środa, 18 listopada 2015

~20~

~20~


 "...Tracimy szanse, pociągi się wykolejają..."

Obudził go ciepły wiatr, który delikatnie muskał jego policzki. Otworzył powieki, szybko i nerwowo rozglądając się. Był na tarasie domu, w którym po raz pierwszy kochał się z Cataleyą. Bolała go głowa i nie do końca rozumiał co się dzieje. Wstał, przecierając powieki. Spojrzał w niebo gdzie od razu słońce oślepiło go swoim blaskiem. Zmrużył oczy rozglądając się. Wtedy zobaczył ją. Stała przy brzegu a jej stopy co jakiś czas oblewane były falami oceanu. Była ubrana w białą koronkową sukienkę, we włosach miał wpleciony wianek, który chodź w pewnym stopniu dyscyplinował jej włosy którymi bawił się wiatr. Poczuł dziwny ścisk w brzuchu. Zerwał się szybko biegnąc w jej stronę.

-Cataleya..kochanie.- stanął naprzeciwko niej łapiąc ją za ręce. Brunetka spojrzała na niego spokojnie. Na jej twarzy zawitał uroczy uśmiech. Jej twarz była taka spokojna, a w oczach miała ten blask który on tak bardzo pokochał. Wyglądała tak wspaniale i pięknie.

-Boże to naprawdę ty.- Złapał ja za twarz patrząc chwilę w jej oczy, po czym zamknął ją w silnym uścisku. Czuł jak łzy pulsują mu w oczach. Przymknął powieki nie pozwalając im się wydostać i zaciągnął się zapachem jej włosów które oplatały jego twarz.

-Tak się bałem że cię straciłem..Myślałem że..ty, Carlos. - Oderwał się na chwilę spoglądając znowu na jej twarz. Nie miała żadnego siniaka, ani nawet zadrapania.

Uśmiechała się do niego promiennie. Podniosła dłoń i przyłożyła do jego policzka delikatnie go głaszcząc.

Było to tak delikatne i subtelne jak muśnięcie skrzydeł motyla. Głęboko spojrzała mu w oczy.

-Nigdy mnie nie stracisz Chris.- Wyszeptała przybliżając się bliżej. - Już na zawsze będę twoja.- Przyłożyła drugą dłoń do jego policzka. Blondyn przymknął oczy, czując delikatne muśnięcie jej ust na swoich. Kiedy otworzył powieki nie było jej. Wystraszony zaczął rozglądać się dookoła.

-Cataleya!- krzyknął czując ogarniający go strach. Nagle bezchmurne niebo zaczęło przybierać granatowego koloru, a chmury coraz gęściej zaczęły na nie napływać. Ocean wzburzył się, a wiatr przestał być już tak delikatny i przyjemny, a zmienił się w nieprzyjemny sztorm. Zdezorientowany zaczął biec w stronę domu, ciągle wykrzykując imię ukochanej. Nagle poczuł silny ból który przeszył jego głowę. Upadł na piasek łapiąc się za nią. Ostatni raz wykrzyczał imię ukochanej zanim jego twarz opadła na zimny piasek.

 

-Chris! Chris!-usłyszał jak ktoś go woła. Jego powieki były tak ciężkie że przez chwilę walczył z nimi próbując chodź na chwilę je otworzyć z nadzieją że ujrzy swoją Cataleye. Oślepiło go jaskrawe światło. Zamrugał kilkakrotnie przyzwyczajając oczy do światła. Jego rozmazany wzrok po chwili unormował się.

-Boże Chris jak dobrze..tak się martwiłam.- poczuł silny uścisk. Zdezorientowany rozejrzał się. Był w jakiejś sali, leżał na łóżku a jego lewa ręka była podłączona do jakiegoś urządzenia i kroplówki. Spojrzał na swój tors do którego przytulona była jego siostra. Koło łóżka stał Jay z opatrunkiem na nosie.

