz. Jej serce biło tak szybko, a płuca zapominały o oddechu. Jej ciało zalewała fala ciepła i tak wyjątkowego uczucia że nawet nie umiała tego opisać.


Krople potu spływały po jego skroniach i ciele. Obsypywał jej ciało pocałunkami, a ich niespokojne oddechy mieszały się z westchnieniami i jękami które były coraz głośniejsze i odważniejsze. Oplotła jego szyję, szeptając mu do ucha słowa, których by się po sobie nie spodziewała.


-Chris...


Nic nie było w stanie opisać jego uczuć, gdy brunetka w kulminacyjnym momencie wyszeptała jego imię. Objął ją mocniej, nie móc ugasić tego żaru który palił go od środka.


Jedność osiągnęli oboje, ona z krzykiem spełnienia, a on z nienaturalnie przyspieszonym oddechem.


-Kocham cię Cataleyo.- wyszeptał mocno tuląc ją do siebie.


-JA też cię kocham Chris.- Mocno przymknęła powieki, uśmiechając się przez łzy. Wiedziała, że ta chwila to tylko coś ulotnego, coś czego nie mogła zatrzymać. Była świadoma, że za kilka godzin, może nawet minut będzie musiała wrócić do tak beznadziejnej rzeczywistości. Wtuliła się w jego tors, czerpiąc przyjemność z każdego jego dotyku. Chłonęła zapach jego perfum, skóry. Chciała wszystko zapamiętać jak najbardziej się da, w końcu nie wiedziała kiedy znowu będzie im dane zobaczyć się.



Leżała wtulona, w jego nagi tors. Oboje w ciszy delektowali się swoją obecnością. Zegar na ścianie coraz bardziej zbliżał się do godziny rozstania, którego ani on ani ona nie chcieli. Głaskał jej ramię, delektując się jej zapachem który drażnił jego nozdrza. Mocno trzymał ją, zupełnie nie chcąc jej wypuszczać, ale niestety czas był dla nich nieubłagany. Zegar nie cofnął swoich wskazówek, tylko wybił godzinę, która miała być godziną ich rozłąki. Brunetka bez słowa wyswobodziła się z objęć blondyna, wstając z przesiąkniętej zapachem pościeli. Pozbierała swoje ubrania z podłogi i mozolnie zaczęła zakładać je na siebie.


Przyglądał się jej, czując jak każdy skrawek jego ciała krzyczy by nie wypuszczał jej, by zatrzymał ją przy sobie.


Wstał podchodząc do niej. Spojrzała mu w oczy. Nie potrzebowali słów. W swoich oczach potrafili wyczytać wszystko. Zarzuciła dłonie na jego szyję, przylegając do niego. On złapał ją w tali, przyciągając do siebie. Ich usta po raz kolejny tej nocy złączyły się w pocałunku. Tylko z tą różnica że ten pocałunek był przepełniony miłością, taką czystą prostą miłością.


-Do zobaczenia ukochany.- wyszeptała odrywając się od niego i w pośpiechu odwracając się opuściła mieszkanie. Wyszła a jej całe ciało drżało. Nie umiała powstrzymać łez które zebrały się pod jej powiekami. Weszła do windy, wycierając twarz i poprawiając swoje włosy. Przed blokiem czekał na nią Antonio w samochodzie. Wsiadła i bez słowa zapięła pasy. Czuła się tak rozbita że nie umiała wydusić z siebie żadnego słowa. Na szczęście mężczyzna rozumiał i o nic jej nie pytał. Odpalił samochód i ruszył.


 


 


Cdn...


Dziękuję tym, którzy są :* <3

piątek, 16 października 2015

~16~

~16~


 

 "... nadzieja istnieje zawsze, do ostatniej chwili.


Dlatego właśnie jest nadzieją..."




      Nadeszła tak oczekiwana noc dla Cataley.i Od spotkania z blondynem minął już tydzień, a ona wciąż miała w głowie ogromny mętlik. Jedyne czego teraz pragnęła to schować się w jego ramionach i zniknąć tam na zawsze. Bez strachu, bez zmartwień, bez łez...trwać w nim i w tej miłości, która dodawała jej sił, a jednocześnie osłabiała ją. Kiedy była blisko niego, każdy skrawek jej ciała i duszy należał do niego.