-Chris ja tak strasznie przepraszam.- Blondynka zaczęła szlochać.

Dopiero teraz zaczął przypominać sobie co się stało. Obrazy katowanej brunetki uderzały go sprawiając niemiłosierny ból w jego głowie. Serce zaczęło szybciej mu bić a krew w żyłach pulsowała. Wolną ręką odsunął od siebie siostrę, patrząc na jej zapłakaną twarz.

-Gdzie Cataleya?!- wysyczał z zaciśniętymi zębami. Blondynka spuściła wzrok, ponownie zaczynając szlochać. Blondyn przeniósł wzrok na bruneta, który tylko ze zrezygnowaniem pokiwał głową. Czuł jak wszystkie mięśnie napinają się a w środku wzbiera w nim złość. Zacisnął pięści na prześcieradle klnąc coś pod nosem. Odłączył z ręki to co miał przypięte i gwałtownie wstał z łóżka. Poczuł jak boli go brzuch i głowa, ale w tym momencie to było mało ważne dla niego. Ruszył w stronę drzwi twardo trzymając się na nogach.

-Chris co ty robisz? -Eva krzyczała za nim ale nie zważając na nią wyszedł na korytarz. Rozejrzał się. Na jednym z krzeseł siedział Antonio. Podszedł do niego najszybciej jak tylko potrafił. Mężczyzna zauważając go wstał. Jego mina mówiła wszystko. W oczach miał złość pomieszaną z żalem i wyrzutami.

Nie panując nad nerwami blondyn złapał go za koszulkę.

-Gdzie Cataleya?

Mężczyzna złapał za jego dłonie i jednym ruchem zrzucił je z siebie. Posłał mu pogardliwe spojrzenie.

Blondyn poczuł jak ból przeszywa jego ciało, a nogi odmawiają mu posłuszeństwa. Obraz zaczął się rozmazywać i gdyby nie Antonio wylądowałby na podłodze.

...


Otworzył oczy i znowu to nieprzyjemne światło oślepiło go. Leżał na łóżku a jego ręka ponownie przypięta byłą do różnych kabelków. Nie wiedział ile spał, ale za oknem było dosyć jasno co wskazywało na to że jest środek dnia.

-Zaufała wam.- usłyszał spoglądając w kąt sali. Stał tam Antonio. - Jak mogliście...- zrobił kilka kroków w stronę blondyna. Obaj spojrzeli sobie w oczy.

-Błagam powiedz mi co z nią.- Blondyn wspiął się na łóżku, ale ból w brzuchu nie pozwalał mu na więcej.

Mężczyzna spuścił głowę, machając nią delikatnie. Wziął głęboki wdech po czym ponownie spojrzał na blondyna.

- W żadnym szpitalu w promieniu 50 km jej nie ma. Willa została opuszczona, jest w niej tylko kilka ochroniarzy i gosposia. Marko i Carlos rozpłynęli się w powietrzu...A Cataleya...nawet nie wiemy czy żyje. - Odwrócił twarz nie patrząc na chłopaka.

Chris poczuł jak coś zgniata jego serce, powodując że nie może oddychać.

-Nie mów tak ona na pewno..

-Co na pewno?! Nic teraz nie jest pewne rozumiesz NIC!- zacisnął pięści patrząc na Watrina ze złością.- Jak mogliście być tacy nieodpowiedzialni? Gdybym tylko wiedział..-podszedł do okna uderzając pięścią w parapet.-Obiecałem jej ojcu..obiecałem jej że ją wyciągnę z tego. -Mężczyzna spojrzał w okno.

-Ona żyje! Musimy ją znaleźć. Rozumiesz! Ona nie mogła..-Słowa które chciał wypowiedzieć ugrzęzły mu w gardle.

-Jak chcesz to zrobić?- Brunet odwrócił się. - Ci z góry dostali to czego chcieli...ostatnie na co się zgodzili to poczekać na urodziny Cataleyi, na których miał się odbyć ślub..ona już nie ma dla nich wartości, nie będą narażać agentów na to by ją odnaleźć.

-Jak to? A jej siostra przecież..

-To od początku był blef. Jej siostra nie żyje...Posłużyliśmy się tą samą bronią co Marco..To był jedyny sposób by Cataleya poszła na współpracę, po wszystkim miała być bezpieczna, ale teraz gdy zniknęła..oni nie chcą robić nic więcej..Więcej ich nie obchodzi..

Blondyn nie mógł uwierzyć w to co usłyszał. Poczuł że świat wali mu się, a on nic nie może zrobić.

-Nie możecie..- wydukał patrząc załzawionymi oczami na agenta.

-Przykro mi..jedyne co pozostało to czekanie.- Podszedł do drzwi po czym bez słów wyszedł zostawiając Chrisa samego.

Czuł jak łzy mimowolnie płyną po jego policzku. Nawet nie mrugał. Serce bolało go tak bardzo że jedyne co w tej chwili chciał zrobić to krzyczeć z tego bólu i złości. Potrząsnął głową wyrzucając z niej myśl o śmierci jego ukochanej. Jednocześnie czuł się taki bezsilny i malutki. Nie mógł nic zrobić, a jedyna osoba która mogła mu pomóc kazała po prostu czekać. Wziął kołdrę którą był przykryty i przycisnął mocno do twarzy, krzycząc z rozpaczy i nerwów. Nawet nie próbował hamować łez które wypływały z jego oczu.

Poczuł czyjąś dłoń na ramieniu. Odchylił głowę. Stała tam jego siostra. Patrzyła na niego załzawionymi oczami.

-Jak mogłaś?!-odtrącił jej dłoń patrząc wrogo.

Wytarł mokre policzki odwracając wzrok od siostry. Czuł taką złość na nią że nie mógł nawet na nią patrzeć.

-Chris ja nie chciałam. Myślałam że w ten sposób uratuję ciebie.- Wyszlochała łapiąc go za ramię.

-Nie dotykaj mnie.- wyszarpał swoja rękę.- Jeśli ona..-zaciął się biorąc powietrze do płuc.- umrze to będziesz współwinna.- Spojrzał jej w oczy.

Te słowa można było porównać z policzkiem. Zdrętwiała patrzyła na brata który w oczach miał tyle nienawiści do niej. I bez tego czuła się beznadziejnie. Zawiodła..Zdradziła.. Czuła że dotknęła dna, ale tak bardzo żałowała tego co zrobiła.

-Chris..- wyszeptała czując jak oczy pieką ją od łez.

-Wyjdź.-wysyczał.

-Chris proszę cię...

-Wyjdź!-podniósł głos.- Nie chcę cię widzieć!- wysyczał patrząc jej prosto w oczy.

Zrezygnowana spuściła głowę i podeszła do drzwi.

-Przepraszam..-powiedziała drżącym głosem po czym wyszła z sali.

Zacisnął pięści na prześcieradle mnąc materiał najbardziej jak potrafił.

Pozwolił wypłynąć łzą które coraz ciaśniej ściskały się w jego powiekach. Płakał czując jakby przegrał wszystko..przegrał swoje życie, które bez brunetki nie miało jakiegokolwiek sensu. Jednak w środku niego była ta mała nadzieja, że ona żyje...Nie dopuszczał do siebie że to mogło się tak skończyć...mocno wierzył w to że jeszcze ją zobaczy..że znowu poczuje jej dotyk i smak. Nie wiedział kiedy..ale czuł że tak będzie.