Ubrana w czarny dres, wymknęła się z pokoju, dokładnie rozglądając czy nikogo nie ma. Zeszła po schodach kierując się w miejsce gdzie była tylko raz w życiu. Miała na tyle szczęścia, że wszyscy ochroniarze byli zajęci oglądaniem jakiegoś meczu w ich kanciapie. Każdy krok stawiała z ostrożnością sapera, co chwilę rozglądając się nerwowo czy ktoś nie idzie. Kiedy stanęła przed dużymi dębowymi drzwiami serce waliło jej jak młot. Z kieszeni wyjęła mały srebrny kluczyk, który podkradła z pokoju Carlosa. Przekręciła zamek i delikatnie uchyliła drzwi. Kiedy była już w gabinecie, po cichu zamknęła za sobą drzwi. W gabinecie panował półmrok, co utrudniało jej poszukiwania tego po co przyszła. Z drugiej kieszeni wyjęła miniaturową latarkę, włączyła ją podchodząc do dużego biurka które znajdowało się na środku gabinetu. Otworzyła jedną z szuflad, przeglądając dokumenty które się tam znajdowały, niestety to nie było to po co przyszła. Otworzyła drugą szufladę, znowu pudło. Spojrzała na komputer, który stał na biurku. Włączyła go czekając aż zastartuje. Serce biło jej tak szybko i głośno że miała wrażenie że to ono zdradzi miejsce w którym jest. Nerwowo przygryzła wargę, modląc się w duchu aby urządzenie włączyło się szybciej. Kiedy komputer w końcu zastartował, nerwowo chwyciła za myszkę szukając jakichś tajnych dokumentów. Kiedy w końcu znalazła to co chciała, wyjęła z kieszeni małego pendriva i włożyła go do wejścia usb. Kliknęła na kopiowanie i czekała. Nagle usłyszała jakieś głosy. Szybko wyłączyła komputer z zasilania i schowała się za komodą która stała po prawej stronie pokoju. Do pomieszczenia ktoś wszedł, a jej serce stanęło. Mimo prób opanowania, jej oddech stał się szybki i płytki. Miała wrażenie że zaraz ktoś odkryje że tu jest. Po głosach rozpoznała że do gabinetu wszedł Marco z Carlosem, którzy ku jej zdziwieniu mieli wrócić dopiero rano.

-Ile razy mam ci powtarzać, że drzwi mają być tu zamknięte!- usłyszała srogi ton Marco.

-Były.- odparł młodszy

-Mniejsza o to, lepiej powiedz jak mają się sprawy ze ślubem?

- Wszystko jest przygotowane. Ślub odbędzie się w 21 urodziny Cataleyi, później upozorujemy wypadek, w którym ona nieszczęśliwie zginie, a ja jako wdowiec po niej przejmę wszystkie pieniądze rodziny Esposito..- zadowolony z siebie brunet uśmiechnął się.

-Bardzo dobrze, w końcu te pieniądze będą nasze. Tylko pilnuj tej małej żeby przypadkiem nie zrobiła czegoś głupiego.- mężczyzna pogroził mu palcem

-Raczej wątpię żeby odważyła się na to.

-Obyś miał rację synu. A teraz chodźmy musimy pogonić tych półgłówków sprzed telewizora. Wystarczy chwila naszej nieobecności i każdy robi co chce.- powiedział po czym oboje wyszli z biura zamykając drzwi na klucz.

Brunetka siedziała skulona na podłodze z dłonią przystawioną do twarzy, by nie wybuchnąć płaczem. To co usłyszała nie mieściło się jej w głowie. Właśnie w tym momencie wszystkie jej wątpliwości dotyczące współpracy z Antoniem zniknęły, teraz była pewna że postępuje słusznie i to jedyna droga do jej wolności, i jedyny sposób by uratować siostrę. Wzięła kilka głębokich oddechów uspakajając się trochę. Ostrożnie wstała z podłogi wychodząc zza kredensu. Wyjęła pendriva z komputera mając nadzieję że wszystko się na niego zgrało zanim wyłączyła sprzęt. Podeszła do drzwi i przystawiła ucho do nich słuchając czy ktoś tam jest. Było słychać jakieś odgłosy ale daleko. Policzyła do trzech po czym przekręciła klucz i otworzyła drzwi. Szybko rozejrzała się po korytarzu, nikogo na nim nie było, ale z góry dało się słyszeć że ktoś schodzi. Szybko zamknęła drzwi za sobą, i prawie biegiem udała się do kuchni. Nikogo w niej nie było, co sprawiło że poczuła wielką ulgę. Podeszła do lodówki, wyjmując z niej dzbanek z sokiem. Z szafki wzięła szklankę. Kiedy nalewała sok poczuła, na swoich biodrach czyjeś dłonie, a na szyi oddech. Od razu uderzył ją zapach męskich perfum, ale nie były to te same perfumy które sprawiały że jej serce rozpływa się z miłości. Odwróciła się. Przed nią stał brunet z tym swoim pewnym siebie wyrazem twarzy. Spuściła wzrok, nie mając ochoty patrzeć mu w oczy, w szczególności po tym co usłyszała.