Po kilku dniach został wypisany ze szpitala. Nie rozmawiał z nikim. Evę omijał szerokim łukiem, co jeszcze bardziej wpędzało ją w poczucie winy. Jedyną osobą która była przy niej i nie pozwalała całkowicie się załamać był Jay. On również to wszystko przeżywał, ale tak jak i Eva czuł się winny. Chrisowi schodził z drogi i nie wchodził z nim w żadne dyskusje. Blondyn całymi dniami przesiadywał w pokoju nie mając ochoty na nic. Czuł jak z kolejnym dniem czekania umiera..Kawałek po kawałku zamienia się w nicość. Antonio nie odezwał się od wizyty w szpitalu co jeszcze bardziej przyprawiało go o beznadziejny nastrój. Kiedy kolejnego dnia nie mógł już wysiedzieć, ubrał na siebie czapkę z daszkiem i bez słowa wyszedł z domu. Szedł ulicami mijając zadowolonych i szczęśliwych ludzi, którzy przyjaźnie się do niego uśmiechali. Nie miał najmniejszej ochoty na odwzajemnianie gestu. Szedł ze spuszczoną głową, a nogi same niosły go w docelowe miejsce. Kiedy stanął przed dużą starą bramą, wszystkie wspomnienia wróciły uderzając go ze zdwojoną siłą. Wziął głęboki oddech, przełykając ślinę i wszedł. Brama jak i za tamtym razem teraz również przeraźliwie zaskrzypiała a on ponownie znalazł się na tym podwórku otoczonym murami. Zrobił kilka kroków, a grupka dzieci otoczyła go radośnie tańcząc i skacząc wkoło niego. Mimowolnie jego kąciki ust delikatnie się uniosły. Poklepał kilkoro dzieci po głowach po czym ruszył przed siebie. Stanął przed ogrodem. Zrobił kilka kroków po czym usiadł na trawie. Było tu tak samo jak wtedy. Trawa była tak samo zielona, niebo tak samo niebieskie a słońce tak jak wtedy świeciło. Jednak tym razem nie było tu jej, a jego serce nie było przepełnione taką radością jak wtedy. Teraz Był w nim tylko smutek i ta tęsknota która aż paliła go od środka.

-Czekałem na ciebie.- nagle obok niego usiadł kapłan.

-Na mnie? Dlaczego?

-Czułem że stało się coś złego..Cataleya od tak dawna nie była na grobie swoich rodziców, mnie też nie odwiedziła...

-Ona..nie mogę proszę księdza to wszystko mnie przerasta. Wyżera mnie od środka.- spojrzał na kapłana który kiwał tylko głową w akcie że rozumie.

-Posłuchaj mnie chłopcze. Nigdy nie możesz się poddać. Musisz wierzyć i mieć nadzieję. Od Boga dostajemy bowiem tylko tyle ile potrafimy unieść. Pamiętaj że wiara czyni cuda, ale to nadzieja umiera jako ostatnia. A ty nie możesz pozwolić jej umrzeć..Musisz wytrwać w tym wszystkim...Swoją wytrwałością bowiem dasz też siłę Cataleyi. Bo nie ma większej siły niż miłość i pamiętaj o tym..Prawdziwej miłości nie rozdzieli nic, nigdy..

Chris patrzył na niego wsłuchując się w każde słowo, które wypowiedział do niego kapłan. Wszystko jakby od nowa budowało w nim tą nadzieję, którą przez te kilka dni pomału tracił.

-Wierzę i nie poddam się.- Wyszeptał na co kapłan pokiwał głową śląc mu delikatny uśmiech.

 

Cdn...

Dziękuję że jesteście <3

poniedziałek, 9 listopada 2015

~19~

~19~


Game over...



Ich serca praktycznie zamarły, a oddechy stały się ciężkie i powolne. Atmosfera która teraz panowała w pomieszczeniu była tak gęsta, że można było kroić ją na plastry. Carlos wszedł do pokoju, razem z kilkoma mężczyznami, którzy wyglądali tak jakby każdą chwilę spędzali na siłowni. Nie patrzyła na niego, bojąc się tego co może zobaczyć w jego oczach. Wzrok miała spuszczony na dół. Chris złapał jej dłoń mocno zaciskając palce. Odwzajemniła uścisk, wiedząc gdzieś w podświadomości że to ostatni raz kiedy może poczuć jego dotyk.

-No proszę proszę...nasi zakochani.-Carlos zaśmiał się tak głośno że podskoczyła ze strachu na krześle, a po chwili poczuła na ramionach jego dłonie.

-Zostaw ją!-blondyn gwałtownie wstał łapiąc Carlosa za koszulkę.- Już nigdy jej nie dotkniesz rozumiesz!-wysyczał mu patrząc pewnie w oczy.

Carlos uśmiechnął się, patrząc z pogardą na blondyna. Jednym ruchem zrzucił z siebie dłonie blondyna, po czym wskazał ruchem głowy na swoich goryli. Dwóch z nich od razu podskoczyło do blondyna łapiąc go za ręce. Szarpał się, ale nie miał na tyle siły by się uwolnić. Brunet zaś podszedł do Cataleyi i jednym ruchem odwrócił jej krzesło tak by miała dokładny widok na uwięzionego Chrisa.

-Obiecałeś.- Wszystkie oczy skierowały się na Evę, która stała, trzymając się stołu. Jej nogi były jak z waty, a głos drżał ze strachu.

-A no tak zapomniałem.- brunet wskazał dłonią na Evę i Jaya przy których po chwili znaleźli się jego ludzie. Przywiązali ich do krzeseł, zaciskając węzły tak mocno że nie mieli jak się ruszyć. Jay próbował się szarpać, niestety jego działania na nic się nie zdały. Jeden z ochroniarzy uderzył go mocno w twarz, dokańczając wiązanie.

Blondynka przestraszona spojrzała na niego, miał twarz opuszczoną na dół, a z nosa ciekła mu krew. Była tak sparaliżowana strachem że nie umiała nic z siebie wydusić. Posłusznie dała się przywiązać...

-A więc tak chcieliście się ze mną zabawić. Moja narzeczona przyprawiła mi rogi z takim chłystkiem.- podszedł do blondyna i łapiąc go za włosy mocno szarpnął jego głowę do tyłu.

-Podobało ci się posuwanie mojej przyszłej żony? Na pewno, w końcu jest taka delikatna, subtelna i o ile się nie mylę byłeś jej pierwszym...-zaśmiał się po czym drugą ręką z całej siły uderzył blondyna w brzuch.

Chłopak ryknął z bólu plując krwią.

-Pytam, podobało ci się?!- krzyknął znowu go uderzając.

-Puść go.- wyjąkała wstając z krzesła. Spojrzała na blondyna. Miał zakrwawione usta z których sączyła się krew, włosy zmierzwione i zamglony wzrok. Miała wrażenie że gdyby nie dwóch goryli którzy go podtrzymywali osunął by się na ziemię. Poczuła okropne gorąco które uderza ją, z podwójną siłą. Nie mogła pozwolić na jego krzywdę..wszyscy tylko nie on...

-Co powiedziałaś Skarbie?- Oprawca odwrócił się w jej stronę.

-Puść go, to o mnie ci chodzi. To moja wina, oni nie mają z tym nic wspólnego..Zostaw ich.- ostatnie słowa prawie że wyszeptała. Brunet podszedł do niej. Spojrzała na jego twarz widząc w jego oczach szaleństwo i złość. Przez chwile miała wrażenie że tak wyglądają oczy szatana.

Złapał za jej podbródek i przekręcił w stronę siedzącej blondynki.

-Widzisz ją. To wszystko dzięki twojej przyjaciółce.-odwróciła się gwałtownie spoglądając na niego. Nie kłamał...

-To ona was wydała i to dzięki niej wszystkiego się dowiedziałem. Dziękuję Evo.- kiwnął w stronę blondynki śmiejąc się w głos.

Brunetka spojrzała na przyjaciółkę, licząc że zaprzeczy tym oszczerstwom. Jednak tak się nie stało. Zamiast tego dostrzegła jej przepraszające spojrzenie, pełne skruchy i wstydu.