-Co tu robisz?- spytał chwytając jej podbródek, tym samym zmuszając ją by spojrzała na niego.

-Przyszłam się napić.- odpowiedziała z lekkim drżeniem w głosie.

-Yhymm..- brunet zbliżył twarz do jej ucha. Czuła jak jego oddech uderza w jej szyję.- Jeśli jesteś spragniona to mogę się tym zająć.- wyszeptał, sprawiając tym samym że po ciele brunetki przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Chłopak zauważając to nie miał zamiaru przerywać zabawy, wręcz przeciwnie. Chwycił jej dłonie przyciskając do blatu. Spojrzała na niego ze strachem. Nigdy nie mogła być pewna tego co zrobi. Serce biło jej jak oszalałe, a w żołądku czułą nieprzyjemny ucisk.

-Wiesz, lubię cię...jesteś taka delikatna, niewinna.- mówił coraz bardziej przybliżając swoją twarz do jej.- A co najważniejsze jesteś moja.- spojrzał jej w oczy uśmiechając się cwano.

Patrzyła mu w oczy bojąc się tego co może zrobić. Czuła jednocześnie strach i obrzydzenie do niego. Przybliżył swoją twarz tak że prawie stykał się z jej ustami. Brunetka przymknęła oczy, głośno przełykając ślinę.

-Mógłbym teraz zrobić z tobą co bym tylko chciał, wiesz.- pocałował ja w policzek, później w szyję. - Jesteś taka słodka.- wyszeptał wprost do jej ucha. Cataleya otworzyła oczy próbując się wyrwać z jego uścisku, niestety on był silniejszy. Złapał ją za podbródek mocno ściskając. Spojrzał w jej wystraszone oczy, po czym roześmiał się głośno puszczając ją. Wystraszona Cataleya, szybko wybiegła z kuchni, kierując się do swojej sypialni. Kiedy zamknęła drzwi, zsunęła się na podłogę, głośno oddychając. Do jej oczu napłynęły łzy, a ciało mimowolnie drżało ze strachu. Schowała twarz w dłoniach i cicho zaczęła szlochać. Kiedy trochę się uspokoiła wyjęła z kieszeni pendriva, wzięła go w dłonie delikatnie obracając.

-Jesteś moją jedyną nadzieją.- powiedziała po czym ścisnęła rzecz w dłoni.


Kolejna noc i kolejna nadzieja dla brunetki. Stała nad grobem swoich rodziców, modląc się w duchu. Czekała na Antonia, któremu miała przekazać swoją zdobycz z poprzedniej nocy.


-Witaj Cataleyo.- usłyszała, a już po chwili obok niej stał mężczyzna.


-Dobry wieczór.- wyszeptała, po czym przeżegnała się i spojrzała na niego.


-Masz coś.- spytał przyglądając się dziewczynie.


-Tak.- wyszeptała i wyciągnęła z kieszenie owego pendriva.- To wszystko co udało mi się zdobyć.- podała mężczyźnie urządzenie.


-Jesteś bardzo odważna. Przekażę to wyżej i zobaczymy czy to to o co nam chodzi.


-Jak to? A co ze mną? Z moja siostrą?


-Spokojnie, najpierw musimy się upewnić czy są tu dowody które obciążą Marco i Carlosa.


-A co ze mną?-spytała mrużąc oczy.


-Niestety, ale musisz na razie czekać. Przykro mi ale nie mogę nic zrobić.-położył rękę na jej ramieniu.


-A Chris? Kiedy go zobaczę? - wyszeptała, czując jak pod powiekami zbierają się jej łzy.


-On wypytuje o to samo. Obiecuję ci że się spotkacie, ale dopiero wtedy kiedy będę miał pewność że będzie to bezpieczne, dla was obojga. - spojrzał jej w oczy.- Do zobaczenia Cataleyo i uważaj na siebie.- kiwnął głową po czym odszedł, zostawiając ją samą.


Patrzyła jak odchodzi, a po jej policzku mimowolnie zaczęły spływać łzy. Musiała znowu wrócić do tej przeklętej willi. Tęskniła za blondynem, a najgorsze było to że nie wiedziała kiedy go znowu zobaczy...


 


 


Cdn...


Dziękuję za wasze opinie i za to, że jesteście ze mną i czytacie moje opowiadanie. Wiem że są osoby które czytają, a nie komentują, apel do was bardzo was proszę zostawiajcie po sobie jakiś ślad, wystarczy nawet uśmieszek, albo smutna minka cokolwiek co naprowadzi mnie na to czy macie jeszcze ochotę czytać to.


Buziaki :***