-Cataleya wybacz mi, chciałam tylko ratować Chrisa.- Odwróciła głowę nie mogąc już tego znieść. Miała wrażenie że w tej chwili ktoś wbił potężny, tępy nóż w jej serce i z premedytacją przekrajał je na pół. Czuła każde szepnięcie ostrzy, rozrywające ją od środka. Osoba którą uważała za przyjaciółkę tak ją zraniła. Zdradziła ją, chodź wiedziała jaka jest jej sytuacja... Nagle ogarnęło ją uczucie którego nie była w stanie opisać, coś jakby z pogranicza żalu i wściekłości.

-Widzisz.- powiedział chwytając ją za twarz.- Mnie nie da się oszukać. A każdemu komu przyjdzie to na myśl ginie.- Był tak blisko że czuła jego oddech na twarzy....Pragnęła umrzeć... Jej serce było na tyle złamane że praktycznie już nie żyła. Carlos kiwnął na kolejnego ze swoich ludzi. Wysoki umięśniony facet podszedł do brunetki łapiąc ją za rękę, mocno ściskając.

-Może to nauczy cie w końcu rozsądku i posłuszeństwa. - wyciągnął pistolet.- Chociaż patrzenie na śmierć bliskich to chyba nie nowość dla ciebie.- uśmiechnął się mocno przyciskając pistolet do głowy blondyna.

-Zostaw go!- Brunetka poczuła nagle w sobie tyle siły że sama nie wie jak, ale udało jej się wyswobodzić z uścisku goryla i rzuciła się na Carlosa. - Zostaw go! Nie możesz!- wpadła w amok, uderzała go z całych sił, czując że traci kontrolę nad tym co robi. Od razu podbiegli do niej ludzie Carlosa łapiąc ją mocno za ramiona.

Dopiero teraz dotarło do niej co zrobiła. Spojrzała załzawionymi oczami na bruneta który ociera wargę z krwi. Widziała wściekłość w jego oczach. Jego wzrok przypominał ten który ma rozjuszony byk na polu walki.

-Odsuńcie się.- powiedział do swoich ludzi którzy posłusznie puścili brunetkę odchodząc na bok.

Podszedł do niej. Złapał jej policzki mocno ściskając.

-Ty dziwko, jak śmiałaś!- mocno uderzył ją w twarz. Poczuła jak nogi się pod nią uginają, a ból roznosi się po całej twarzy. - Zobacz co zrobiłaś!- huknął wskazując na pobrudzona koszulę.

-Jesteś nic nie wartą zdzirą!- ponownie ją uderzył, pozwalając by upadła na ziemię.

-Puściłaś się z nim za moimi plecami! Zrobiłaś ze mnie błazna!- krzyczał kopiąc ją. Jej piski, w ogóle na niego nie działały.

Chris spoglądając na ukochaną szarpał się, krzyczał ile tylko miał sił w płucach- wszystko na nic. Mężczyźni tak mocno go trzymali że nie miał żadnych szans na wyrwanie się. Chciał rzucić się na bruneta odciągnąć go od ukochanej. Czuł każde jej uderzenie na sobie..Wolał umrzeć niż patrzeć na to co on jej robi. Nie mógł znieść jej krzyków, i jęków bólu...

Brunet klęknął przy niej, łapiąc ją za ramiona, mocno przycisnął ją do podłogi. Jej wzrok był zamglony, twarz cała poobijana, z ust ciekła jej krew, a z oczu kapały łzy. Oddychała z wielkim trudem.

-Jesteś moja czy ci się to podoba czy nie!- przybliżył swoją twarz do jej.

Spojrzała na niego, po czym swój wzrok przeniosła na zakrwawionego blondyna. Ich spojrzenia skrzyżowały się. Dostrzegł w jej oczach blade iskierki. Te same które podziwiał za każdym razem gdy ją spotykał. Te które zaczarowały go a jego serce wzięły sobie na własność.

Patrzyła mu przez tą niewielką chwilę prosto w oczy, starając się przekazać całą swoją miłość w tym jednym spojrzeniu, całą swoją czułość i uczucie którym go darzyła..

Wiedziała że to ostatni raz kiedy patrzy mu w oczy, ostatni raz dane jest jej widzieć ten wzrok pełen miłości, który zawsze rozpalał jej serce, sprawiając że traciła oddech przy nim.

Ostatni raz kiedy widzi te szarozielone oczy, w których zakochała się od pierwszego wejrzenia.

Ostatni raz kiedy może powiedzieć że go kocha...

Ostatni raz za nim umrze...

-Kocham cię.- bezgłośnie poruszyła ustami.

Czuł że żegna się z nim, pokiwał przecząco głową, chcąc dać jej do zrozumienia żeby tego nie robiła. W jego oczach pojawiły się łzy, a twarz wykrzywiła się w pełen bólu grymas. Nie chciał żeby to robiła..nie mógł pozwolić na to by się z nim żegnała...nie teraz..

Ostatni raz posłała mu swój uśmiech, ten jeden jedyny który był przeznaczony tylko i wyłącznie dla niego...

Wróciła wzrokiem na twarz bruneta.

-Nigdy nie będę twoja!- wykrzyczała mu w twarz, z pełną premedytacją i ostatkami sił.

Carlos patrzył na nią z taką wściekłością jakiej nie czuł jeszcze nigdy. Złapał ją za gardło zaciskając na nim swoje palce.

-Ty dziwko.- wysyczał coraz bardziej zacieśniając uścisk- Jak możesz, szmato.- wpadł w taką furię że nie panował nad sobą.

Brunetka zaczęła się dusić. Krztusiła się, z trudem łapiąc każdą cząstkę powietrza.

Eva która siedziała sparaliżowana, zaczęła krzyczeć, Jay który jej towarzyszył również krzyczał bezsilnie próbując wydostać się z więzów. To co widzieli było okropne, ale najgorszą rzeczą była bezsilność..nie mogli nic zrobić, w żaden sposób nie mogli pomóc Cataleyi..

Chris szarpał się tak mocno, że jeden z goryli podszedł do niego uderzając go mocno w twarz, by się uspokoił. Jednak to nie pomogło, chłopak krzyczał, błagał by Carlos ją zostawił niestety na darmo. Brunet był w takim amoku, że dusił ją nie słysząc wkoło nic. Jej słowa tak go uraziły że po prostu musiał to robić.

Przestał dopiero gdy poczuł że jeden z jego ludzi odciąga go. Spojrzał na niego zamroczony.

-Nie możesz..Marko i plan.- Spojrzał na niego kiwając głową. Wstał z podłogi patrząc z pogardą i triumfem na Chrisa. Poprawił swoją koszulę i otrzepał spodnie.

-Zabierzcie ją.- powiedział do swoich ludzi i nie odwracając się wyszedł z domu.

Dwóch goryli podeszło do brunetki podnosząc ją z podłogi. Była nieprzytomna, ale jej klatka piersiowa delikatnie unosiła się co dowodziło temu że oddycha...że żyje. Mężczyźni ciągnąc jej stopami o podłogę wynieśli ją z domu.

-To co kochasiu, do zobaczenia.- jeden z ludzi Carlosa podszedł do blondyna mocno go uderzając w tył głowy. Dwóch goryli którzy go trzymało rozluźniło swoje uściski, pozwalając by jego ciało bezwładnie opadło na podłogę. Chciał pobiec za nimi, wyrwać Cataleye z ich rąk, ale nie miał siły. Czuł jak każdy skrawek ciała boli go niemiłosiernie, a jego powieki są tak ciężkie że nie ma już siły walczyć z nimi. Pozwolił im opaść.

 

Cdn..